Numer 2(380)    Luty 2017Numer 2(380)    Luty 2017
fot.Andrzej Karpowicz
To nie raskoł jest prawdziwym problemem
Ałła Matreńczyk
– Czy raskoł pozostaje głównym problemem serbskiej Cerkwi w Czarnogórze?
– W Czarnogórze nie ma tradycyjnego raskołu, jak np. na Ukrainie czy w Macedonii, bo żeby mówić o schizmie, po każdej ze stron musieliby istnieć wierni. W Czarnogórze natomiast mamy Serbską Cerkiew Prawosławną z kilkuset duchownymi, pięciuset świątyniami, kilkuset tysiącami wiernych, która według niezależnych badań cieszy się największym społecznym zaufaniem. I niekanoniczną tzw. Cerkiew czarnogórską, która liczy dziewięciu pozbawionych wcześniej święceń kapłanów i, według szacunków czarnogórskiego rządu, który wspiera tę strukturę, około dwóch tysięcy może nie wiernych, ale sympatyków albo kibiców. Nie mają swoich świątyń, zbierają się raz do roku, w wigilię Bożego Narodzenia, żeby spalić tradycyjne drzewko dębowe, a przy tej okazji ich liderzy zwykle mówią: „Mamy nadzieję, że już za rok przejmiemy wszystkie pozostające w rękach okupantów z Serbii cerkwie”.
– Kim są ci sympatycy?
– To przeważnie pracownicy budżetówki, najczęściej służb, urzędów, którzy w swoim wyborze wcale nie kierują się pobudkami religijnymi, tylko politycznymi. Musi pani pamiętać, że w Czarnogórze komunizm zostawił głęboki ślad. Do cerkwi co niedzielę chodzi teraz zaledwie 1 procent wiernych, podczas gdy 98 procent populacji deklaruje się jako wierzący. I Czarnogóra nie jest krajem jednowyznaniowym. 72,07 proc. spośród 620 tys. ludności to prawosławni, 19,11 proc. muzułmanie, 3,44 proc. katolicy. Tak więc raskoł jest sztucznie stworzonym i rozdmuchiwanym problemem.
– A co jest tym prawdziwym?
– To, że rządzący chcą wykorzystać Cerkiew do celów politycznych, chcą by Cerkiew bezwarunkowo poparła politykę zmiany kodu cywilizacyjnego, tzn. wyrzeczenia się cyrylicy, organicznego powiązania z Serbią i historycznego z Rosją. Rządzący starają się udowodnić, że Czarnogóra jest starożytnym państewkiem katolickim, któremu cyrylica została narzucona w XI wieku, ale to wszystko jest wyssane z palca. To prawda, całe Bałkany w VIII wieku zostały wyjęte z patriarchatu rzymskiego i przyłączone do patriarchatu konstantynopolitańskiego, ale wtedy nie było jeszcze Słowian na Bałkanach. Przy czym obie strony traktowały siebie z szacunkiem. Np., gdy św. Sawa tworzył diecezję prawosławną, nie uczynił jej siedzibą Baru, bo tam był już biskup katolicki, lecz monaster św. archanioła Michała w Zatoce Kotorskiej. Ten wzajemny szacunek istniał zarówno przed jak i po Wielkiej Schizmie. A związki Czarnogóry z Serbią są oczywiste. Stefan Nemania, twórca państwa serbskiego, urodził się w Rybnicy koło Podgoricy, obecnej stolicy Czarnogóry.
– Podczas okupacji tureckiej Bałkanów Czarnogóra miał trochę więcej szczęścia.
– Tak, była na wpół niezależnym państwem na Bałkanach, z biskupem Cetinje na czele i kilkoma serbskimi plemionami wokół, liczącym kilka tysięcy mieszkańców. Znany czarnogórski i serbski poeta i biskup Piotr Niegosz II zastanawiał się w swojej epopei „Górski wieniec”: czemu los Czarnogóry jest tak biedny, że musiała iskra chwały państwa serbskiego paść w te góry i zostać wolna?
– Jakie jest znaczenie tego władyki dla serbskiej cerkwi i serbskiej kultury?
– To czarnogórskie biskupstwo powstałe na nieopanowanych przez Turków górskich terenach przechodziło ze stryja na bratanka. Reszta Cerkwi prawosławnych akceptowała tę sytuację. Metropolici czarnogórscy byli wyświęcani albo w Imperium Habsburskim, albo w Rosji, ta Cerkiew nie była autokefaliczna, choć miała szeroką wewnętrzną autonomię. Tak więc Piotr Niegosz II objął katedrę po swoim stryju, kanonizowanym przez serbską Cerkiew Piotrze Niegoszu I, znanym jako św. Piotr z Cetinje. Jego nauczycielem był Symeon Militunowicz z Sarajewa, władyka znał kilka języków i jako pierwszy poparł reformę pisma serbskiego. To znaczy swoje utwory, głównie poezję filozoficzną, zapisywał nowym pismem, zreformowanym przez Vuka Karadzicia. A z drugiej strony władyka Piotr Negosz II dzięki swojej wiedzy przedstawił Europie Serbów w zupełnie innym świetle. Do tej pory Serbowie w Europie byli znani głównie z raportów austriackich szpiegów, którzy donosili, że są to niewykształceni, w połowie sturczeni, barbarzyńcy. A że była to epoka romantyzmu, zarówno Goethe jak i bracia Grimm wsparli ruch narodowy. Piotr II Negosz założył pierwszą nowoczesną drukarnię, pierwszą szkołę, rozbudował administrację, czyli z małego zbuntowanego państewka uczynił państwo uznane w całej Europie. Jego dorobek literacki, religijny i historyczno-polityczny jest znaczący.
– Wracając do planów obecnych rządzących, jak do nich doszło?
– Czarnogóra należy do ostatnich dyktatur w Europie. Komunistyczna Partia Czarnogóry przekształciła się w obecnie rządzącą Demokratyczną Partię Socjalistów, jej przywódca Milo Djukanović rządzi Czarnogórą, de facto, od 1990 roku, a premierem został w wieku 30 lat, wcześniej nigdzie nie pracował. Komuniści czarnogórscy po II wojnie światowej postanowili wytępić opium dla ludu, jak nazywali religię. Uśmiercili setki kapłanów prawosławnych, wskutek długiego i ciężkiego więzienia doprowadzili do śmierci prawosławnego władyki Arsenija, a dzieciom kazali ćwiczyć strzelanie, mierząc w kopuły cerkwi. Do dziś się wspomina, jak zmusili jednego z batiuszków, by odprawił panichidę za Pana Boga. A dzisiaj ich następcy nie wyrażają zgody na to, żeby Cerkiew mogła być niezależna, tworzą nową flagę, nowy hymn, nową nazwę języka i starają się stworzyć nową strukturę cerkiewną.
– Ale język jest absolutnie ten sam, serbski?
– Tak, tylko nazywa się czarnogórski. Ale jeśli się tylko sięgnie do źródeł, organicznych związków Czarnogóry z Serbią nie sposób negować. Czarnogóra aspiruje do struktur NATO i w nieco dłuższej perspektywie – do Unii Europejskiej, chciałaby tam wejść z nową, sztuczną tożsamością. A ponieważ religia stanowi wielką część osobistej i zbiorowej tożsamości na Bałkanach, Cerkiew serbska staje się największym nieprzyjacielem państwa czarnogórskiego. Państwo starało się ustanowić nowe prawo, które pozwalałyby na odebranie Cerkwi serbskiej wszystkich świątyń czy monasterów, które następnie służyłby zarówno serbskiej jak i tzw. czarnogórskiej Cerkwi. W praktyce wyglądałoby to tak, że np. o 10 odprawiano by Liturgie dla jednej wspólnoty, a o 11 dla drugiej. Na szczęście komisja wenecka odrzuciła te plany.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

fot. archiwum o. Konstantego
Anna Radziukiewicz

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token