Numer 3(381)    Marzec 2017Numer 3(381)    Marzec 2017
fot.Anna Radziukiewicz
Ikona zatrzymuje czas
Anna Radziukiewicz
- Gdy byłam dzieckiem, tata posadził mnie na kolanach, otworzył album z ikonami, akurat na Włodzimierskiej Ikonie Matki Bożej, i spytał: – Namalowałabyś?
– Oczywiście – odpowiedziałam z całą dziecięcą naiwnością, przecież malowanie uwielbiałam – mówi Anna Gełdon z domu Mielnicka, wnuczka batiuszki Lwa Mielnikowa i matuszki Zofii, pochowanych obok cerkwi św.św. apostołów Piotra i Pawła w Siemiatyczach.
– To zawiozę cię na obóz ikonograficzny – powiedział. Wziął mnie i moją siostrę i pojechaliśmy z Elbląga do Bielska Podlaskiego. Obóz prowadził o. Leoncjusz Tofiluk. A tam same zaskoczenia. Jesteśmy najmłodsze. Patrzy na nas ojciec Leoncjusz i pewnie się zastanawia – przyjąć nie przyjąć. I w tym momencie do jego kancelarii wpadają trzy roześmiane studentki. – Zaopiekujecie się nimi? – wskazuje duchowny na nas. – Tak – odpowiadają. I tak zostałyśmy na naszym pierwszym obozie ikonograficznym. Tamte studentki wydawały mi się mądre, zdolne. I drugie zaskoczenie – w szkole w Elblągu tylko ja i siostra byłyśmy prawosławne, a tu wszyscy wokół! Nie jesteśmy inne, nie jesteśmy dziwne – odkrywałyśmy. Obóz prowadziła Walentyna Żdanowa z Petersburga, znana ikonograf, wspaniała nauczycielka. Praca trwała od rana do wieczora. A tak mi się chciało biegać. Seminarzyści czytali nam na dobranoc żywoty świętych. A ja tęskniłam jeszcze za bajkami. Spaliśmy w parafialnym domu na strychu. Klimat tamtego obozu pamiętam do dziś. Był dla mnie ogromnym doświadczeniem.
Anna Gełdon wracała do Bielska. Wróciła też jako słuchaczka studium ikonograficznego. Potem pielgrzymowała do Rosji i tam szukała pracowni ikonograficznych, w których mogłaby doskonalić swój warsztat. Na Uniwersytecie Jagiellońskim skończyła historię sztuki ze specjalizacją bizantynistyka. O szkole ikony ojca Leoncjusza mówi: – Ma w sobie rygor i ogromny szacunek do ikony, będąc jednocześnie szkołą duchowości i miłości. Ludzie, którzy z niej wyszli, pilnują naszej tradycji, tworzą kulturę, trzymają się wyznaczonej tam drogi. Po latach spotykamy się ze sobą z ogromną przyjemnością jako absolwenci tej szkoły.
Anna mieszka w Krakowie. Tu ma rodzinę, dom, w nim pracownię ikonograficzną. Urodziła Konstantego oraz Anastazję i Dionizego. Chodzą do cerkwi przy Szpitalnej. W swojej pracowni organizuje warsztaty ikonograficzne. Przychodzą głównie katolicy. Mówią, że prawosławna sztuka zachowała w sobie szlachetność, jest wolna od łzawej sentymentalności. Ikona tak zrosła się z jej życiem, że kiedy wyjeżdżała do Gdańska, Anastazja z niepokojem pytała: – Mamo, jak wytrzymasz tydzień bez ikonek! Mama wyjaśniła, że jedzie innych uczyć pisania ikonek. To były warsztaty dla malarzy, organizowane w Akademii Sztuk Pięknych.
Teraz zakłada fundację Dobra Sztuka. W jej ramach chce wspierać sztukę sakralną, uczyć ludzi, jak odróżniać dobrą sztuką od kiczu, wskazywać – tu tandetny obraz a tu dobra ikona, chce uczyć Polaków gustu i smaku poprzez wystawy, wykłady, kursy, publikacje, a nawet aukcje. Wie, że teraz trudno o dobrą sztukę w Kościele rzymskokatolickim.
Annę spotykam w Supraślu. Tu przez lutowy tydzień prowadziła warsztaty ikonograficzne.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz
fot. autorka


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token