Numer 12(378)    Grudzień 2016Numer 12(378)    Grudzień 2016
fot.www.meloman.ru
Wrota wiary
Ałła Matreńczyk
Tę wystawę, zorganizowaną z błogosławieństwa metropolity Sawy i pod honorowym patronatem ambasadora Białorusi Aleksandra Awerianowa, można nazwać wędrowną – najpierw prezentowana była w Warszawie, potem można ją było obejrzeć w Białymstoku, skąd pojedzie do Hajnówki i kilku innych miejscowości. Można ją też nazwać wystawą obrazów ocalonych, bo wszystkie zostały odnalezione w zamkniętych w latach wojującego ateizmu cerkwiach i kościołach podczas naukowych ekspedycji Białoruskiej Akademii Nauk, ukryte obok składów drewna, często wyciągnięte gdzieś zza pieca. I to w ostatniej chwili, bo z reguły były w katastrofalnym stanie.
– Prezentowane dziś dzieła sztuki należą do białoruskiej szkoły malarstwa religijnego, w której możemy dostrzec różne wpływy, katolickie, unickie i prawosławne – mówił dyrektor Muzeum prof. Borys Łazuko. – Pochodzą ze świątyń różnych wyznań, a konserwatorzy przywrócili je do życia pięć-osiem lat temu.
Ramy czasowe wystawy nie są przypadkowe.
– Przesądziły o tym względy techniczne i merytoryczne – tłumaczył prof. Łazuko. –Techniczne, bo wcześniejsze ikony, najczęściej napisane na desce, wymagają specjalnych warunków zarówno transportowych, jak i wystawienniczych. A w XVIII wieku, to już argumenty merytoryczne, powstawały u nas bardzo ciekawe obrazy religijne.
Na wystawie zaprezentowano też kilka osiemnastowiecznych dzwonów. Na ziemiach Białej Rusi mają one długą, bo ponadtysiącletnią, tradycję.
Już w nowogrodzkiej kronice z jedenastego wieku napotykamy wzmiankę o kołokołach, które padły łupem połockiego kniazia: W leto 6574 (1066) priidie Wsiesław i wzia Nowgorod… i kołokoła s’ima u swiatyja Sofii. O, wielika biasze bieda w czas tyj… Także w „Słowie o pułku Igora” mówi się o wykorzystaniu dzwonów w połockiej Hagia Sophii: Dla niego (kniazia Wsiesława) w Połockie pozwonili k zautrenie rano u swiatoj Sofii w kołokoła, a on w Kijewie zwon tot słyszał. Badania archeologiczne to potwierdzają – fragmenty dzwonów z XII-XIV wieków znaleziono w Grodnie, Brześciu, Turowie, Witebsku, Połocku, Drucku, Mstisławiu (najciekawszy jest ten z Grodna, sprzed 1183 roku, z zachowanym słowem Rabu).
Dzwony miały dużą wartość materialną. Dlatego często je rekwirowano: najeźdźcy przetapiali na kule, bolszewicy – także na maszyny. Mniejsze dzwony można było łatwiej ukryć.
Spośród zaprezentowanych na wystawie dzwonów dwa z ciekawymi reliefami, a więc wykonane w tradycji zachodniej, pochodzą ze znanej wileńskiej ludwisarni Gapanowicza. Na kolejnym widnieją napisy w języku polskim.
– Trudno nam ustalić, kiedy powstały te inskrypcje – przyznaje prof. Łazuko – bo dzwony, podobnie jak obrazy religijne, często wędrowały z jednej świątyni do drugiej. A o wyborze czcionki często decydował fundator.
Znane ludwisarnie na ziemiach Białej Rusi znajdowały się w Mińsku, Słucku, Nieświeżu, Mohylewie, Połocku.
Ciekawe, że dzwony zgromadzone w Muzeum Dawnej Kultury Białoruskiej uczestniczą w ważnych uroczystościach, dzwonią podczas konferencji, festiwali. Witały nawet patriarchę moskiewskiego podczas jego wizyty na Białorusi.
W białoruskim malarstwie religijnym osiemnastego i pierwszej połowy dziewiętnastego wieku nie przestrzegano wiernie kanonów bizantyńskiej tradycji ikonopisania.
– Złożyło się na to szereg przyczyn – wyjaśniał prof. Borys Łazuko. – Białoruscy twórcy w odróżnieniu od rosyjskich ikonopisców nie korzystali z tzw. prorysi, czyli swego rodzaju kalki, nasączonej olejem bądź woskiem tkaniny lub papieru, który w takim półprzezroczystym stanie przykładano do oryginału i przez delikatne nakłuwanie przenoszono na nowy podkład. A to dawało im większą swobodę. A poza tym na ziemiach Białej Rusi silne były także tradycje zachodnie, katolickie, unickie.
Wszystko to razem ukształtowało białoruskie malarstwo religijne.
Jakie były jego główne cechy?
W dziewiętnastym wieku – ciemne tło, we wcześniejszych stuleciach, w obrazach pisanych na deskach – wzorzyste. W siedemnastym, a częściowo w osiemnastym wieku dominowały jasne, wyraziste, czyste kolory z przewagą żółci, czerwieni, zieleni.
– Podobne tendencje można zauważyć także w polskim i ukraińskim malarstwie religijnym – podkreślał dyrektor muzeum. – Istniało bowiem wspólne środowisko twórcze, przestrzeń wyznaczona przez państwowe podporządkowanie, szerzenie tej czy innej konfesji, rolę i miejsce, jakie ta konfesja zajmowała na określonym obszarze.
W drugiej połowie dziewiętnastego wieku, przynajmniej w Cerkwi prawosławnej, następuje powrót do kanonicznej ikonografii. To bardzo ciekawy, nowy strumień w białoruskim prawosławnym ikonopisaniu.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Ałła Matreńczyk
fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token