Numer 1(379)    Styczeń 2017Numer 1(379)    Styczeń 2017
fot.Ikona Bożego Narodzenia
Całe życie ze starym obrzędem
Dorota Wysocka
Przedstawialiśmy go już na naszych łamach (Życie ze starym obrzędem, PP 11/2002). Przypomnijmy jednak, że prof. Eugeniusz Iwaniec przez całe niemal życie związany był z Uniwersytetem Łódzkim, na którym ukończył rusycystykę, a potem pracował jako lektor języka rosyjskiego.
Do środowiska staroobrzędowców trafił właściwie przypadkiem, towarzysząc dziennikarzowi pisma „Russkij gołos” w wyprawie na Suwalszczyznę jako fotograf (zdjęcia robił profesjonalnie, wcześniej ukończył gimnazjum fotograficzne). Zaciekawili go ludzie, których poznał, ale i on został przez nich przyjęty życzliwie, nie jak ktoś obcy. Doskonale mówił po rosyjsku, znał cerkiewnosłowiański i literaturę staroruską (poświęcił jej pracę magisterską), samodzielnie i dobrze fotografował, dzięki długoletniemu, na wysokim poziomie, uprawianiu lekkoatletyki, miał doskonałą kondycję fizyczną (odległości między wsiami trzeba było pokonywać piechotą, w latach sześćdziesiątych komunikacja autobusowa nie była rozwinięta).
Krążył więc w okolicach Suwałk, Augustowa, po Mazurach, poznając ludzi, ich codzienność i życie duchowe.
– Świat staroobrzędowców znam nie tylko z książek, dokumentów, wspomnień. Poznałem go, gdy wciąż był żywy, gdy tradycja wyznaczała rytm życia całych wsi. Ci ludzie, zwłaszcza starsze pokolenie, otworzyli się przede mną. Mogłem więc prowadzić prawdziwe badania terenowe – wspominał. – W wielu wsiach nie było jeszcze elektryczności. Ich mieszkańcy chodzili spać o zmroku, posługiwali się prymitywną techniką, zachowywali dawne tradycje żywieniowie. I długo się modlili. Na uczelni chciano, bym swoje badania koncentrował na kulturze materialnej, ale mnie pociągała duchowość.
Swoich kontaktów nie ograniczył do Polski, poznał osobiście wiele znaczących postaci świata staroobrzędowego w granicach dawnego Związku Radzieckiego.
W 1970 roku doktorat był gotów, jednak do 1977 roku trzeba było czekać na jego wersję książkową. Ale czekać było warto.
„Praca ta należy do publikacji, które zachęcają do uważnej lektury i dyskusji nie tylko historyków, ale i teologów. Staroobrzędowcy bowiem bardzo silnie związani są z teologią prawosławną, i to tak ściśle, że nie można przejść obojętnie obok tej jakże znakomitej i zarazem potrzebnej publikacji” – napisał ceniony teolog o. Henryk Paprocki.
Książka spotkała się w świecie naukowym z dużym rezonansem (ukazało się kilkadziesiąt recenzji) i powszechnym uznaniem.
A autor nie zarzucił pracy. Bohaterem jego kolejnej książki został Konstantyn Gołubow, wychowanek Pawła Pruskiego, przełożonego staroobrzędowej wspólnoty monastycznej w Wojnowie na Mazurach, później drukarz i wydawca, założyciel drukarni w Johannisburgu (Piszu), który w ślad za swym mentorem porzucił stary obrzęd i stał się prawosławnym-jedinowiercą (jedinowiercy wracali do oficjalnej Cerkwi, zachowując tradycje i obrzędy) i prawosławnym duchownym. Trzeba było prześledzić nie tylko życie głównego bohatera, ale i wszystkie spory i wątpliwości, targające staroobrzędowymi wspólnotami, wniknąć w ich istotę. „Droga Konstantyna Gołubowa od starowierstwa do prawosławia” daje obraz o wiele szerszy niż zakreślony tytułem, mówiąc wiele o dziewiętnastowiecznej duchowości rosyjskiej. Książka ta stała się rozprawą habilitacyjną Eugeniusza Iwańca.
Profesor Iwaniec zakończył nią poszukiwania badawcze wśród staroobrzędowców. Wykładał w Wyższej Szkole Studiów Międzynarodowych (religie świata), publikował artykuły oparte na zgromadzonych materiałach, wspierał młodych badaczy, swoje zainteresowania skupił jednak przede wszystkim na rodzinnej ziemi i jej największym bohaterze, Tadeuszu Kościuszce.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Dorota Wysocka
fot. archiwum Eugeniusza Iwańca

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token