Numer 12(378)    Grudzień 2016Numer 12(378)    Grudzień 2016
fot.www.meloman.ru
Bratczyk i społecznik
Anna Radziukiewicz
Anna Radziukiewicz: – Pan ciągle w biegu. Kiedy to się zaczęło?
Sławomir Nazaruk: – Był rok 1981. Wiosną wyszedłem z wojska. Minęły wakacje. Zacząłem szukać ludzi ze swojego środowiska. Wtedy było to naturalne, że mogłem je znaleźć w Białymstoku przy cerkwi św. Mikołaja i u boku ojca Serafina Żelaźniakowicza, postaci, wokół której skupiała się młodzież, a ojciec karmił ją duchowo. Spotykaliśmy się w tak zwanym wagonie, czyli długim starym budynku nieopodal katedry. Tylko taki lokal mieliśmy. I to wtedy przybył arcybiskup Finlandii Pavle, cieszący się dużym autorytetem. Zwierzchnika fińskiej Cerkwi miał powitać także przedstawiciel młodzieży. Mirosław Matreńczyk, wtedy jeden z liderów prawosławnego ruchu młodzieżowego, zaproponował, bym ja to uczynił. Powitanie i słowo na temat działalności bractwa w diecezji białostocko-gdańskiej w soborze św. Mikołaja stało się dla mnie istotnym przeżyciem.
– Początek lat 80. minionego wieku to tworzenie się struktur młodzieżowego bractwa.
– Bractwo ogólnopolskie już istniało. Na moich oczach natomiast tworzyło się bractwo diecezji białostocko-gdańskiej. 6 października 1985 roku odbył się pierwszy zjazd bractwa diecezji. Wybrano mnie jego przewodniczącym. Pozostawałem nim dwie kadencje, będąc jednocześnie w latach 1985-1989 członkiem zarządu bractwa centralnego, w tym wiceprzewodniczącym w latach 1987-1988.
– I to wtedy doszło do ważnego wydarzenia w życiu naszej Cerkwi – pieszej pielgrzymki na Świętą Górę Grabarkę z Białegostoku. Jak to było wtedy możliwe?
– Był rok 1986. Jako bractwo prosiliśmy lokalne władze o zgodzę na organizację pielgrzymki. Nie otrzymaliśmy jej. Wezwano mnie na milicję. – Katolicy nie otrzymują zgody na pielgrzymowanie i wy jej nie otrzymacie – usłyszałem.
– Jednak wyruszyliście.
– Z ówczesnym arcybiskupem białostockim i gdańskim Sawą ustaliliśmy, że będzie to ciche wyjście bez afiszowania się, gdzieś spod Białegostoku. Wybraliśmy parafię w Zabłudowie. Zebrało się około pięćdziesięciu osób, głównie studentów. Molebien odsłużył o. Mikołaj Ostapczuk, wtedy proboszcz zabłudowskiej parafii. Szliśmy przez Solniki, Ryboły, Wojszki, Ploski. Wybieraliśmy polne drogi. Szliśmy z krzyżami, nawet przez centrum Bielska. Tutaj nastąpiło pierwsze wzrokowe spotkanie z milicją i od tej chwili pielgrzymka zaczęła być „oficjalną”. W Bielsku podpowiedziano nam, że jeśli grupa liczy mniej niż 20 osób, nie wymaga na swe przejście pozwolenia władz, bo jest traktowana jak rodzinna. Rozbiliśmy się więc na trzy grupy, z których każda niosła krzyż. Na duchownych w Kleszczelach i Milejczycach nalegano, by nie przyjmowali nas w swych parafiach – chodziło o posiłki i noclegi. Ale proboszczowie zachowali się godnie! Gościli nas, w tym i naszych gości ze Słowacji. W międzyczasie nastąpiło bliższe spotkanie ze służbami, a właściwie z ich aparatami fotograficznymi. Z samochodu stojącego na głównej ulicy Milejczyc robiono pielgrzymom „portrety”. Na tym nasz kontakt się skończył. Dotarliśmy na Świętą Górę Grabarkę. Jakaż radość! Ludzie chodzili do Żyrowic, Poczajowa, Jabłecznej, Turkowic, ale to było przed drugą wojną. A my znów wchodziliśmy w nurt tamtej tradycji.
– Bractwo Trzech Świętych Hierarchów to kamień milowy w Pana życiu.
– Tak się stało. Miałem 40 lat. Był rok 1998. Metropolita Sawa, wtedy jeszcze jako władyka naszej diecezji, błogosławił założenie bractwa, zaś o. Iowa z monasteru w Supraślu błogosławił jako duchownika nowej przycerkiewnej struktury.
– Widzę u was dwa główne kierunki pracy – pomoc potrzebującym i upowszechnianie oświaty.
– Tak jest w istocie, chociaż ja dodałbym jeszcze trzeci nurt – pielgrzymkowy. Chrześcijanie powinni nawzajem sobie pomagać, przypomina o tym choćby św. Fieodosij Pieczerski z Kijowa. Mówi on, iż uczynki miłosierdzia należy czynić potrzebującym bez względu na wiarę, którą wyznają, gdyż tak uczy nas Chrystus. Dlatego organizujemy choinki i spotkania paschalne, na które zapraszamy także dzieci z domów dziecka i opieki, spotkania bożonarodzeniowe i wielkanocne dla ubogich i samotnych. Chcę wspomnieć, iż nasze bractwo jest pomysłodawcą zbiórki żywności w okresie Wielkiego Postu „Wielkopostny Dar Serca”, organizowanego obecnie przez Bractwo Młodzieży Prawosławnej Diecezji Białostocko-Gdańskiej.
– Na to potrzebne są środki.
– Prosimy o ofiary firmy i osoby indywidualne. Bywa, że firmy ofiarowują nam żywność. Mamy też własne środki, chociażby ze składek. Kilka razy w roku organizujemy kwestę w monasterze w Zwierkach, by za zebrane pieniądze zorganizować pomoc potrzebującym na Białorusi, w naszych parafiach, a ostatnio także Serbom w Kosowie. Często nie widzimy ludzi w potrzebie, bo ich nie ma między nami – są zamknięci w domach opieki, ośrodkach, szpitalach. Trzeba ich odszukać, wyjść do nich, zaproponować udział w swoich „imprezach”. W ostatnim roku za pośrednictwem ojca Andrzeja Bołbota przekazaliśmy paczki ze słodyczami pacjentom w szpitalu psychiatrycznym w Choroszczy. Są wśród nich także osoby z zagranicy. Oni się cieszą jak dzieci, kiedy otrzymują nawet skromne prezenty. W roku bieżącym z okazji Świąt Zmartwychwstania Pańskiego przygotowaliśmy paczki i skromne upominki repatriantom ze Wschodu, głównie z Ukrainy, którzy przebywali w ośrodku w Rybakach pod Olsztynem. Zawieźliśmy je z szefem Eleosu Markiem Masalskim. Repatriantom przekazał je w cerkwi olsztyńskiej oraz w ośrodku w Rybakach o. Sylwester Klebus z parafii w Olsztynie, kapelan ośrodka.
– Niesienie oświaty to istotna według Pana misja?
– Oczywiście, nasza świadomość historii życia cerkiewnego jest dziurawa. Tu, na naszej ziemi, mamy bardzo stare parafie, jak w Drohiczynie, Surażu, Mielniku, Bielsku i w wielu innych miejscowościach. A Monaster Supraski, a Wielki Sejm z czerwca-lipca 1564, który się odbył w Bielsku Podlaskim, a wydany w tym mieście Prolog, datowany na 1496 rok. Na tej ziemi jesteśmy obecni od zawsze. I nie musimy tego specjalnie udowadniać. Tę wiedzę powinniśmy jednak ludziom ciągle donosić, żeby nie ulegali presji cudzych argumentów, że nas tu „nasadził” car. O tym jak żyć zgodnie z duchem chrześcijańskim, o miłości do Boga i do bliźniego mówimy najwięcej oczywiście ustami zapraszanych przez nas prelegentów.
– Na tę wiedzę dużo osób czeka?
– Średnio 50-60 osób gromadzi się na sali, ale bywa i ponad sto. Na spotkania przychodzą też dziennikarze Radia Orthodoxia, nagrywają je, puszczają w eter. Wtedy wykładów słuchają tysiące. Gościmy też dziennikarzy Cerkiew.pl i Przeglądu Prawosławnego, którzy przekazują wiedzę ze spotkania na swoich łamach. Nie można nie robić nic, zastanawiając się, czy przyjdą ludzie.
– Pielgrzymujecie.
– Odrodziliśmy w roku 2001 pielgrzymowanie do Piatienki w dziesiąty piątek po Passze. Pielgrzymi zmierzają do Folwarków Tylwickich w gminie Zabłudów, gdzie w 1926 roku odnowiła się ikona. Wtedy przybywało do Folwarków tysiące pielgrzymów, szli nawet z Żyrowic i Wołynia. Ikona została skradziona w latach 70. minionego wieku. Wydrukowaliśmy te ikonki na papierze. Obecnie pielgrzymkami do Piatienki opiekuje się o. diakon Adam Borowik. W 2010 roku Bractwo Trzech Świętych Hierarchów zainicjowało też piesze pielgrzymowanie do monasteru w Supraślu na święto Błagowieszczenija, 7 kwietnia. Pielgrzymi wyruszają z Białegostoku z samego rana, by zdążyć na Liturgię. Pielgrzymki te prowadzi Jarosław Kostiukiewicz.
– Pielgrzymujecie i autokarami.
– Do monasterów w Polsce, ale także do miejsc świętych za granicą – między innymi do Poczajowa, Bukowiny czy też licznych monasterów Rusi Zakarpackiej. Organizacją tych wypraw zajmuje się Jerzy Jaszczuk.
– Pamiętamy zorganizowaną przez Pana w 2008 roku akcję solidarności z Serbią. To był akt odwagi z Pana strony w sytuacji, gdy tak zwana społeczność międzynarodowa uznała państwowe aspiracje Albańczyków do serbskiej prowincji Kosowo i Metochia.
– Wtedy nawet niektóre osoby z naszego środowiska przestraszyły się akcji. Powiedziały, że nie przyłączą się do niej, ponieważ jest wymierzona w politykę także polskiego rządu. A ja miałem wrażenie, jakbym się cofał do 1986 roku, kiedy organizowałem nielegalną pielgrzymkę na Grabarkę. Ale takie akcje powodowały, że z każdym rokiem nam, jako środowisku, przybywało odwagi.
To nie było ryzykanctwo, a odwaga poparta wiarą, iż działamy w słusznej sprawie. Poprzez akcję chcieliśmy uzmysłowić, do jakiego zniszczenia dziedzictwa serbskiego narodu przyczyniły się w naszych czasach, na naszych oczach, rządy wielu państw. Kolejną akcję-manifestację zorganizowałem pod miejskim ratuszem w 2013 roku po fali niszczenia i bezczeszczenia prawosławnych świątyń i cmentarzy w Kosowie i Metochii w styczniu tamtego roku. W wiecach uczestniczyli także katolicy.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

fot. Anna Radziukiewicz
i z archiwum
Sławomira Nazaruka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token