Numer 2(380)    Luty 2017Numer 2(380)    Luty 2017
fot.Andrzej Karpowicz
Trzej hierarchowie: organizator, molitwiennik, kaznodzieja
o. Andrej Tkaczew
Główne miejsce w tym małym soborze świętych hierarchów można oddać Bazylemu. Odznacza się on tymi samymi cechami, co Grzegorz i Jan. Oni są bojownikami z herezją, on także, oni są wybitnymi głosicielami Słowa, on tak samo. Mężny duch, rozmiłowanie w pustelniczej ascezie, skromne życie, głębokie zrozumienie dogmatów – wszystko to, podobnie jak wiele innych cech, charakteryzuje trzech ojców. Wszyscy trzej wyszli ze świętych rodzin. Ich matki, ojcowie bracia tworzą całe plejady zadziwiających w świętości osobowości.
Ale Bazylego wyróżnia najwyższy stopień samodyscypliny. Bazyli jest organizatorem, czego nie można powiedzieć o Grzegorzu czy Janie, a jeśli powie się, będzie to przesadne stwierdzenie. Bazyli wszędzie, dokąd przychodził, pozostawiał po sobie ścisłą hierarchię i porządek. Sam bez wątpienia był charyzmatycznym człowiekiem, ale w cerkiewnej praktyce polegał nie tylko na sile osobistego wpływu i duchowych darach. Dyscyplinę i ustaw, prawo i organizację – jednym słowem porządek – Bazyli Wielki wnosił wszędzie. A przecież sprawy w Cerkwi przypominały wtedy nocny bój, gdzie każdy ranił swoich i obcych, niczego nie widząc i nie rozumiejąc.
Ze swym umysłem i wiedzą Bazyli mógł zostać uczonym, ze swoją silną wolą i surowością prawdziwym mnichem, takim jak Antoni. Ale on wszystkie swoje talenty ofiarował walce o Cerkiew. Głęboko ukrył duchową łagodność, żeby stać się niezłomnym i jedynie w ukryciu, niczym przyjaciel Grzegorz, mógł tęsknić za spokojnym życiem, za pustelnią i samotnością. Mało kto rozumie, co znaczy, kiedy się miłuje Pismo Święte i milczenie, ofiarować siebie i rzucić się w wir walki za Cerkiew i jej dogmaty, nie zaznając pokoju, ryzykując życiem, spalając się codziennie.
Zupełnie inny był Jan, a jeszcze bardziej od dwóch pierwszych różnił się Grzegorz. Jan to ulubieniec ludu i wódz, ale pozostawał poza systemem. Biskupi go nie lubili, nie tylko heretyccy. Dwór nie posiadał się z oburzenia, gdy go pouczał i piętnował złe zachowania. Złotousty pozostawił po sobie imię, słowo i pamięć, ale nie organizację, nie bojowy szyk. Po wypędzeniu Jana jego przyjaciele i najbliższe otoczenie popadli w niełaskę i stali się ofiarami. I to nie jest zarzut, a podkreślenie rozbieżności, bowiem w Chrystusie każdy wojownik walczy jak potrafi.
A Grzegorz to kontemplator. On oczywiście mieszka wśród ludzi i strzeże swego stada, ponieważ jest biskupem. Ale ciąży mu ten wysoki stan, ciąży mu to, czego tak łapczywie pragną ludzie niegodni. To przez omofor biskupa Grzegorz obraził się na Bazylego. Ten ostatni wszystko, nie wyłączając przyjaźni, wszystko podporządkowuje interesom Cerkwi i zmusza przyjaciela, żeby stał się arcypasterzem w trudnym dla Cerkwi momencie. Jako kaznodzieja Grzegorz nie tyle obwieszcza i mówi, ile śpiewa. To właśnie na słodki głos jego kazań, nazywanych przez Cerkiew „pasterską fujarką”, ludzie, którzy zbłądzili, przekraczają cerkiewne ogrodzenie i przyjmują prawosławie.
Bazyli nie ma wolnego czasu. Grzegorz w wolnych chwilach pisze wiersze. Jan tłumaczy posłania Pawła i sam apostoł pogan zjawia się mu, żeby wytłumaczyć trudne miejsca w swoich listach. Trudno o trzech ludzi o bardziej różniących się osobowościach.
Ten konflikt, który połączył pamięć trzech hierarchów w jedno, jest bardzo zrozumiały. Ludzie potrafią to co najświętsze zamienić w przedmiot sporów i kłótni. Koryntianie kłócili się mówiąc „ja jestem Pawła, a ja Apollosa” (por. 1 Kor 3,4).
Ówcześni chrześcijanie rozpoczęli spór, kto spośród tych trzech hierarchów jest większy i bardziej zasługuje na sławę. Kłopot polega na tym, że każdemu z nich można przyznać pierwszeństwo. Analizując życie Bazylego (a każdy powinien to zrobić), wnikając w nie, można zakrzyknąć: „Bazyli jest wielki”! Któż ze świętych jest do niego podobny! Ale wystarczy zgłębić się w obraz Jana, by natychmiast ze zdumieniem stwierdzić: „Nie ma takiego jak Jan”. Wystarczy wczytać się w słowa Grzegorza i w ciszy przeanalizować pokorne cechy tego posiadacza niebiańskiego umysłu, by zapomnieć o wszystkich, których chwaliło się wcześniej, mówiąc: Moli Boga o mnie, czudnyj Grigorije. Większego pośród nich nie ma. Nie ma, bo oni są różni. Pod względem piękna i trafności słów nie ma równego drugiemu Teologowi. A jeśli chodzi o gorliwość w głoszeniu chwały Bożej, ze Złotoustym może się zrównać tylko prorok Eliasz. Bazyli to nie tylko wojownik, asceta i mędrzec, i zwierzchnik mnichów. To także dowódca wojskowy, który potrafił zebrać wielu rozproszonych bojowników i zamienić ich w wojsko. Wszyscy trzej są wielcy, wielcy w różny sposób.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

o. Andrej Tkaczew (pravoslavie.ru)
tłum. Ałła Matreńczyk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token