Numer 2(380)    Luty 2017Numer 2(380)    Luty 2017
fot.Andrzej Karpowicz
Jak Łemkowie wracali do prawosławia
Dorota Wysocka
Chrześcijaństwo w Karpaty przyszło najprawdopodobniej z południa, od strony państwa wielkomorawskiego, nie utrwaliło się jednak i dopiero druga fala, od państwa kijowskiego, okazała się trwała – przypomniał. Diecezja przemyska jest zatem – można powiedzieć – najstarszą historycznie diecezją prawosławną na obecnych ziemiach Polski.
Unia brzeska też nie ogarnęła tego regionu od razu. Pewien wybór, ograniczony, mieli w tej kwestii duchowni, szlachta, mieszczanie, prostego ludu nikt o zdanie nie pytał. Mimo to diecezja przemyska najdłużej w Rzeczypospolitej pozostawała przy prawosławiu, prawie sto lat, ostatnia prawosławna parafia zamknięta została w 1710 roku.
Zastanawiając się nad przyczynami długotrwałego oporu wobec unii władyka zwrócił uwagę na specyfikę łemkowskiej kultury. Przy prawosławiu pozostała na przykład parafia lwowska, składająca się z członków stauropigialnego bractwa prawosławnego. Była to grupa ludzi względnie zamożnych, wykształconych, świadomych istoty religijnego sporu. Łemkowie to górale, pracujący na chleb w pocie czoła, ale niesłychanie przywiązani do swoich tradycji, szanujący je. Nie wstydzą się ani swojego pochodzenia, ani języka, którym między sobą posługują się na co dzień. Jeszcze w dziewiętnastym stuleciu rozwinęły się wśród nich tendencje nazwane rusofilskimi, przy czym nie chodziło tu o polityczne sympatie do państwa rosyjskiego (co im wmawiano), a Rusi jako szeroko pojętej wspólnoty, wyrosłej z ziemi, na którą chrześcijaństwo przyniósł św. Włodzimierz. Wyznaniem Rusinów nie był zatem latynizujący się uniatyzm, a prawosławie.
Łemkowie to teraz społeczność niewielka, według ostatniego spisu powszechnego około dziesięciu tysięcy ludzi. Ponad sto lat temu była jednak po wielokroć liczniejsza i już w XIX stuleciu i na początku XX wykształciła solidną warstwę inteligencji.
Władyka Paisjusz, wracając do wątku powrotów do prawosławia, wskazał na trzy jego fazy. Pierwsza obejmowała okres przed pierwszą wojną światową, związany właśnie z rozbudzaniem samoświadomości i oczyszczaniem korzeni. Wiąże się ona przede wszystkim z postacią św. Maksyma Sandowicza, chłopskiego syna ze Żdyni, który – chcąc zostać prawosławnym duchownym – ukończył seminarium w Żytomierzu, a potem powrócił w rodzinne strony. Władze austriackie oskarżyły go o szpiegostwo na rzecz Rosji, jednak po trwającym dwa lata procesie, w czerwcu 1914 roku, został uniewinniony. Wkrótce zaczęła się wojna. Maksyma Sandowicza ponownie aresztowano, przewieziono do gorlickiego więzienia i tam bez sądu, bez dociekania jakichkolwiek racji, rozstrzelano.
Prawosławnych Łemków była wówczas garstka, sto, może kilkaset osób. Większość trafiła do obozu w Thalerhofie, „Łemkowskiej Golgoty”, nazwanego tak nie bez powodu. Represyjne działania władz austriackich sprawiły, że znacznie przerzedziła się, z takim trudem budowana, łemkowska warstwa inteligencka.
Szybko rozprzestrzeniać się zaczął za to kult Maksyma Sandowicza. Jego fotografie umieszczano w domach między ikonami. Proces powrotu zaczął wchodzić w drugą fazę.
Jej początek ustalono na listopad 1926 roku i tę rocznicę upamiętniano w 2016 roku. Wtedy to do prawosławia postanowiła wrócić wieś Tylawa. Powody nie były polityczne, choć ich przede wszystkim doszukiwały się władze austriackie, potem polskie, a religijne, ścisłej liturgiczne. Chodziło o próby wyrugowania słowa „prawosławny” i zastąpienia określeniem „prawowierny” we frazie wsich was prawosławnych chrystyjan.
Tylawa była pierwsza, ale nie ostatnia. Ruch sprzeciwu, odchodzenia od Cerkwi greckokatolickiej i przyłączania się do prawosławia, zataczał szerokie kręgi. Odbywały się wiejskie zebrania, na których wspólnoty decydowały o swojej wyznaniowej przynależności.
Trzeba przy tym pamiętać, że zmiana wyznania równała się porzuceniu świątyń, zbudowanych na ogół przez przodków. Na mocy konkordatu z 1925 roku były one własnością Kościoła i jeśli wierni przechodzili na prawosławie, stały puste. Prawosławni musieli budować sobie nowe. I budowali. W krótkim czasie wzniesiono około sześćdziesięciu cerkwi, niekiedy dużych, solidnych, głównie jednak kaplic.
Władyka zacytował kilka listów, z różnych wsi, kierowanych przez Łemków do warszawskiej metropolii prawosławnej, w których wyjaśniali przyczyny swej decyzji.
„Wiernych zawsze cieszyło to, kiedy kapłani wygłaszali: i wsich was prawosławnych chrześcijan. Gdy po wojnie, zaniechali tej aklamacji i gdy ksiądz zakazał psalmiście wypowiadanie słów: Utwerdy Boże Swjatuju Prawosławnuju wiru, wierni poczuli potrzebę powrotu do wiary swoich przodków”. (Ciechania)

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Dorota Wysocka
fot. WuHaZet Wikipedia

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token