Numer 4(382)    Kwiecień 2017Numer 4(382)    Kwiecień 2017
fot.Zmartchwystanie Pańskie - malowidło w cerkwi Świętego Ducha w Białymstoku
Dom bratczyków
Anna Radziukiewicz
W tym roku 20 maja koło terenowe Bractwa Świętych Cyryla i Metodego w Bielsku Podlaskim będzie obchodzić dziesięciolecie istnienia. Na jubileusz koło ufundowało samo sobie piękny prezent – świetlicę, mieszczącą się w samodzielnym budynku, doskonale położonym, bo w centrum miasta, z rozległym parkingiem obok. W podwórzu cerkwi św. Michała Archanioła i domu parafialnego stał zaniedbany murowany, parterowy domek, gdzieś o powierzchni 70 metrów kwadratowych. Niegdyś mieścił stróżówkę, mieszkali w nim duchowni, spotykała się młodzież. Potem opustoszał.
– W parafii św. Michała mamy dobrego proboszcza o. Leoncjusza Tofiluka i inni duchowni nam sprzyjają – mówi przewodniczący bielskiego koła bractwa Jerzy Maleszewski. – Od proboszcza otrzymaliśmy pozwolenie na remont domku i jego użytkowanie. Proboszcz za darmo przekazał nam budynek i wspierał przy remoncie.
Przedtem bratczycy spotykali się w budynku przy Rejtana, w którym ulokowało się brackie przedszkole i szkoła, której patronem jest św. Łukasz Wojno-Jasieniecki. Ale jest on położony na skraju miasta i jest w nim coraz ciaśniej.
Wchodzę do domku. Ujmuje jasnością – światło wpada przez trzy szerokie okna – przytulnością, ciepłem, logicznym zagospodarowaniem przestrzeni, gdzie jest miejsce na dużą salę spotkań, ale i aneks kuchenny, łazienkę.
W kącie wiszą ikony, centralna Chrystusa Zbawiciela jest dziełem Marii Łukaszuk. Wyszywała ją trzy miesiące i ofiarowała do tego domu. Na ikonie piękny ręcznik, wyszywany współcześnie. Dwa potężne stoły, których jedna osoba z miejsca nie ruszy, ustawiono w literę L. Wykonał je stolarz Paweł Gajko.
– Dużo pieniędzy włożyliście w remont? – pytam przewodniczącego.
– Pieniędzy niedużo, ale pracy wiele – słyszę. – Z zarządu centralnego bractwa otrzymaliśmy środki na pokrycie dachu. Gdy potrzebowaliśmy pieniędzy na zakupy materiałów, pożyczył je nam na pół roku Stanisław Leszczyński, bardzo nam życzliwy katolik. Kupiliśmy trzy okna w cenie jednego, bo bratczycy zawsze szukali okazji albo dobrych ludzi, meble kuchenne też bardzo tanie.
I nieśli bratczycy kto co miał u siebie – kaloryfery, nowy bojler do łazienki, umywalkę, lustra, naczynia do kuchni.
Mężczyźni przychodzili do pracy. To pokolenie – bractwo tworzą głównie emeryci – ominęła jeszcze zasada wąskiej specjalizacji. Potrafią założyć instalację elektryczną, wodno-kanalizacyjną, otynkować ściany, pomalować, ułożyć podłogę. Wystarczał jeden fachowiec do dyrygowania grupą „niewykwalifikowanych” robotników. Kobiety szukały sponsorów, załatwiały formalne sprawy w urzędach i umawiały się, kiedy która gotuje i codziennie dostarczały na budowę gorące obiady.
Prace przy remoncie domu rozpoczęto w maju ubiegłego roku, zakończone zostaną w tym roku przed jubileuszem bractwa. Trzeba jeszcze otynkować dom z zewnątrz i wykonać barierki do podjazdu dla wózków inwalidzkich – w kole jest dwóch bratczyków na wózkach. Na Rejtana trzeba było ich wnosić do budynku po wysokich schodach.
– W grupie pracowało się raźnie, wesoło i przyjemnie. Nie czuliśmy zmęczenia – mówi Jerzy Maleszewski.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz
fot. autorka


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token