Numer 2(380)    Luty 2017Numer 2(380)    Luty 2017
fot.Andrzej Karpowicz
Ekumeniczne serce ojca Mikołaja
Grzegorz Polak
W połowie lat 90. ubiegłego wieku przeżyłem piękne doświadczenie chrześcijańskiej solidarności. Podczas Mszy w Wielki Czwartek w katedrze warszawskiej spostrzegłem stojących w tłumie, pod chórem, ubranych po cywilnemu, księży Mikołajów Lenczewskich – ojca i syna. Widok ich bardzo mnie poruszył. Obecność dwóch duchownych prawosławnych w tym miejscu i w tym dniu, tak szczególnie ważnym dla katolików, odebrałem jako tęsknotę za jednością, przejaw szacunku dla bratniego Kościoła. Była to postawa jak najbardziej szczera i bezinteresowna, nie obliczona na poklask, bo przecież poza mną nikt chyba nie rozpoznał dwóch duchownych prawosławnych. To powtarzało się przez kilka lat.
Bardzo często, gdy ja z kolei byłem w cerkwi, przywoływałem obraz z katedry warszawskiej o. Mikołaja i jego przezacnego ojca, traktując moją obecność w chramie jako swego rodzaju rewizytę.
Spotykałem Go na uroczystościach i nabożeństwach ekumenicznych, na przykład na procesji katolicko-prawosławnej 1 listopada na cmentarzu prawosławnym na warszawskiej Woli.
Pamiętam jak pięknie witał 18 sierpnia 2012 roku w cerkwi św. Jana Klimaka kopię ikony Matki Bożej Częstochowskiej, peregrynującą po świecie w intencji obrony życia. Warto przytoczyć słowa ojca Mikołaja, które zostały z wdzięcznością przyjęte w środowisku katolickim:
„Abyśmy byli jedno! Te słowa są w głębi serca każdego chrześcijanina, niezależnie od tego czy jest on z Zachodu czy ze Wschodu. Jan Paweł II, nasz rodak, mówił wspaniałe słowa: to są dwa płuca – lewe i prawe – to jest jedność. Wczoraj, na Zamku Królewskim w Warszawie, w sercu naszej Ojczyzny, podpisano porozumienie między Wschodem i Zachodem, między Kościołami rzymskokatolickim i prawosławnym. To porozumienie oznacza, że każdy prawosławny widzi brata w Kościele rzymskokatolickim, a każdy katolik w prawosławnym. Wszyscy rozumiemy, że nie można tego dokonać z dnia na dzień. (…) Żyjemy razem w jednej Ojczyźnie naszej, dlatego to przesłanie podpisane wczoraj w historycznym grodzie Warsa i Sawy jest tak ważne. (…) A dzisiaj nasza warszawska parafia św. Jana Klimaka otrzymała wielki dar: Ikonę Matki Bożej Częstochowskiej. Każdy człowiek stojący tutaj ma w swoim życiu dwie matki: tę matkę, która dała mu życie i Matkę Bożą, która jest zawsze z nami. Proszę popatrzeć jaka piękna. Będzie z nimi aż do jutrzejszego dnia. Modlimy się do tego samego Pana Boga i do tej samej Bożej Matki”.
Dwa lata temu uczestniczyłem z żoną w Liturgii wielkanocnej w cerkwi na Woli. Ojciec Mikołaj wypatrzył nas z tłumu i pod koniec nabożeństwa powiedział, jak to On, niezwykle serdecznie: „Bardzo się cieszymy, że w tym radosnym dniu są z nami bracia katolicy”. Wzruszyliśmy się niezmiernie, a żona się popłakała.
Na koniec o. Mikołaj powiedział krótko, dwa trzy zdania – że jest pięknie, przyroda budzi się do życia, idźmy do domów z radością przepełnieni wdzięcznością do Boga. Nie wymienił imienia Jezusa, ale wszyscy wiedzieli o co chodzi.
Wyszliśmy z żoną oszołomieni pięknem i głębią Liturgii prawosławnej, cudownym śpiewem chóru z przebijającym się wspaniałym tenorem Bogdana Kuźmiuka oraz serdecznością Gospodarza, ojca Mikołaja.
Ostatni raz widzieliśmy się na poświęceniu kamienia węgielnego pod cerkiew na Ursynowie, 5 grudnia 2015 roku. Ojciec Mikołaj, pytany o zdrowie, zaraz sprowadził rozmowę na inne tory. Nie mogłem wiedzieć, że to będzie nasze ostatnie spotkanie.
Zapamiętam Go jako człowieka serdecznego, szczerego, otwartego i pogodnego, choć życie nie oszczędziło mu trudności i dramatów.
Wiecznaja pamiat’, Ojcze Mikołaju!

Grzegorz Polak


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token