Numer 4(382)    Kwiecień 2017Numer 4(382)    Kwiecień 2017
fot.Zmartchwystanie Pańskie - malowidło w cerkwi Świętego Ducha w Białymstoku
Wschód is good!
Eugeniusz Czykwin
– Znam wiele osób, które z tezą, że ten pański Wschód jest dobry, na pewno by się nie zgodziły.
– Często to słyszę, ale dla mnie niczego to nie zmienia, bo wiem, że jest good i mam na to dowody.
– Jakie?
– Piętnastoletnie doświadczenie w takich wyjazdach. Samemu, z żoną, z grupami pielgrzymkowymi. I zawsze było ciekawie, i nigdy nic się nie stało, i zawsze ludzie wracali zadowoleni.
– Zdefiniujmy więc od razu o jakim Wschodzie rozmawiamy, bo przecież nie o tym dalekim, z Wietnamem czy Chinami.
– Oczywiście. Również nie o tym bliskim z Arabią Saudyjską i Dubajem, a o tym postradzieckim, przede wszystkim z krajami kaukaskimi i Krymem.
– Dlaczego właśnie ten region i jak to się zaczęło, bo przecież jest Pan nauczycielem.
– Historykiem i etnografem dokładnie, ale zdecydowaną większość swojego zawodowego życia spędziłem jednak w szkole, najdłużej w liceum. W tym czasie moje wyjazdy były w zasadzie wakacyjne i wynikały z zainteresowań. Lubiłem fotografować i te wszystkie elementy podczas wypraw połączyły się w jedną całość. W tamtym okresie zajmowałem się także zawodowo PR i marketingiem radiowym, traktując podróże wyłącznie jako pasję. Ale już piąty rok jest odwrotnie, pasja stała się sposobem na życie.
A wszystko zaczęło się od Krymu, który wiele lat temu wpadł mi jakoś szczególnie do serca, stanowiąc synonim stosunkowo bliskiego i łatwo dostępnego orientu. I jakieś piętnaście lat temu trafiłem na wakacyjną ofertę wyjazdu, w cenie możliwej do zaakceptowania przez nauczycielski portfel, bo żona też jest nauczycielką. Wyjazd był turystyczny, wypoczynkowy. Wróciliśmy zachwyceni, a ja dodatkowo wręcz wstrząśnięty ilością i jakością krymskich świętości. Kilka lat potem, gdy prowadziłem w LO swój autorski oddział etnograficzno-turystyczny, pojechałem tam z młodzieżą. Rok później dotarliśmy do obwodu archangielskiego. Do Gruzji już nie zdążyliśmy.
– Jak to nie zdążyliście?
– Ano tak to, ponieważ klasa była, jak się okazało, nazbyt niepoprawna politycznie. Wykorzystano więc okres mojego urlopu chorobowego i problem rozwiązano ostatecznie.
– A jak Pan dotarł do Gruzji?
– Zaraz po pierwszym wyjeździe na Krym zacząłem marzyć o drugiej stronie Morza Czarnego, czyli Gruzji i Armenii. I pewnego razu wygrzebałem w Internecie kontakt do polskiej, niedzielnej szkoły w Tbilisi. Okazało się, że dyrektorka świetnie mówi po polsku. Zaczęliśmy korespondować, a następne wakacje już tam spędziłem. Oczywiście totalny zachwyt niemalże wszystkim: orientem, krajobrazami, ludźmi, kuchnią, siłą gruzińskiego prawosławia. W takiej sytuacji dotarcie do sąsiedniej Armenii, pierwszego kraju na świecie, który przyjął chrześcijaństwo jako swą religię państwową, było już tylko logiczną koniecznością.
Wielkim moim szczęściem był też fakt, że od początku udało mi się uzyskać nieocenioną pomoc i błogosławieństwo ze strony ojców z Sak oraz matuszki Elżbiety z Zaleszan. Z czasem pozyskałem także zaufanie o. Marka Wawreniuka z Białegostoku i o. Jerzego Kulika z Warszawy. W maju z o. Jerzym jedziemy już po raz trzeci i „straszy”, że nie ostatni. Wielką moją radością są także stali już pielgrzymi -przyjaciele z Białegostoku, Bielska, Warszawy i Legnicy.
– Na co może liczyć pielgrzym odwiedzający te kraje i miejsca?
– To może zacznijmy alfabetycznie. Armenia – pierwszy (od roku 301) chrześcijański kraj świata, ukazuje chrześcijaństwo w stanie pierwotnym, takim jakim było w pierwszym okresie, okresie przedchalcedońskim, bo właśnie ta denominacja charakteryzuje Ormiański Kościół Apostolski, przez wieki oskarżany o herezję monofizytyzmu, z początkiem XXI stulecia wyjaśnioną jako historyczne nieporozumienie. W efekcie Ormianie nie są prawosławni, choć naprawdę wiele nas łączy. A z racji swojego „starszeństwa” mogą nam pokazać wczesnochrześcijańskie zasady życia cerkiewnego i takież obrzędy, prastarą architekturę swych monasterów oraz wspaniałe skarby duchowości, jak chociażby ponadtysiącletnie manuskrypty, ale przede wszystkim pieczołowicie chronione relikwie arki Noego, włóczni, którą przebito na Krzyżu bok Zbawicielowi, czy choćby grób i moszczy apostoła Ananiasza, jednego z 70 uczniów Chrystusa.
Cypr swoją świętością ustępuje prawdopodobnie tylko Ziemi Świętej, wyspa dostąpiła bowiem zaszczytu goszczenia apostołów Pawła, Andrzeja, Jana, Barnaby i wskrzeszonego z martwych Łazarza. Bezsprzecznie jednak największym zaszczytem, jaki ją spotkał, był krótki pobyt Bogarodzicy. Od tamtego czasu, nieprzerwanie aż do dziś, Cypr jest miejscem podwigu całej plejady miejscowych wielkich świętych, często w naszym kraju zupełnie nieznanych. Jest także miejscem funkcjonowania kilkudziesięciu monasterów, posiadających wspaniałe relikwie, niebywałe duchowe skarby. Myślę tu o relikwiach drzewa Świętego Krzyża, trzech ikonach Bogarodzicy napisanych przez apostoła Łukasza, zarówno w trakcie Jej życia, jak i po zaśnięciu, nietlennych moszczach wielu świętych oraz cudotwórczych ikonach i źródełkach.
Gruzja to najprawdziwsza kraina świętości i setek małych, pięknie położonych monasterów. Niektóre z nich są łatwo dostępne i chętnie przyjmują pielgrzymów. Inne wręcz odwrotnie, ale kiedy do nich dotrzesz i tak przyjmą po królewsku. A wszędzie starogruzińska architektura pierwszych wieków chrześcijaństwa, cudowne ikony i relikwie. Wśród nich nierukotworna ackurska ikona Bogarodzicy i nierukotworna ikona Chrystusa z Anczi, czyli oryginał mandylionu, który trafił do Gruzji przez Edessę i Konstantynopol. Ale to nie wszystko, bo przecież mamy przede wszystkim szatę Bogarodzicy w Zugdidi oraz chiton Jezusa w Mccheta. Ten sam, o który żołnierze rzymscy rzucali los pod Krzyżem na Golgocie. Na koniec wspomnę jeszcze o nietlennych moszczach wielu świętych, w tym ukochanego przez Gruzinów ojca Gabriela, zwanego tu powszechnie mama Gabrieli, kanonizowanego w roku 2012.


(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

fot. Paweł Krysa

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token