Numer 2(380)    Luty 2017Numer 2(380)    Luty 2017
fot.Andrzej Karpowicz
Sława i starość
Anna Radziukiewicz
Jarosław Iwaszkiewicz, postać posąg, patriarcha literatury – pisarz, poeta, eseista, tłumacz, dramaturg, ale także przewodniczący przez wiele lat Związkowi Literatów Polskich i Stowarzyszeniu Kultury Europejskiej (SEC), poseł na Sejm wielu kadencji, dyplomata, ale przede wszystkim poeta, pozostający przez ponad sześćdziesiąt lat twórczy, niezmordowany wędrowiec w sensie fizycznym i metafizycznym – postać, zdawało mi się w młodości, poza jakimkolwiek bezpośrednim kontaktem. I oto po latach przygoda, ufundowana mi przez Eugeniusza Kabatca, w towarzystwie subtelnej mądrości którego i jego małżonki Krystyny grzałam się w restauracji Domu Literatury w Warszawie w późnojesienny wieczór. Miesiąc później otrzymałam od Eugeniusza Kabatca jego „Pogodę burzy nad Palermo”, wydaną przez szacowny PIW. To opowieść o zmierzchu życia Jarosława Iwaszkiewicza, o dogasaniu wielkiej postaci polskiej literatury i kultury – o sławie i starości.
„Pogoda burzy nad Palermo” to opowieść o pożegnalnej, ostatniej wyprawie pisarza na Sycylię – jak zaznacza jej autor – opowieść o kurtynie zapadającej po raz ostatni po spektaklu pełnym tajemnic życia. Eugeniusz Kabatc, wtedy jako radca do spraw kultury ambasady PRL w Rzymie, o 36 lat młodszy od patriarchy literatury, Iwaszkiewiczowi w tamtej podróży towarzyszy. Ale gdy po raz drugi usiadł do pisania „Pogody burzy nad Palermo”, w wersji uzupełnionej listami Iwaszkiewicza do niego i wątkami pisanymi przez własne życie, miał dokładnie tyle samo lat, co Iwaszkiewicz i piastował tę samą funkcję, co jego bohater, przewodniczącego SEC.
Podążałam, czytając „Pogodę…”, śladami obu panów – cała opowieść bowiem przepływa przez narratora, który raz staje się filozofem, innym razem poetą, to znów reporterem.

Z KRESÓW

Obaj, narrator i bohater, wyruszyli z kresów dawnej Rzeczypospolitej. Jeden „gramoląc się niemrawo ze swoich białoruskich lasów i bagien” i doznając „tyle wokół przestrzeni, tyle nowych znaków na drodze”. Drugi – porzuciwszy stepy Ukrainy i swojej młodości „Polskę utrwalał w Europie a Europę w Polsce”. „Jedźmy na Sycylię”, ponagla wielekroć narrator, ale jednocześnie jak refren powtarza wers z wiersza Iwaszkiewicza „Leżę w polu na Podolu”. Ukraina jest jak cień, snujący się za poetą do końca jego dni. Narrator o bohaterze: „kochając historię i powietrze tej wyspy (Sycylii – ar) jak swoją Ukrainę”. I choć sycylijskie góry stepu nie przypominają, to „morze jest jak step. Tak trudno jest o step, zwłaszcza w środku Europy. A tu proszę – bezkresna przestrzeń! Świat zasiany ręką Boga jest większy od człowieczego o tyle, o ile człowiek jest mniejszy od robaka; robactwa w stepie mnóstwo a spróbuj wypatrzeć człowieka. Czy dlatego boimy się stepu? Czy dlatego go kochamy? Ludzie wschodniej Europy uciekają do Wiednia, do Rzymu, do Paryża i giną tam jak muchy. Lep jest pachnący, ale nie można się w nim ruszać”. Opozycja przestrzeni stepu i nowych przestrzeni europejskich metropolii. O ostatnich bohater-pisarz pomyślał „oni dzisiaj wszyscy są tacy, gotowi podusić się, byle być razem”.
Narrator wzdycha: „Wszystkie drogi prowadzą do Polski, na nasze kresy, skąd jesteśmy, skąd jest ta dwójka ambasadzkich przyjaciół”. O sobie mówi: „ty kacapie białoruski, ty francie bizantyjski”.
Na Sycylię jadą po nagrodę, przyznaną przez Włochów patriarsze polskiej literatury, po hołd złożony wielkiemu pisarzowi. Choć złożony za późno, stanowczo za późno – słyszymy utyskiwania narratora. Do Włoch jadą „aby obejrzeć i zrozumieć kulturę współczesnej Europy. Europy jako większości świata. Tak z soczewką na Włoszech. Ale kto nie widział Sycylii, ten nie rozumie Włoch. Tu bowiem jest klucz do wszystkiego”.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz
Eugeniusz Kabatc, Pogoda burzy nad Palermo, Warszawa 2016, ss. 248.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token