Numer 11(377)    Listopad 2016Numer 11(377)    Listopad 2016
fot.Natalia Klimuk
Dom podzielony nie będzie stał
Anna Radziukiewicz
Anna Radziukiewicz: – Dziesięć lat spędził Ojciec w Ławrze Poczajowskiej. Czy ławrze grozi przejęcie jej przez unitów?
Ihumen Gierontij: – Od dawna są na ten temat prowadzone rozmowy i nie tylko rozmowy. Władze tarnopolskiej obłasti, a na jej terenie znajduje się ławra, nieustannie wysyłają oficjalne noty o potrzebie przekazania monasteru unitom, nazywając ławrę nawet gniazdem os, moskiewską Cerkwią. Miesiąc temu znowu podjęły problem, na ile zgodnie z prawem przekazano monaster braciom prawosławnym.
– Ale ławra nie jest własnością Cerkwi?
– Pozostaje w arendzie.
– Monaster solą w oku?
– W 2004 i 2005 roku – wtedy byłem mnichem ławry – władze chciały włączyć poczajowski monaster do muzealnego kompleksu krzemieniecko-poczajowskiego. Jako muzeum. Pomogli nam wierni. Zarzucili ministerstwo listami i telegramami, błagając: Nie róbcie tego! Przecież to było jak wejście do komunistycznej rzeki. Wtedy prezydentem Ukrainy był Janukowycz, po nim Juszczenko.
– Wiem, że szykowano się i do ataku siłowego.
– To było w październiku 2005 roku, na Pokrowu Matieri Bożej. Wokół ławry ustawiły się autobusy i mikrobusy a w nich bojcy z lwowskiej i frankowskiej obłasti. Podniesiono na nogi siłowe struktury. Mogło dojść do walki.
– Przelewu krwi?
– Tak. Ale miłość Boża i opieka Matki Bożej wrazumili władze. Wyszło mnóstwo wiernych, by stanąć w obronie ławry. Po tym incydencie stopień napięcia wokół monasteru spadł. Wrócił w czasie Majdanu. Znów pewne struktury chciały zająć ławrę, przywożąc swoich ludzi. Ale miejscowi znów stawali w jej obronie. Dziś, w związku zwłaszcza z politycznymi wydarzeniami na wschodzie Ukrainy, kwestia odebrania prawosławnym ławry wraca. Oczywiście wszystko jest możliwe. Ale mamy nadzieję, że Matka Boża nas nie zostawi.
– W Poczajowie, mam na myśli miasto, mieszkają unici?
– Nie, ale są raskolnicy.
– Raskolnicy nie mają pretensji do ławry?
– Nie mają. Jest ich mało. Od dziesięciu lat budują swoją cerkiew, w zasadzie kaplicę.
– Skąd ławra spodziewa się największej obrony?
– Głównie ze strony miejscowych. Są najbliżej, ale także z Zakarpacia, Wołynia, Równego i okolic.
– Na Zakarpaciu, kiedyś w imperium austro-węgierskim, walczącym z prawosławiem, latynizującym region, został jeszcze silny duch prawosławia?
– Bardzo dużą rolę w powrocie unitów tego regionu do prawosławia i jego utwierdzaniu odegrał prepodobny Aleksy Karpatoruski. I dlatego dziś na Zakarpaciu cerkwie należące do raskolników można policzyć na palcach jednej ręki. Mieszkają tam prawosławni i unici. Prawosławni są tam bardzo mocni w wierze, chodzą do cerkwi i bardzo o nie dbają.
– To kraina monasterów?
– O tak. Najważniejszy z nich to Mukaczewski, żeński. Smolawski też się podnosi. Dużo jest mniejszych nowo otwartych wspólnot żeńskich i męskich.
– Pobożności sprzyja sąsiadująca z tym regionem Rumunia ze swoją krainą, Mołdawią, znaną z pięknych cerkwi i monasterów?
– Myślę, że to też ma wpływ. Z tamtego regionu, graniczącego z Rumunią, pochodzi obecny metropolita Cerkwi ukraińskiej, Onufry. Tam, w czerniowieckiej obłasti, bywają wsie czysto rumuńskie lub czysto mołdawskie, w których na co dzień, nawet w szkołach, rozmawiają po rumuńsku lub mołdawsku, w cerkwiach służą w swoim języku, ale wszyscy należą do Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi moskiewskiego patriarchatu, nie sprawiając żadnych problemów.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)


fot. Anna Radziukiewicz

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token