Numer 3(381)    Marzec 2017Numer 3(381)    Marzec 2017
fot.Anna Radziukiewicz
Zacznijmy od przebaczenia
Patriarcha Kirył
Wo imia Otca i Syna i Swiatago Ducha!
Dzisiejszym nabożeństwem rozpoczynamy Wielki Post. I rozpoczynamy go od czynu proszczenija. Przez proszczenije, otrzymane od swoich bliskich, wyzwalamy się z grzechu, który wobec nich popełniamy. Prawdę mówiąc w dużym stopniu życie duchowe człowieka polega na tym, żeby przezwyciężać grzech.
Jeszcze niedawno pojęcie grzechu było wszystkim ludziom wspólne. Wiedzieli, co jest dobre a co złe, bo sercem, sumieniem odczuwali, a umysłem uświadamiali sobie, co jest prawdziwe a co fałszywe, co grzeszne a co święte.
Zagrożenie obecnych czasów polega na tym, że ze świadomości wypiera się pojęcie grzechu. Już kilkaset lat temu zaczęły się pojawiać filozoficzne prądy i nauczania, które utrzymywały, że człowiek rodzi się jasny i czysty i przychodzi na ten świat doskonały. I cel wychowania polega na tym, żeby nie przeszkadzać w ujawnieniu się wewnętrznych sił człowieka. Wszystko w nim jest dobre i piękne.
Później, już w naszym XX wieku, rozwój tej niebezpiecznej myśli zaczął doprowadzać ludzi do przekonania, że żadnego grzechu nie ma. Człowiek jest powołany do tego, co dla niego dobre i żadne autorytety nie powinny dyktować mu tego, co dotyczy jego wewnętrznego moralnego życia.
I powoli zamiast pojęcia dobra i zła, zamiast wypieranego pojęcia grzechu zaszczepia się przekonanie, że każdy człowiek jest dla siebie miernikiem dobra i zła. I jeśli dokonuje czegoś grzesznego, ale nie uważa tego czynu za grzech, to i czyn przestaje być grzechem.
Koniec historii ludzkości – przyjście na świat antychrysta – jest związany z pojęciem zła, ze zniknięciem dobra. Jeszcze całkiem niedawno trudno było sobie wyobrazić, jak ludzie będą mogli przyjąć antychrysta, niosącego i głoszącego zło. Jak można w ogóle zgodzić się ze złem czy kłamstwem? Ale jeśli niebezpieczne zabłądzenia naszego obecnego dnia, które wypierają pojęcie grzechu z naszego życia, które ścierają granice między dobrem i złem, będą narastać, to bez trudności ludzie nabiorą przekonania, ze zło jest dobrem, dobro – złem. Trudno to sobie wyobrazić, zwłaszcza ludziom cerkiewnym, ale to, o czym teraz mówimy, już jest osiągnięciem współczesnego człowieka. Pojęcie grzechu znika z życia.
Spowiadałem pewnego razu uczonego, wykształconego, kulturalnego człowieka, który przeżył ponad siedemdziesiąt lat i nigdy się nie spowiadał. I kiedy go zapytałem, w czym czuje się grzeszny, podniósł na mnie pełne zdziwienia oczy i powiedział: „W niczym nie czuję się grzeszny, nigdy nie popełniłem grzechu”. I nie było to kłamstwo, było to głębokie zabłądzenie tego człowieka, w którego świadomości grzech nie istniał. A istniała tylko jego własna prawda i jego rozumienie dobra i zła.
Zadanie, które stoi przed wszystkimi, którzy wstępują w Wielki Post z poważnymi zamiarami, z pragnieniem wyzwolenia się z grzechu, polega na tym, żebyśmy nauczyli się widzieć swój własny grzech. Jeśli człowiek kaja się przed Bogiem, jeśli jest w stanie poprosić o przebaczenie Boga i swoich bliźnich, to oznacza, że w świadomości tego człowieka istnieje pojęcie grzechu, taki człowiek wie, co to jest grzech. I jest to już ważne świadectwo stanu duszy człowieka. Nawet jeśli taki człowiek dopuszcza się grzechu, ale uświadamia sobie, że to czego dokonuje jest grzeszne, jest nadzieja na zbawienie i oczyszczenie.
Wiemy, jak trudno bywa poprosić o przebaczenie. Dzisiejszy dzień jest jakby egzaminem dla każdego z nas. Jeśli podchodzimy do człowieka i prosimy o przebaczenie, sami nie wiedząc za co, siłą pewnego obyczaju, obrzędu, to tak łatwo jest powiedzieć komuś, z kim się nigdy nie kłóciliśmy: Prosti mienia Christa radi. Dzisiaj w ołtarzu podszedł do mnie pewien batiuszka i mówi: Prostitie mienia, a ja mu z łatwością odpowiadam: Boh prostit. Dlatego, że ani on mi niczego złego nie zrobił, ani ja jemu. To tak jakbyśmy wymienili dobre pozdrowienia.
Ale każdy wie, jak trudno jest podejść do kogoś, z kim pozostajemy w konflikcie, zwłaszcza kiedy czujemy, że ten człowiek wobec nas zgrzeszył, kiedy to jego obarczamy winą za konflikt. Jak niebywale trudno ugiąć przed nim kolana! Ale należy pamiętać – im trudniej jest ugiąć kolana, tym więcej jest powodów żeby to zrobić, bo tym ugięciem dotykamy pewnego duchowego nerwu, poruszamy coś istotnego w swoim życiu. I jeśli, nie bacząc na opór, który wypływa z naszej dumy, mimo wszystko kajamy się przed bliźnimi, czynimy ważny pierwszy krok, który dowodzi, że nie utraciliśmy zdolności do odróżniania dobra i zła, że nie zatraciliśmy pojęcia grzechu, że grzech rani nasze sumienie. A dopóki grzech będzie ranić nasze sumienie – będzie także nadzieja na zbawienie, bo ze zranionym sumieniem bardzo trudno jest żyć. Kiedy gryzie nas sumienie, pragniemy wyzwolić się z tego stanu, nie przez samouspokojenie, nie przez duchowe uśpienie samego siebie, a przez przebaczenie i pokajanie, to oznacza rzeczywisty krok na drodze duchowego życia.
Cerkiew nie przypadkiem proponuje nam, byśmy poprosili o przebaczenie właśnie na początku Wielkiego Postu. Z jednej strony jest to jakby egzamin stanu naszej duszy i stanu naszych umysłów, z drugiej pierwsze doświadczenie, które należy przejść, by z czystym sumieniem wejść na drogę wyzwolenia od grzechu.
Dzisiaj dokonamy czynu proszczenija tutaj, w świątyni. A po przyjściu do domu poproście o przebaczenie swoich bliskich, może sąsiadów, a jutro współpracowników, zwłaszcza tych, z którymi się pokłóciliście. I nawet jeśli ktoś nie zrozumie co robicie, nie krępujcie się. Jeśli zapyta o sens – odpowiedzcie mu, wyjaśnijcie znaczenie swoimi słowami i powiedzcie, że bez wzajemnego przebaczenia grzechów nie ma oczyszczenia duszy.
Myślę, że Proszczonnoje Woskresienije znowu powraca do naszego społecznego życia. To ważne wydarzenie, świadczące w pierwszym rzędzie o tym, że wszystkie te nowomodne wyobrażenia o moralności, które ostatecznie wszelką moralność naruszają, nie zniewalają serca naszego narodu. I dopóki będzie tak, zawsze będziemy mieć nadzieję na zbawienie i na odrodzenie naszego osobistego, rodzinnego, społecznego i państwowego życia.
Od przebaczenia rozpoczynamy podwig świętej czterdziesiątnicy, od przebaczenia rozpoczynamy drogę duchowego odrodzenia. I niech pomoże nam Pan wykonać ten pierwszy krok na Jego chwałę i nasze zbawienie. Amiń.
Słowo na kanunie
Wielkiego Postu

Post i modlitwa zmienią wszystko
Wo imia Otca i Syna i Swiatago Ducha!
Post jest środkiem, za pośrednictwem którego człowiek może rzeczywiście wpłynąć na stan swojej duszy. Poprzez powstrzymanie się od jedzenia, rozrywki, różnego rodzaju pokus, ćwiczymy wolę, rozbudzamy uczucia.
Innym środkiem oddziaływania na ludzką duszę i środkiem uniesienia duszy jest modlitwa. Św. Teofan Zatwornik powiedział: „Cały sens modlitwy zawiera się w słowach Gospodi pomiłuj”. Kiedy wspominamy te słowa, wydaje się nam, że prosimy Boga, by nas nie karał, jednak słowo pomiłuj ma dużo większe znaczenie i szerszy sens, niż tylko prośba o litość.
Zwracając się do Boga z prośbą o zmiłowanie prosimy o wybaczenie naszych grzechów, naszych nieprawości, naszej nieczystości. Ale w słowie pomiłuj jest wezwanie do wylania na nas Jego łaski. Bóg nie tylko jest zdolny ukarać nas za nasze grzechy, ale z miłości obdaruje nas swoją łaską, swoją mocą.
Jeśli człowiek modli się, to jest naprawdę religijnym człowiekiem. Jeżeli nazywa siebie wierzącym i jest przekonany o istnieniu Boga jako wyższej siły, ale nie zwraca się do Boga z modlitwą, to jest człowiekiem niereligijnym. Czasami bywa nawet tak, że ludzie dość cerkiewni przestają się modlić. Na tyle przyzwyczajają się do swojej cerkiewności, że żywa modlitwa jako łączność z Bogiem znika z ich życia. Zdarza się, że nawet niektórzy duchowni, sprawujący nabożeństwa, znający na pamięć modlitwy, przestają żyć religijnym życiem. Jeśli natomiast zwracamy się do Boga, to znaczy, że czujemy Jego obecność w naszym życiu jak starożytni prorocy, o których jest powiedziane, że chodzili przed obliczem Boga.
Co znaczy chodzić przed obliczem Boga? To znaczy czuć Bożą obecność, uświadamiać sobie, że Bóg jest obok. A jeśli Bóg jest obok, jak można obrazić Boga, jak można robić to, co jest Mu przeciwne? Jeśli Bóg jest obok, człowiek nie tylko stale zwraca się ku Niemu, ale stara się budować swoje życie w ten sposób, żeby Boże oczy, patrząc na niego, zawsze były pełne litości i miłości.
A jak mają się nauczyć modlić ci, którzy nie potrafią? Dzisiaj wielu ludzi przychodzi do cerkwi, zwraca się do Boga, ale nie umie się modlić. W pewnych okolicznościach modlą się nawet ludzie małej wiary – kiedy okoliczności życia stają się trudne.
Jak mówią uczestnicy wojny, nawet bezbożnicy szli do ataku z modlitwą. Kiedy pojawia się rozpacz i kiedy uświadamiamy sobie, że nie jesteśmy w stanie swoimi siłami pokonać trudności, wtedy znowu z łatwością wypowiadamy słowa modlitwy. Tak dzieje się także wtedy, gdy w trakcie rozmowy z lekarzem człowiek słyszy straszną diagnozę. Wtedy ludzie modlą się i znajdują słowa, i nikogo już nie trzeba uczyć się modlić. Ale wystarczy pokonać trudności, otrzymać uzdrowienie i znowu słabnie więź z Bogiem i modlitwa zostaje przerwana.
Nawyk modlitwy to jedno z najważniejszych ascetycznych działań. Modlić się należy słowami modlitwy, jeśli je się zna, a także własnymi prostymi słowami, modlić się nie tylko rano i wieczorem, modlić się należy wielokrotnie w ciągu dnia, choćby na chwilę zwracając się do Pana. Wychodząc z domu trzeba przeżegnać się, bo współczesne ulice nie są bezpieczne. Można spotkać złego człowieka i napotkać trudne okoliczności. A kiedy, rozpoczynając nowy dzień, zwracamy się do Boga z modlitwą, przywołujemy Jego błogosławieństwo.
Istniała monastyczna tradycja – każdą trzecią godzinę oświęcać modlitwą. Stąd i cerkiewny ustaw trzeciej, szóstej, dziewiątej godziny także innych nabożeństw. W warunkach współczesnego życia nie można co dwie-trzy godziny chodzić na nabożeństwo. Ale regularnie prosić o pomoc Bożą, wzdychać do Boga, dziękować Bogu za otrzymane dary, po prostu wspominać Boga – właśnie to oznacza odczuwać Bożą obecność w swoim życiu.
Osobną szkołą modlitwy jest modlitwa w cerkwi. Dzisiaj było długie nabożeństwo, słyszeliśmy wiele psalmów i pieśni, ale świadomość człowieka tak funkcjonuje, że stale śledzić słów modlitwy nie sposób. Trzeba wdrażać się w zrozumienie tego, co się dzieje w cerkwi. Ale nawet jeśli z powodu naszej słabości myślami odbiegamy od modlitwy, to mimo wszystko znajdując się w cerkwi, w pobożnej atmosferze modlitwy innych ludzi, znajdujemy się pod stałym oddziaływaniem Bożej łaski. Oto dlaczego modlitwa w cerkwi ma szczególne znaczenie i moc, „bowiem tam, gdzie dwoje lub troje zebranych w imię Moje, tam Ja jestem posród nich” (Mt 18,20). Post i modlitwa to wielkie środki uniesienia duszy, pokonania grzechów, zmiany wewnętrznego stanu człowieka. W Wielkim Poście powinniśmy szczególnie wykorzystać te środki, żeby pomóc samym sobie, żeby zmienić swój wewnętrzny świat, żeby być bliżej Boga. Amiń.
Kazanie we wtorek pierwszego tygodnia Wielkiego Postu

w Zacztjewskim Monasterze
w Moskwie
Patriarcha Kirył
tłum. Ałła Matreńczyk


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token