Numer 12(378)    Grudzień 2016Numer 12(378)    Grudzień 2016
fot.www.meloman.ru
Zagadki staroruskich raspiewów
tłum. Ałła Matreńczyk
– Zwykle nic nie wiemy o autorach ruskiej muzyki dawnej. Zresztą i zapisów tej muzyki jest niewiele.
– Aż do drugiej połowy XVII wieku na terenie obecnej Rosji nie wytwarzano papieru. A do XV wieku pisano na pergaminie (skórze jagniąt). Ściśle reglamentowano ten materiał. Jasne, że nie można było zapisywać wszystkich pieśni, jedynie te najwyżej cenione. Autorzy pozostawali anonimowi. Utwory śpiewano, doskonalono, a po pewnym czasie, zwykle w cieszących się autorytetem monasterach, podejmowano decyzję, żeby zapisać je dla potomnych.
– Życie weryfikowało raspiewy?
– Zawsze zdumiewa, można powiedzieć, soborowy charakter tej twórczości. Jak autorzy z niedościgłą doskonałością włożyli w raspiewy swoje rozumienie idealnych melodyjnych form! Jak im się to udało? A udało im się właśnie dlatego, że uczestniczył w tym cały twórczy sobór! I tak powstały raspiewy idealne pod względem formy i melodii.
Ale wróćmy do historii… Papier długo sprowadzano z krajów zachodniej Europy. Docierał w niedużej ilości, podlegał reglamentacji zarówno ze strony państwowych, jak i patriarchalnych służb.
Co można było drukować? Jeśli mówimy o Cerkwi, to służebniki, czetii – miniei, żywoty świętych. W przypadku sztuki śpiewania pozwalano zapisać jedynie księgi do śpiewu, przy czym grafemami, a nie literami…
– To znaczy stworzono pewną formułę, którą nauczyciel powinien był wytłumaczyć swoim uczniom?
– Nie można z całą stanowczością stwierdzić, że musiała to być pewna formuła – nauczyciel musiał wyjaśnić uczniom, jak mają śpiewać, a nie pisać podręczniki! Takie książki w ogóle nie istniały. To znaczy istniały dwa rodzaje tzw. podręczników, z których można było korzystać, nazywano je wówczas azbukami. Napisano znak, a obok kriuk, napisano następny – kriuk „swietłyj”, kolejny – kriuk „mracznyj”, kriuk „trieswietłyj” itd…
To co nazywamy objaśnieniem (tołkowaniejem), tak naprawdę nie wyjaśnia kak pieti. Nie mamy takich azbuk. Ale są komentarze do tych zapisów.
– A kto to objaśniał? Czy są to po prostu interpretacje współczesnych badaczy?
– Tak, właśnie interpretacje. Przytoczę niektóre objaśnienia, które były dla nich zrozumiałe. Kriuk prostoj – „zaśpiewaj wyżej niż mracznyj” kriuk swietłyj – „zaśpiewaj wyżej niż prostoj”, kriuk trieswietłyj – „zaśpiewaj wyżej niż swietłyj”. Ale brak jest objaśnień jak śpiewa się kriuk prostoj, kriuk mracznyj.
Wiele utworów nad rękopisami miało tzw. pomiety (uwagi) – kako pieti: garknuti, gołknuti, iknuti. (…) Jak rozumieć takie wyjaśnienia?
To pierwsza przeszkoda na drodze wszystkich badaczy do dziś. Oto dlaczego mój nauczyciel, Maksym Wiktorowicz, na jednej z pierwszych lekcji w latach siedemdziesiątych powiedział, że muzyka staroruska to „twierdzenie z samymi niewiadomymi”. Dlatego odtworzyć ją jest bardzo trudno. Nawet dzisiaj, korzystając z tego co odkryto, nie możemy powiedzieć, jaki jest procent naszej ingerencji.
– Ten procent powinien być jak najmniejszy…
– Oczywiście. Do tego dążymy. (…). Każdy odszyfrowujący porusza się według zasady „od znanego ku nieznanemu”, schodząc coraz głębiej, odszyfrowując te zagadkowe formuły zestawienia ideograficznych znaków.
– Dlaczego właśnie irmołogion supraski obrał Pan za przedmiot swoich badań?
– Dlatego, że jest to miejsce niezwykłe, doszło w nim do zetknięcia się dwóch wielkich tradycji: bizantyńsko-greckiej i kijowsko-pieczerskiej. Pierwsza charakteryzowała się głębią, druga przekazała swoją zadziwiającą śpiewaczą liryczność, piękno i przenikliwość swoich melodii słynnego raspiewu. Nastąpiło połączenie, które nie ma analogii nigdzie w świecie! Nie ma analogii do tych melodycznych form w naszych tradycyjnych słynnych raspiewach. Piękno tych raspiewów zasługuje na uwiecznienie. One będą słuchane!
– Kto przed Panem zajmował się ich odszyfrowaniem?
– Maksym Brażnikow, Nikołaj Uspienski. Wcześniej Anatol Preobrażeński, Stanisław Smoleński, Pokrowski… Były odszyfrowywania, byli przedrewolucyjni autorzy – nie zaczynałem od niczego, w żadnym wypadku! Wszędzie to podkreślam.
– Jak doszło do odnalezienia Supraskiego Irmołogionu?
– Kijowski uczony Iwan Zwonowski na początku XX wieku odwiedził wystawę w Kijowsko-Pieczerskiej Ławrze, wtedy muzeum. Zobaczył na wystawie otwarty rękopis śpiewaczy, gdzie jedno słowo z pieśni Iże Chieruwimy było śpiewane przez dwie stronice. Sam był historykiem, ale tak go to zadziwiło, że napisał do swoich kolegów z Moskwy – znanych uczonych, kompozytorów, historyków staroruskiej sztuki śpiewania oraz Stanisława Smoleńskiego i Anatola Preobrażeńskiego z Petersburga. Opowiedział, że zobaczył jakąś zagadkową śpiewaczą księgę, do Preobrażeńskiego wysłał fotografię.
Preobrażeński pisał akurat książkę o sztuce śpiewania. Dołączył tę fotografię do prawie gotowej publikacji, podpisując: „Z supraskiego irmołogionu 1601 roku”.
Potem zmarł Preobrażeński, za nim Smoleński, ani jeden z nich (a czytałem ich listy) nie rozwiązał zagadki irmołogionu.
Pracowałem wtedy w kijowskim konserwatorium i rozmawiałem z naocznymi świadkami tragicznych dni Ławry. Opowiadali mi, że zimą żołnierze wyciągali na dwór księgi, stare rękopisy i palili je. „Anatoliju Wiktorowiczu, niczego nie szukajcie, to bezowocne” – przekonywali.
Wkrótce dowiedziałem się, że pewne rękopisy przewieziono do oddziału rękopisów Akademii Nauk Ukrainy. Ale tam także nie znalazłem tego cennego zabytku.
Potem rozpocząłem aspiranturę w moskiewskim konserwatorium, a mój wykładowca, Włodzimierz Protopopow, mnie pyta: „Słyszeliście o takiej księdze Supraski Irmołogion”. Odpowiedziałem, że nawet zajmowałem się szukaniem tej księgi u Preobrażeńskiego. „Niech Pan spróbuje ją odszukać” – na to profesor. „Wydaje się, że rękopis jest unikalny, bo żeby śpiewać Tajno obrazujuszcze przez dwie strony, tego nauka jeszcze nie znała” – dodał. I przekonał mnie, bym powrócił do Kijowa. Wyjechałem tego samego wieczora.
– Nie miał Pan wrażenia, że odkrycie jest tuż tuż? Że irmołogion rzeczywiście istnieje?
– Już w pociągu Moskwa – Kijów poczułem, że go znajdę, wpadłem nawet na pomysł, jak to zrobię.
Przyjechałem do biblioteki, w której pracowałem długie lata, zaszedłem do oddziału rękopisów. Zamówiłem sześć pozycji. Pracownica je przyniosła, żadnych transporterów wtedy jeszcze nie było, zaczyna zapisywać, a ja już zorientowałem się, że nie są to zapisy nutowe i mówię: „Poproszę o kolejne sześć”. Bibliotekarka zrozumiała, że rozpoczęła się „egzekucja pracowników biblioteki” – zacząłem przeglądać wszystkie pozycje nie według katalogów (rękopisy nutowe, oktoichy itd.), a według daty ich przyjęcia. Prosiłem o wszystkie pozycje z zaznaczonym rokiem przejęcia z Kijowsko-Pieczerskiej Ławry. Już w pociągu zrozumiałem, że Supraski Irmołogion być może został zarejestrowany nie zgodnie z zapisem na pierwszej stronicy, a zdaniem z tekstu „Irmołoj. Utwór św. Jana Damasceńskiego”.


(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

tłum. Ałła Matreńczyk


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token