Numer 11(377)    Listopad 2016Numer 11(377)    Listopad 2016
fot.Natalia Klimuk
Wszędzie jestem u siebie
Tadeusz Wyszomirski
-Męża poznałam w Londynie. Pamiętam, jak powiewiedział: „W niedzielę pójdziemy do kościoła!”.
– Chyba ci się pomyliło – mówię. Nie do kościoła, tylko pewnie do meczetu i nie w niedzielę, a w piątek. On mi na to: „Dobrze mówiłem, do mojego kościoła”.
– Przecież jesteś Egipcjaninem. Myślałam wówczas, że wszyscy Egipcjanie są muzułmanami.
– Owszem, jestem, ale prawdziwym Egipcjaninem, a tacy są chrześcijanami.
W ten sposób po raz pierwszy w życiu zetknęłam się z religią Koptów.
Potem przez kilka lat mieszkaliśmy w Egipcie, chodziłam na koptyjskie nabożeństwa, dobrze poznałam też język arabski. Czułam się między nimi jak u siebie w domu, lecz kiedy przyjechaliśmy do Polski, ja z kolei powiedziałam do męża:
– Dobre twoje, dobre moje. W Egipcie chodziliśmy do twojego kościoła, teraz w Polsce wypada, żebyś chodził do mojego. Poszliśmy. Niech pan sobie wyobrazi, on mi potem mówi:
– Przecież to jakieś protestanckie nabożeństwo.
Ja mu tłumaczę – jesteśmy katolikami, a on mi swoje:
– Nabożeństwo macie podobne do anglikańskiego. Nie chcę być protestantem!
– Dobrze – mówię – tutaj w Warszawie na Pradze jest cerkiew. Może tam pójdziemy?
Poszliśmy, a ja słyszę od męża od razu na progu:
– Zobacz, tutaj to widać, że modlą się chrześcijanie, są ikony, okadzenie, śpiewy.
No, ale przyzna pan, trudno być wyznawczynią trzech religii jednocześnie.
Do wielkanocnej spowiedzi poszłam w swoim kościele i opowiadam księdzu o całej mojej życiowej drodze, jak byliśmy w Egipcie, jak chodziłam na koptyjskie nabożeństwa. Ksiądz mi na to: – Jeżeli mąż musi już chodzić na jakieś wschodnie nabożeństwa, to może powinnaś go zaprowadzić do kościoła ojców bazylianów przy ulicy Miodowej.
Tam odprawia się msza greckokatolicka w języku ukraińskim, przecież to jest coś zupełnie nie dla niego. Dalej ten ksiądz mi mówił, że mogę chodzić na takie wschodnie nabożeństwa, gdzie modlą się za papieża. Koptowie oczywiście modlą się za papieża, mają swojego, papę Szenuda. Ksiądz jakoś nie bardzo mógł to wszystko zrozumieć i uznał mnie za osobę opowiadającą mu jakieś banialuki. Podejrzewam, że nigdy nie słyszał o papieżach aleksandryjskich.
Było mi trochę przykro, więc następnym razem poszłam do spowiedzi do prawosławnego soboru. Młody batiuszka wysłuchał mnie i mówi:
– Dobrze, w Egipcie chodziłaś do Koptów, to jest też wschodni Kościół, teraz chodzisz tutaj do nas, dobrze, ale po co jeszcze biegasz do kościoła łacińskiego? Albo się idzie za Wschodem, albo za Zachodem, nie możesz być we wszystkich Kościołach jednocześnie.
Znowu zrobiło mi się smutno, uważam, że wszędzie, gdzie jest krzyż, mam prawo być i czuję się tam jak u siebie w domu.

Tadeusz Wyszomirski


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token