Numer 11(377)    Listopad 2016Numer 11(377)    Listopad 2016
fot.Natalia Klimuk
W duchu zawsze prawosławni
Anna Rydzanicz
Łemkowskie parafie późniejszej eparchii przemyskiej Kościoła greckokatolickiego najdłużej opierały się przyjęciu zadeklarowanej w 1596 roku unii. Zapiski historyczne świadczą o stuletnim oporze wobec postanowień z Brześcia. W źródle z 1664 roku, dotyczącym proboszcza wsi Prusiek nieopodal Sanoka, Jakowa Paczkewycza, czytamy: (…) pod pretekstem jakoby unit wstąpił do tej cerkwi, po tym wywarszy swoje w cerkwi postępki, nie dbając nic na klątwy kościelne katolickie i rzymskie, śmie i waży się (…) postępki schizmatyckie opowiadać i nauczać, i one rozszerzać… W dokumencie z 1682 roku, włączonym do „Księgi sądowej kresu muszyńskiego” (Ossolineum, 1965) zapisano: Ponieważ wielkie stąd zatrudnienia zachodzą, iż popowie przy prawnych aktach zapisy czynią ludziom i papierów zatrudnienia zachodzą, tak bielański, jako i unowicki (powinno być – nowicki), do wójta nie oddają, tedy nakazuje prawo, aby pod dwudziestą grzywien і pisać się nie ważyli, chyba u wójta, i papiery żeby należyte do niegoż oddawali. Tym sposobem łemkowskie parafie sto lat krócej pozostawały w jurysdykcji Rzymu.
– Tylko formalnie byliśmy grekokatolikami, w duchu pozostaliśmy prawosławni – mówili mieszkańcy Boguszy na zachodniej Łemkowszczyźnie. Tuż po Tylawie, wiosną 1927 roku, prawie na drugim krańcu Łemkowszczyzny kolejna parafia – Królowa Ruska wraz z filialną Boguszą zdecydowały się wystąpić z Cerkwi greckokatolickiej i powrócić do prawosławia. „Od Boguszy wszystko się zaczęło” – mawiano w sąsiednich wsiach, które poszły ich śladem.
W świadomości Łemków określenie „prawosławny Rusin” zaczęło funkcjonować znacznie wcześniej niż w przededniu i na początku I wojny światowej, kiedy „kto podawał się prawosławnym Rusinem” był więziony w Talerhofie. Karpaccy Rusini bowiem na początku XX wieku wciąż uważali się za „prawosławnych ruskiej wiary”, duchowni w czasie Liturgii nadal używali zwrotu „I Was wsich prawosławnych chrystyjan”. Próby usunięcia słowa „prawosławnych” wzbudzały protesty wiernych.
Na Słowacji w XVIII wieku księża greckokatoliccy utrzymywali kontakty ze wspólnotą prawosławną wsi Tokaj. Aleksander Pawłowycz (1819-1900), uznawany za budziciela rusińskiej świadomości, duchowny greckokatolicki żyjący w Preszowie na Słowacji, pisał o prawosławiu:
Старой правді будьме вірны
И в том новом годі,
Православность удержуйме
В нашом руском роді.
Wierni nie tylko sprzeciwiali się latynizacji obrządku, ale i wprowadzaniu kultu Jozafata Kuncewicza, świętego Cerkwi greckokatolickiej. Podczas świąt parafialnych próbowano wręczać obrazki z jego wizerunkiem, co wywoływało sprzeciw wiernych, podobnie jak wieszanie jego podobizn w cerkwiach.
W 1876 roku krakowski „Czas” donosił: Za największe nieszczęście z pośród tych klęsk porozbiorowej naszej historyi uważamy tę dążność, która od lat niespełna 30-tu zaczęła kiełkować, a dziś zdaje się dojrzewać: dążność Rusi galicyjskiej do zerwania węzłów historycznych z Polską, a religijnych z Rzymem. (...)
2 grudnia 1911 roku we wsi Grab została odprawiona pierwszą

PO LATACH PRZERWY
PRAWOSŁAWNA LITURGIA.
Odsłużył ją wyświęcony dwa tygodnie wcześniej o. Maksym Sandowicz, za co został ukarany przez starostę jasielskiego czterystu koronami grzywny i ośmioma dniami aresztu. Wierny Rzymowi Wiedeń z niechęcią przyglądał się takiemu obrotowi spraw. Wcześniej powrót do prawosławia wsi Hniliczki koło Zbaraża, nazywany Afera Hniliczek, zakończył się głośnym procesem o. Naumowicza w 1882 roku i skazaniem go na osiem miesięcy więzienia. Niezrażony represjami ze strony władz o. Maksym nadal niósł posługę wiernym z Grabia, Długiego i Wyszowatki. Niestety, w marcu 1912 roku, kiedy pojechał wyspowiadać się do o. Ignacego Hudymy do Załucza, został wraz z gospodarzem zatrzymany pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji i osadzony w areszcie śledczym we Lwowie.
W wydanym we Lwowie w 1913 roku „Prawosławiu w Rosyi i jego podłożu w Galicyji” autor o pseudonimie Z.X.Y pisał: Nie wolno nam taić przed sobą, że apostołom prawosławia będzie się na kim oprzeć…wśród ludu. Dość wspomnieć kronikarskie komunikaty, że pop Gudyma zyskał znowu tyle dziesiątków, pop Ileczko tyle innych zwolenników (prawosławia) albo o tych hiobowych wieściach dochodzą do Rusłana z Łemkowszczyzny, tej Rusińskiej oazy najdalej na zachód wysuniętej…
Po procesie uniewinniony o. Sandowicz powrócił do rodzinnej Żdyni. Dokładnie trzy miesiące później, tuż po wybuchu wojny, poniósł męczeńską śmierć na dziedzińcu gorlickiego sądu. „Niech żyje Święte Prawosławie! Niech żyje Święta Ruś!” – ostatnie jego słowa, wypowiedziane tuż przed egzekucją, stały się testamentem duchowym wielu Łemków i zaczęły szybko wydawać owoce.
Tego się obawiano, Z.X.Y. w „Prawosławiu w Rosyi i jego podłożu w Galicyji” pisał: Jest tedy pomiędzy Rusinami źle… w kierunku schizmy, a także: Czemu ten ruch religijny ruskiego ludu nie zwraca się w kierunku przyjęcia łacińskiego obrządku, zwłaszcza że chodzi o tak bardzo do Polaków zbliżonych Łemków, dla których ukrainizm jest tak obrzydły, że zohydza im Unię, czemu wolą oni przyjąć prawosławie…
Tuż po zakończeniu I wojny światowej i rozpadzie Austro-Węgier na zachodniej Łemkowszczyźnie ujawniły się nastroje narodowowyzwoleńcze. W listopadzie 1918 roku w Świątkowej, Szlachtowej, Jaworkach i Gładyszowie, a następnie 5 grudnia tego samego roku we Florynce zwołano narodowe wiece. Na tym ostatnim, który zgromadził blisko pięć tysięcy Łemków, powołano Naczelną Radę Łemkowszczyzny. Ministrem spraw zagranicznych został o. Dymitr Chylak, były więzień Talerhofu, proboszcz parafii w Izbach, który w 1928 roku przeprowadzi na prawosławie ponad tysiąc wiernych z Izb i filialnej Bielicznej. O o. Chylaku i jemu podobnych duchownych Piotr Trochanowski napisał, że byli Mojżeszową laską, która naród bezpiecznie przeprowadziła na drugi brzeg. – Dzieci, nie patrzcie na Zachód, lecz na Wschód, bo nasza kultura bizantyńska, a nie łacińska – mawiał o. Teofil Kaczmarczyk (1843-1922) z Binczarowej.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Rydzanicz
fot. autorka, o. Roman Dubec


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token