Numer 2(380)    Luty 2017Numer 2(380)    Luty 2017
fot.Andrzej Karpowicz
Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi
Paweł Kuzienkow
WIELKIE BOGACTWA, JAKICH NIGDZIE NIGDY NIE BYŁO

Krzyżowcy, którzy w 1204 roku złupili Konstantynopol, zaświadczali, że w tym mieście zobaczyli tyle bogactw, ile nie znaleźli w pozostałych częściach świata. Rzecz jasna, nie znali bogactw Indii, Chin, Bliskiego Wschodu, ale o bogactwie Bizancjum rzeczywiście krążyły legendy. I wiadomo dlaczego. Rzymskie imperium jednoczyło wiele narodów, a bogactwa wszystkich tych starożytnych cywilizacji zostały zwiezione do Konstantynopola, gdyż ta stolica imperium od IV wieku była Nowym Rzymem i imperatorzy dążyli do tego, by zgromadzić w niej najpiękniejsze, najznamienitsze przedmioty. Sami Konstantynopolitańczycy zadziwiali przyjezdnych wyszukaniem strojów, wyrafinowaniem smaku. Ulice miasta były bardzo piękne. Bogactwo uważano wręcz za wizytówkę bizantyjskiego imperium.
Chrześcijański stosunek do bogactwa, jak wiemy, jest niejednoznaczny. Wszyscy znamy słynne słowa Pana naszego Jezusa Chrystusa: „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, aniżeli bogatemu wejść do Królestwa Niebieskiego ( Mt 19,24). To zdanie wyznacza w ogólnym zarysie chrześcijański stosunek do bogactwa.
Bizantyńskie chrześcijańskie imperium to zaskakujący przykład tego, jak bogactwo, nagromadzone jeszcze w pogańskich czasach, ale służące także chrześcijanom, stało się z jednej strony zjawiskiem powszechnym, a z drugiej – ustępowało miejsca prawdziwemu pojmowaniu bogactwa jako duchowej kategorii. Bogactwo pieniężne było traktowane przez bizantyńską tradycję jako zewnętrzny połysk, pod którym powinna kryć się głęboka wewnętrzna treść.
W chrześcijańskim rozumieniu źródłem bogactwa była, przede wszystkim, praca człowieka. Praca, którą zapowiedział Pan, po upadku: „W pocie oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie” (por. Rdz. 3,19). Ale najważniejsze jest to, że bogactwo było rozumiane także jako wielki dar, który należy wykorzystać zgodnie z wolą Boga. Podpowiedź daje także Pismo Święte. Ap. Paweł w 1 Liście do Tymoteusza pisze o ludziach, którym „brak prawdy, którzy uważają, że pobożność jest źródłem zysku”. Ale nie ma niczego gorszego niż chciwość pieniądza, ponieważ „chciwość pieniądza jest źródłem wszelkiego zła” (por. 1. Tym 6, 5-10). I taka zasada określa stosunek bizantyńskiego społeczeństwa do bogactwa – poprzez bogactwo człowiek zdobywa większą Łaskę, bowiem jedyną drogą bogatego do zbawienia jest wykorzystanie swego bogactwa dla dobra innych, dla dobra ludzi potrzebujących. Ta tradycja potem przyszła także na Ruś. Stąd znane ludowe przysłowie „ubodzy dzięki bogatym się żywią, bogaci dzięki modlitwom ubogich osiągają zbawienie” (niszczyje bogatymi pitajutsa, bogatyje molitwami niszczych spasajutsa).

BOGACTWO
JAKO ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Ważne, byśmy zrozumieli, czym powinno być bogactwo dla człowieka z kręgu prawosławnej kultury. Z jednej strony to wielki zaszczyt, wielkie pole do działania, które Pan daje człowiekowi, bowiem bogactwo – to przede wszystkim odpowiedzialność. Na bogatym spoczywa obowiązek utrzymania bogactwa, nie roztrwaniania, nie wydawania byle na co, a wykorzystania na upiększenie świata. Człowiek przyszedł na świat, żeby – jako król tego świata – upiększyć go, urządzić i uporządkować. Bogactwo to środki dane człowiekowi po to by tworzył.
U podstaw bogactwa leży praca najróżniejszych ludzi. Jasne, że bogaci, ci, którzy skupiają duże środki pieniężne, gromadzą je kosztem także innych ludzi, dlatego wielu starożytnych ojców nauczało, że bogactwo to forma kradzieży, ono w zasadzie nie może być sprawiedliwe. Ale i niesprawiedliwe bogactwo może zbawić człowieka. „Pozyskujcie sobie przyjaciół niegodziwą mamoną, aby gdy wszystko się skończy, przyjęto was do świętych przybytków” (por. Łk 16, 9). Ten fragment Pisma, bardzo popularny w Bizancjum, często jest tłumaczony przez bizantyńskich komentatorów w właśnie w taki sposób – bogaci ludzie zbierają bogactwo innych po to, żeby wykorzystać je zgodnie z wolą Pana. Dzisiaj powiedzielibyśmy: bogactwo pełni funkcję socjalną. Bogactwo rozpatrywane było jak kategoria odnosząca się nie do osobistego życia pojedynczego człowieka, a do społecznego.
Św. Jan Złotousty naucza: „Bóg nie broni być bogatym, Bóg zabrania znajdować upodobanie w bogactwie. Bogactwo jako takie nie uważane było za niebezpieczne, ale było poważnym wyzwaniem, wymagało szczególnego duchowego rozwoju, szczególnej duchowej ascezy, dlatego że potknięcia, zgorszenia na które wystawiony był bogaty człowiek, przewyższały znacznie te, jakim poddawany jest człowiek biedny.

SOCJALNA RÓWNOWAGA

Celem bizantyńskiego państwa było utrzymanie równowagi, niedopuszczanie do poważnego socjalnego rozwarstwienia. We wskazówkach opracowanych przez mnicha Agapita dla cesarza Justyniana – w tzw. „Ziercale” – podkreślano, że cesarz powinien pilnować, żeby rozwarstwienie między ubogimi i bogatymi nie było zbyt duże, żeby pieniądze nie przeszkadzały bogatym w duchowym wzrastaniu, ale żeby ich brak nie stawał się też przyczyną upadku biednych. I chociaż w imperium nie stawiano ograniczeń w gromadzeniu bogactwa, państwowe regulacje zabraniały osiągania nadzwyczajnych zysków czy korzystania z takich form wzbogacenia się, które zakłócałyby spokój społeczny. Dopuszczalną stopą dochodu było 8 proc. w skali rocznej. Właśnie w oparciu o tę normę nakładano podatki, udzielano kredytów itd.
Stosunek do tzw. dochodu z procentu w Bizancjum był niejednoznaczny. Dość długo trwały dyskusje o tym, czy chrześcijanin może pobierać dochód od pożyczonych pieniędzy. Wiele osób proponowało zakazać tego, jak to było w Europie zachodniej, jak to jest praktykowane w islamie. Zakazać ostatecznie i absolutnie pobierania oprocentowania. Ale kierowani zdrowym rozsądkiem cesarze doszli do wniosku, że dla wsparcia ekonomiki pobieranie oprocentowania jest niezbędne. I jeśli ktoś jest gotów pożyczyć pieniądze bez lichwy, bez dodatkowych procentów, to będzie to dobry uczynek, ale dla większości ludzi ustanowiono sprawiedliwy i korzystny procent w wysokości 4 proc. w skali rocznej. W przypadku ryzykownych umów pozwalano go podnieść do 12 proc., ale nie więcej.
W tej tradycyjnej dla Bizancjum dychotomii prawa i łaski – dychotomii, w której ustanawiano prawne normy, ale w żadnym stopniu nie ograniczano możliwości ludziom, którzy chcieli żyć według przykazań Chrystusa – toczyło się ekonomiczne życie imperium. W tym można dostrzec pewną niekonsekwencję ale taka była natura bizantyńskiej cywilizacji, natura państwa, które wstąpiło na drogę chrystianizacji, ale szło po niej długo i w boleściach, była to bowiem bardzo ciężka i powolna droga – droga do Królestwa Niebieskiego. Najważniejsze, że stawiano takie zadanie, i powoli z każdym wiekiem rosło doświadczenie pokonywania tej drogi. Bogactwo, które my nazywamy spuścizną bizantyńskiej cywilizacji, które zostało utrwalone w żywotach świętych, bizantyńskich tradycjach, zwyczajach.
Jedną z nieodłącznych części tego zadziwiającego bogactwa jest stosunek do pieniędzy, stosunek do pracy. Zasada „niepracujących nie ma” była fundamentalną zasadą bizantyjskiej cywilizacji. Obejmowała ona wszystkie sfery ludzkiego życia. Kategorycznie zabraniano wszelkich rodzajów działalności, związanych z oszustwem, spekulacją, niczym nie uzasadnionym pośrednictwem, odsprzedażą itd. Dlaczego było to zabronione? Bo uważano to za sposób wzbogacenia się, nie związany z pracą.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Paweł Kuzienkow
tłum. Ałla Matreńczyk


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token