Numer 3(381)    Marzec 2017Numer 3(381)    Marzec 2017
fot.Anna Radziukiewicz
Niezgoda
Eugeniusz Czykwin
Film „Siaroża” w reżyserii Jerzego Kaliny otrzymał wyróżnienie w tegorocznej edycji nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich „za publikację na temat współczesnej cywilizacji i kultury oraz popularyzację wiedzy”. Wśród laureatów nagrody figurują nazwiska wyróżniających się, najlepszych polskich dziennikarzy. W dostrzeżeniu przez jury „Siaroży” nie byłoby nic nadzwyczajnego – film na międzynarodowym festiwalu w Dniepropietrowsku, gdzie zaprezentowano 25 filmów z Białorusi, Estonii, Gruzji, Rosji i Ukrainy, otrzymał główną nagrodę – gdyby nie fala krytyki, jaka spadła na dzieło Jerzego Kaliny po premierowym pokazie w Białymstoku 26 stycznia 2016 roku. Szczególnie ostro reżysera i Agnieszkę Romaszewską, prezes telewizyjnego kanału Biełsat, który film wyprodukował, atakowali publicyści prawicowych portali, m.in. Kresy.pl, w tym ks. Tadeusz Isakowicz Zaleski oraz posłowie klubu Kukiz15, którzy złożyli do ministra skarbu interpelację w sprawie produkcji filmowych TV Biełsat „na przykładzie filmu szkalującego Żołnierzy Wyklętych”.
Film – pisaliśmy o nim w PP nr 3/2016 – opowiadając o życiu Sergiusza Niczyporuka, ukazuje losy pokolenia prawosławnych Białorusinów w powojennej rzeczywistości. Pokolenie to wraz ze swoimi rodzicami, którzy przeżyli tragedię bieżeństwa, powrót na hoły kameń z ogarniętej rewolucją i wojną domową Rosji, przejście frontów i okupację niemiecką, po wojnie stanęło przed dramatycznymi wyzwaniami. Najważniejszym z nich była decyzja, czy znów porzucić z takim trudem odbudowane domy i własną ziemię i wyjechać za wschodnią granicę, czy mimo prowadzonej do połowy 1945 roku przez oficerów i podoficerów Armii Czerwonej agitacji, a następnie kilkuletniego terroru polskiego podziemia, pod groźbą utraty życia pozostać na swojej ojcowiźnie.
Po przejściu frontu w 1944 roku na Białostocczyźnie mieszkało około 150 tysięcy prawosławnych. W ramach tzw. repatriacji do ZSRR wyjechało około 35 tysięcy. Z tej liczby tylko nieliczni wyjechali dobrowolnie. Najwięcej przesiedleń było z powiatu sokólskiego (12 tys.), gdzie odnotowano największą liczbę konfliktów na tle narodowo-religijnym, zakończonych zabójstwami. 10 tysięcy wyjechało z powiatu białostockiego i kolejne 10 tys. z powiatu bielskiego. Wyjeżdżali, a raczej uciekali, mieszkańcy wsi bezpośrednio sąsiadujących z miejscowościami, w których mieszkała ludność katolicka. Tam było najwięcej rabunków, zabójstw na tle etnicznym.
Rodzina Niczyporuków, w której urodził się bohater filmu, pozostała w swoich Zaleszanach. I tu przeżyła straszną tragedię. W czasie dokonanej 29 stycznia 1946 roku przez oddział dowodzony przez Romualda Rajsa ps. „Bury” pacyfikacji wsi zginęła duża część rodziny. Ojciec Sergiusza, Nikita, chodząc po wsi z żołnierzami „Burego” – nakazano mu, aby im towarzyszył przy „zbieraniu aprowizacji” – zorientował się w ich zamiarach i na zarządzone przez „Burego” „zebranie” poszedł z dwiema starszymi córkami. Brzemienną żonę z trzema, w wieku ośmiu, sześciu i czterech lat, synami zostawił w domu. Wszyscy zginęli w podpalonym przez żołnierzy domu. – Moje siostry wyszły z tragedii żywe – mówił Sergiusz Niczyporuk po projekcji filmu w białostockim kinie Forum – mimo że ojciec przeznaczył je na ofiarę, jak Abraham Izaaka, by ratować synów. Stało się inaczej. To on z moimi siostrami przeżył, a ci, których chciał ocalić, zginęli.
Wśród szesnastu ofiar pacyfikacji Zaleszan był brat Nikity Niczyporuka, bratowa i ich dziecko. – Nieraz zastanawiałam się, skąd wziął siły, żeby to przeżyć – przyznaje jego synowa Maria Niczyporuk. – Pochował osiem osób, w środku zimy, na gołej ziemi został sam z dwiema córeczkami. Jak nie postradał zmysłów? Musiał mu Pan Bóg pomóc. Nie należał do żadnej partii, był wiejskim, spokojnym, wierzącym człowiekiem. Co roku, aż do śmierci, jeździł na Preobrażenije na Grabarkę. Nawet wtedy, gdy bardzo bolała go noga, modlił się przez całą noc. Stał jak bocian na jednej nodze, oparty plecami o sosnę.
Teść nieraz wspominał tę tragedię, zawsze z bólem, ale nigdy z nienawiścią do oprawców. „Żeby tego nie zrobiło żadne z moich dzieci” – kiedyś powiedział.
Podobną postawę wobec sprawców prezentuje jego syn Sergiusz, który w kończącej film scenie mówi: – Wszyscy powinniśmy prosić Boga, żeby wypędził z naszych serc nienawiść... Czas zapomnieć o krzywdach, trzeba odwołać się do rozumu. Dzieląc się na jednych i drugich, powtórnie siejemy ziarna nienawiści. A po projekcji dodawał: – Zbyt długo dzieliliśmy się na nas i onych. Mam tego dość. Wydaje mi się, że nadszedł wreszcie czas, by na zgliszczach tamtej tragedii szukać dróg porozumienia. Przydadzą się one i tym co zginęli, i tym co żyją. A każdemu z nas przyda się modlitwa, zanim zacznie rzucać oskarżeniami. Pomyślmy, jacy my jesteśmy, zanim podniesiemy kamień
Film nie skupia się na martyrologii, nie rozdrapuje ran, a zbrodnie „Burego” to nawet nie najważniejsza część jego przekazu. Ani reżyser, ani główny bohater w poszukiwaniu dróg do normalnego życia nie formułują jednoznacznych ocen. Te padają w wypowiedzi prokuratora Instytutu Pamięci Narodowej Dariusza Olszewskiego, w ocenie Sergiusza Niczyporuka człowieka szlachetnego i sprawiedliwego, który miał odwagę zgodnie z prawdą ocenić czyny Romualda Rajsa i jego żołnierzy. I to przypomnienie ustaleń przeprowadzonego przez niego śledztwa wywołało falę skierowanych przeciwko Jerzemu Kalinie i TV Biełsat pomówień i oskarżeń.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Eugeniusz Czykwin


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token