Numer 2(380)    Luty 2017Numer 2(380)    Luty 2017
fot.Andrzej Karpowicz
Ślady prawosławia
Paweł Krysa
A było tak. 10 listopada 1914 roku wojska rosyjskie wkroczyły do Tarnowa, czyniąc z miasta jeden z najdalej wysuniętych na zachód przyczółków. Płynący tuż obok Dunajec tworzył przecież dogodną linię obronną. Sześć tygodni później nadeszło katolickie Boże Narodzenie. Rozmach, skala i pobożność, z jaką lud świętował narodziny Zbawiciela, zaskoczyły prawosławnych żołnierzy. Postanowiono szybko, że i prawosławne Rożdżestwo nie może być gorsze. Posprzątano więc błyskawicznie potężny gmach Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, który do tej pory służył jako garnizonowa stajnia i w ekspresowym tempie konsekrowano w nim cerkiew. O takiej lokalizacji z pewnością zadecydował też fakt, iż budynek był orientowany, z wejściem od zachodu, czyli idealnie, jak w prawdziwej cerkwi. Na zainstalowanie kopuły czasu oczywiście nie było, ale blaszany krzyż prawosławny, pomalowany na czerwono, dumnie zawisł nad wejściem.
Wspomina o tym rzymskokatolicki ksiądz Jan Czuj, piszący pod pseudonimem Jan Borzęcki, w broszurce „Moskale w Tarnowie”, wydanej po wycofaniu się Rosjan w roku 1915. Jego relacja jest oczywiście bardzo stronnicza i nacechowana w stosunku do okupanta nieskrywaną wrogością, co nie przeszkodziło mu jednak w wielu miejscach zachować obiektywizm, a niekiedy nawet i nutkę uznania.
Dowiadujemy się więc, że Rosyanie obiecywali, iż nasze święta uszanują i nie będą strzelać. Słowa dotrzymali, bo istotnie cisza panowała w Noc Wigilijną i w pierwsze święto do południa. A dwa tygodnie później: W ruskie święta Bożego Narodzenia 7 i 8 stycznia, urządzili Moskale cerkiew prawosławną w sali Sokoła (…), który przybrał dawna krasę (…). Codziennie w czasie świąt, rano i wieczór, zbierały się setki żołnierzy na nabożeństwach. Nabożeństwa miał kto odprawiać, bo co najmniej kilkunastu duchownych kręciło się po mieście. Śpiew potężny rozlegał się podczas każdego nabożeństwa. Warto dodać, że w mieście przebywał także biskup Tryfon, który dotarł tu na święta i jak się zdaje, pozostał w nim na dłużej.
Prawosławnych duchownych ksiądz Czuj nie znosił i wcale tego nie ukrywał. Podobnie jak kozaków. Ale i w stosunku do nich zdobywa się na prawdziwie kronikarską uczciwość, notując: szanowali rzeczy kościelne i w ogóle wszystko, co miało z kościołem i religią jakąkolwiek styczność. Nawet najdzikszy Kozak nie ważył się na to, by pójść do kościoła i zabierać stamtąd kielichy, ornaty, komże itp.
Po drugiej wojnie światowej budynek, o którym mowa, przekazano teatrowi miejskiemu im. Ludwika Solskiego, który zajmuje go do dziś.
Jak już wspomniałem na wstępie, tarnowska cerkiew prawosławna przetrwała niedługo, gdyż dokładnie po czterech miesiącach, z początkiem maja, Rosjanie wycofali się z miasta i nigdy już do niego nie wrócili. O tym, że byli tu kiedykolwiek, świadczą w zasadzie tylko nagrobki na cmentarzach z pierwszej wojny. A książeczka księdza Czuja na wszelki wypadek została stosunkowo szybko zakopana w miejskim archiwum, gdzie zapomniana i szerszemu ogółowi po prostu nieznana, spoczywa do dziś.
W roku 1920 osiadł w Tarnowie emigracyjny rząd Ukraińskiej Republiki Ludowej z atamanem Symonem Petlurą na czele, wybierając na swoją siedzibę reprezentacyjny hotel „Bristol”. Stąd właśnie zamierzano kierować ukraińską polityką, zmierzającą do uzyskania niepodległości. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, ale Petlurowcy przebywali w Tarnowie aż do wybuchu drugiej wojny światowej, wrastając powoli w pejzaż miasta i próbując wieść w nim w miarę normalne życie. Stworzyli więc własne szkoły i instytucje społeczno-kulturalne, a nawet teatr.
Ministrem ds. wyznań w tymże rządzie był Iwan Ohijenko, późniejszy archimandryta (imię zakonne Hilarion), biskup chełmsko-podlaski, a ostatecznie metropolita Winnipeg i Kanady (w ramach Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego w Kanadzie). W czasie swego pobytu w Tarnowie kierował Wydawnictwem „Ukraińska Cerkiew Autokefaliczna”. Będąc zwolennikiem ukraińskiego Kościoła narodowego i wprowadzenia do posług religijnych i nabożeństw języka ukraińskiego, promował przez całe swe życie ideę uniezależnienia się ukraińskiej Cerkwi od Moskwy. Był również gorącym zwolennikiem ukrainizacji PAKP, argumentując iż jedna trzecia prawosławnych II RP to Ukraińcy.
Wielu członków tarnowskiej diaspory było wyznania prawosławnego. Ale gdzie się modlili i gdzie uczęszczali na Liturgie – nie wiadomo. Najprawdopodobniej dysponowali jakąś kaplicą domową.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)


Paweł Krysa
fot. autor


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token