Numer 3(381)    Marzec 2017Numer 3(381)    Marzec 2017
fot.Anna Radziukiewicz
Symbol zła i okrucieństwa
Rozmawia Przemysław Prekiel
– Panie Profesorze, kim dla środowiska mniejszości białoruskiej jest Romuald Rajs „Bury”?
– „Bury” dla Białorusinów mieszkających na Białostocczyźnie jest symbolem bezmyślnego okrucieństwa, sadyzmu, sprawcą mordu bezbronnej ludności, w tym dzieci, kobiet i starców.
– Ta pamięć o pacyfikacji wsi prawosławnych jest jeszcze żywa?
– Pamięć o pacyfikacjach wsi prawosławnych, a generalnie o aktywności podziemia w pierwszych latach po wojnie, wpływała na postawy i zachowania osób nie tylko z pokolenia, które bezpośrednio doświadczyło kontaktów z „wyklętymi” bojownikami. Uczucie potwornego strachu z racji inności wyznaniowej, kulturowej i religijnej przekazali także swoim dzieciom. Towarzyszyły temu sugestie rodziców adresowane do młodzieży emigrującej z białoruskich wsi do polskich miast, aby nie okazywali własnej tożsamości. Pokoleniu wnuków, które urodziło się w Białymstoku i innych miastach rzadko już towarzyszyła pamięć o powojennej traumie dziadków.
Wraz ze zmianą systemu politycznego w Polsce rozpoczęła się jednak gloryfikacja bojowników podziemia. W ostatnich kilkunastu latach przybrało to już wymiar niemal sakralizacji wszystkich tych, którzy po wojnie bez zgody ówczesnych władz robili użytek z posiadanej broni. Obraz propagandowy jest całkowitym zaprzeczeniem tego, co zostało zapamiętane przez prawosławnych mieszkańców pacyfikowanych wsi – ludzi, których kilkakrotnie obrabowano, a zwłaszcza tych, którym zamordowano najbliższych krewnych lub uprowadzono ich wraz ze zrabowanym mieniem. Niektórzy przez całe życie szukają miejsca pochówku swoich bliskich.
Nowa polityka historyczna brutalnie przypomniała o wydarzeniach, o których starano się zapomnieć. Marsze „patriotycznych” organizacji w Hajnówce, upamiętniające czyny „Burego”, są nie tylko demonstracją pogardy dla jego ofiar, ale także przypominają miejscowym Białorusinom o obecności w bliskim sąsiedztwie tych, którym imponują dokonania Romualda Rajsa i jego podwładnych w Zaleszanach, Zaniach, Szpakach, Wólce Wygonowskiej, Końcowiźnie czy w pobliżu miejscowości Puchały Stare, gdzie w bestialski sposób zamordowano 28 uprowadzonych furmanów.
– Znamy dokładną liczbę ofiar „Burego” i jego żołnierzy?
– Nie sądzę, aby komukolwiek udało się taką liczbę ustalić. Hagiografowie „Burego” nie posługują się terminem „ofiary”, lecz „wyeliminowani wrogowie ojczyzny, komuniści, agenci UB i NKWD”, nawet gdy ci mieli tylko po kilka lat. Dokładnie znana jest natomiast liczba ofiar podczas rajdu oddziału Romualda Rajsa na Białostocczyźnie na przełomie stycznia i lutego 1946 roku. To 82 zabitych i pięć spalonych wsi.
– Co Pan czuje, kiedy widzi, jak buduje się mit „żołnierzy wyklętych”. Kiedy do jednego worka wrzucani są zarówno Witold Pilecki, który nie ma na rękach krwi bezbronnych ludzi, jak i „Ogień”, „Bury” czy „Łupaszko”? Historyk ma z tą sprawą dylemat?
– Historyk, który historię traktuje jako naukę, nie powinien mieć z tym żadnego problemu. Jeżeli zechce solidnie wykonywać swoją pracę, to zawsze dojdzie do wniosku, że każda z tych trzech postaci, które Pan wskazał, dokonała w swoim życiu czynów, które zasługują na powszechną aprobatę, ale także okrutnych zbrodni. Świat nie jest czarno – biały, nawet szarość ma wiele odcieni.
Historia traktowana jako nauka, na takiej samej zasadzie jak matematyka, nigdy nie była, nie jest i chyba nigdy nie będzie fundamentem służącym kształtowaniu świadomości obywateli. Funkcje tę spełnia polityka historyczna, która ma dość luźny związek z historią.
Polityka historyczna potrzebuje mitów, które są treścią propagandy, podręczników szkolnych i jest zawsze tworzona z punktu widzenia potrzeb elit formalnie sprawujących władzę lub mających wpływ na władzę. Z reguły wraz ze zmianą formacji dokonuje się zmiana lub korekta polityki historycznej.
Zawsze także znajdą się usłużni historycy, którzy zachowując wszystkie formalne wymogi naukowości, zbudują oczekiwany przez władze obraz przeszłości. Szkoda natomiast, że historia, jako produkt nauki nigdy nie interesowała rządzących, gdyż to ona, a nie mitologia, jest przysłowiową nauczycielką życia. U schyłku XIX wieku jeden z polskich historyków, Józef Szujski, wyraził niezwykle trafną myśl, że tylko na podstawie prawdziwej historii można prowadzić prawdziwą politykę. Zakłamana historia popycha nieraz całe zbiorowości do zbrodni lub działań o charakterze samobójczym.
W kontekście mitu o „wyklętych” można się jedynie domyślać, dlaczego „Bury” czy „Ogień” mają być wzorem cnót dla współczesnej młodzieży. Na sąsiedniej Ukrainie z podobnych przyczyn promuje się Stefana Banderę, Romana Szuchewycza oraz esesmanów z dywizji „Galicja”, co u promotorów „Burego” i „Ognia” wywołuje czasami odruch dezaprobaty. W moim przekonaniu w jednym i drugim przypadku jest to droga donikąd.
– Nawet białostocki oddział IPN przyznał w swoim oficjalnym śledztwie, iż działalność „Burego” nosi znamiona ludobójstwa. To jednak nie zamknęło sprawy. Jego kult wcale nie osłabł.
– Na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, gdy rozpoczął się proces rehabilitacji członków powojennego podziemia, historycy, publicyści, organizacje kombatanckie próbowały racjonalnie uzasadnić to, co stało się na Białostocczyźnie na przełomie stycznia i lutego 1946 roku. Poszukiwania szły w kierunku wskazania winy ofiar. Pojawiły się tezy o wrogim stosunku miejscowej ludności do podziemia, strzelaniu do żołnierzy polskich we wrześniu 1939 roku, współpracy z UB, a nawet prowokacji NKWD. Trzy lata prokurator Białostockiego Oddziału IPN prowadził śledztwo w tej sprawie, przesłuchał 169 świadków, w większości rodziny ofiar oraz byłych partyzantów, uwzględnił dostępne dokumenty oraz wyniki ekshumacji zwłok furmanów zamordowanych w Puchałach Starych. W raporcie końcowym z 30 czerwca 2005 roku był zmuszony konstatować, że działania Romualda Rajsa i jego podwładnych kwalifikują się do „kategorii zbrodni przeciwko ludzkości”. To, że dzisiaj upowszechniany jest kult „Burego” mnie specjalnie nie dziwi, bo taka jest potrzeba określonego środowiska. Wyrosło już pokolenie wychowane na nowej mitologii narodowej. A poza tym wszystko jest względne. Stalina w swoim czasie wykreowano nawet na zbawcę ludzkości.
– Zastanawiam się, dlaczego to prawosławna mniejszość stała się celem „Burego”. Czy miał ich za rzekomych zwolenników komunizmu? Jakie to mogły być motywy?
– „Bury” wykonał tylko rozkaz komendanta okręgu NZW Białystok majora Floriana Lewickiego (w rzeczywistości Jana Szklarka) „Kotwicza” z 20 września 1945 roku „zorganizowania odwetu na wrogiej ludności do sprawy konspiracyjnej”. Nie wiem, dlaczego tylko wykonawca zbrodniczego rozkazu od wielu lat jest z jednej strony obiektem oskarżeń o ludobójstwo, z drugiej uwielbienia za popełnione czyny. „Zasługi” Floriana Lewickiego są równie wielkie jak Romualda Rajsa.
– O temperaturze sporu świadczą ostatnie wydarzenia w Hajnówce. Środowiska nacjonalistyczne chcą zorganizować marsz ku czci „Burego”. To może być prowokacja?
– To jest pomyślane jako prowokacja. Gdyby ci ludzie chcieli tylko czcić „Burego”, mogliby to czynić na przykład w Białymstoku, gdzie mieliby nawet większą publiczność. Natomiast gdy ktoś planuje wielką akcję logistyczną przewiezienia kilkuset czy kilku tysięcy osób do Hajnówki, aby maszerować z portretami „Burego” pod oknami potomków jego ofiar, to czym to może być, jak nie świadomą prowokacją. Przy okazji widać, jakimi wartościami etycznymi i moralnymi kierują się ci ludzie.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

wywiad ukazał się
na stronie internetowej trybuna.eu

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token