Numer 11(377)    Listopad 2016Numer 11(377)    Listopad 2016
fot.Natalia Klimuk
Ostatni starowierca
Tadeusz Wyszomirski
Jest na południowym Podlasiu, w gminie Drelów, mała miejscowość Szóstka. Przed wojną mieszkali tam prawosławni, unici, katolicy rzymscy i baptyści.
Każde wyznanie dysponowało własną świątynią – cerkwią, kościołem, domem modlitwy. Dzisiaj znajduje się tam tylko piękna cerkiew, w dziewiętnastym wieku zbudowana przez prawosławnych w stylu klasycystycznym, po pierwszej wojnie zamieniona na kościół.
Będąc niegdyś w pobliżu postanowiłem poznać to dosyć niezwykłe miejsce, głównie interesował mnie obecny stan świątyni. Pojechałem tam rowerem pewnego wakacyjnego popołudnia.
Obok plebanii zażywał wypoczynku, rozparty na leżaku, katolicki duchowny w średnim wieku w stroju niedbałym (szorty plus kolorowa koszula, jaką się zwykle nosi na Hawajach).
Moją nieśmiałą prośbę o pokazanie wnętrza kościoła zignorował całkowicie. Nie było to nawet podyktowane niechęcią wobec przybysza. Zwyczajnie nie chciało mu się wstawać, brać kluczy, otwierać kościoła, podejmować tych wszystkich niepotrzebnych czynności tylko dlatego, że komuś tam z Warszawy zachciało się zobaczyć świątynię akurat w jego parafii.
– Kościół jak kościół – stwierdził lakonicznie. Co, nigdy kościoła nie widział?
W zamian opowiadał z własnej, nieprzymuszonej inicjatywy o swojej pracy duszpasterza. Słuchałem z uwagą.
– Jak tylko tutaj przyjechałem, w naszym kościele był namalowany na ścianie obraz ich Matki Bożej, takiej ukraińskiej, z ręcznikiem. Pierwsze co zrobiłem, to kazałem ją zamalować i na to miejsce dać naszą, Częstochowską. Niech wiedzą, że teraz tutaj jest Polska!
– Dużo ludzi stąd po wojnie pojechało na Ukrainę. Właściwie to ich wywieźli. No i bardzo dobrze! Po co oni nam tutaj? Czasem przyjeżdżają do swoich krewnych aż gdzieś spod Odessy, miejscowi robią teraz wszyscy za Polaków, ale w razie czego, jakby wie pan jakaś wojna czy coś podobnego, to ja bym nawet chwili nie czekał, tylko stąd uciekał.
– Ci ludzie – mówił do mnie tonem, jakby powierzał najbardziej skrywany sekret – toż wszystkie tutaj Ukraińce! Oni by mnie zaraz głowę siekierą obciapali. A co pan myśli! Wszyscy chodzą do kościoła, nie mogę powiedzieć, z jednym tylko się nie udało. Kaliszuk się nazywa.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Tadeusz Wyszomirski

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token