Numer 4(382)    Kwiecień 2017Numer 4(382)    Kwiecień 2017
fot.Zmartchwystanie Pańskie - malowidło w cerkwi Świętego Ducha w Białymstoku
Cóż jeszcze można uczynić?
Eugeniusz Czykwin
Hajnówka w czasach PRL-u w całej Polsce znana była z produkowanych tu mebli, a następnie z Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Cerkiewnej. Ostatnio tę dobrą sławę wypiera konflikt wokół organizowanych od ubiegłego roku marszy żołnierzy wyklętych. I choć w tych marszach uczestniczy znikoma liczba mieszkańców Hajnówki, stały się one pretekstem, i to na poziomie ogólnokrajowym, do konfrontacji między głoszącymi chwałę i bohaterskie czyny żołnierzy wyklętych a sprzeciwiającymi się ich heroizacji – w tym roku kontrmanifestację zorganizowały Ruch Obywateli RP i Antifa. Dzięki działaniom służb porządkowych i mądrej decyzji proboszcza soboru Świętej Trójcy, o. Michała Niegierewicza, nie doszło do większych ekscesów, jednak w przyszłości, jeśli organizatorzy tak jak w tym roku będą dopasowywać czas i trasę marszu do czasu i miejsca modlitwy prawosławnych, wydarzenia mogą wymknąć się spod kontroli. Jeśli Hajnówka będzie nadal służyła jako miejsce jednej z „bitew” w polsko-polskiej wojnie, to najbardziej poszkodowanymi będą jej mieszkańcy i prawosławno-białoruska mniejszość jako całość.
Rodzą się pytania, jakie działania należałoby podjąć, by przeszłość nie rzutowała na w sumie zgodne współżycie prawosławno-białoruskiej mniejszości z polsko-katolicką większością. Odpowiedź nie jest prosta, gdyż w realizowanej obecnie polityce historycznej żołnierzom wyklętym przypisano szczególną rolę. Ich „heroiczna walka i męczeństwo” w antykomunistycznej krucjacie ma być wzorem cnót dla współczesnych pokoleń Polaków. „Polityka historyczna – mówi prof. Eugeniusz Mironowicz w zamieszczonej w poprzednim numerze „PP” rozmowie – potrzebuje mitów, które są treścią propagandy, podręczników szkolnych i jest zawsze tworzona z punktu widzenia potrzeb elit formalnie sprawujących władzę lub mających wpływ na władzę. (…) Niektóre fakty się przekręca, bohaterom podziemia przypisuje się idee, myśli, intencje, czyny, które nigdy nie miały miejsca. Mitologię peerelowską dość skutecznie zastępuje się mitologią odpowiadającą aktualnym potrzebom rządzących elit”.
Wykorzystywanie przeszłości do uzasadnienia dzisiejszej polityki nie jest wynalazkiem obecnie rządzących. „Wszystkie społeczeństwa – stwierdza amerykańsko-brytyjski historyk Tony Judt – zamknięte w dwudziestym wieku, lewicowe i prawicowe, manipulowały historią. To najstraszniejsza forma sprawowania kontroli nad wiedzą – jeśli masz władzę nad interpretacjami tego, co się kiedyś wydarzyło (lub po prostu możesz o tym skutecznie kłamać), teraźniejszość i przyszłość będą do twojej dyspozycji. A zatem demokratyczny rozsądek nakazuje upewnić się, że obywatele należycie znają historię”.
Obecnie rządzącym potrzebna jest jednoznaczność i bezkompromisowość w ocenie poprzednio rządzących i całego okresu III RP. Za bezkompromisowością i jednoznacznością tęskni także duża część młodych Polaków, mająca trudności w realizacji własnych aspiracji. Z tej tęsknoty – uważa prof. Andrzej Friszke – wynika fenomen popularności żołnierzy wyklętych. Jednak w zamieszczonej w „Więzi” (nr 3/2016) dyskusji tak rozumianą jednoznaczność i bezkompromisowość profesor uznał za nieszczęście. „Tak się nie robi poważnej polityki, tak się nie buduje świadomości narodowej. Tak się nie buduje odpowiedzialności za własny kraj. Życie z natury rzeczy wymaga kompromisów i zawierania ich na różnych polach. Inaczej po prostu wszyscy się pozabijamy”.
W obchodzonym 1 marca Dniu Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, który jest świętem państwowym, obok uroczystości z udziałem najwyższych władz państwowych w każdym większym mieście zorganizowano mnóstwo wydarzeń o charakterze religijnym, także kulturowych i sportowych imprez.
Jedną z nich był też marsz w Hajnówce, którego organizatorzy – Narodowa Hajnówka i białostocki Obóz Narodowo-Radykalny – postanowili, że marsz nie odbędzie się 1 marca, a 26 lutego i zmienili ubiegłoroczną trasę tak, by marsz zakończyć obok soboru Świętej Trójcy w czasie, gdy zgromadzeni w świątyni modlili się podczas poprzedzającego Wielki Post nabożeństwa o wybaczenie win.
W Hajnówce i jej okolicach mieszkają rodziny i potomkowie ofiar żołnierzy wyklętych. W pierwszej połowie 1945 roku dowodzony przez Romualda Rajsa, pseudonim „Bury”, oddział PAS NZW spalił pięć zamieszkałych przez prawosławną ludność wsi (Zaleszany, Wólka Wygonowska, Zanie, Szpaki, Końcowizna), mordując, także paląc żywcem, 82 mieszkańców. Inny, dowodzony przez Zygmunta Szendzielarza, pseudonim „Łupaszka”, oddział 5 Brygady Wileńskiej spalił wsie Potokę (zamordowano czterech mieszkańców, a w jednym z domów spłonęła trójka, w wieku 6, 8 i 10 lat, dzieci) oraz wieś Wiluki. Ponadto, jak przypomina prof. Mironowicz we wspomnianym wywiadzie: „Powojenny koszmar na Białostocczyźnie to setki incydentów zakończonych czyjąś śmiercią lub dotkliwym pobiciem przez ludzi z najbliższego sąsiedztwa. W roli żołnierzy niepodległościowego podziemia występowali także zwyczajni bandyci, nie związani z żadną strukturą polityczną, nocami zajmujący się rozbojami i rabunkami, zazwyczaj w imieniu „wojska polskiego”. To wszystko przez długie lata funkcjonowało w pamięci ludzkiej jako monolit, pod nazwą podziemie. Rajd „Burego” był wprawdzie najbardziej krwawym incydentem powojennej historii, lecz wydarzeniem jednym z wielu”.
Trudno powiedzieć, czy przyjeżdżający z całej Polski – w ubiegłym roku było ich kilkuset – uczestnicy marszu mają wiedzę o tych tragicznych, bolesnych dla miejscowej ludności, wydarzeniach. Taką wiedzą z pewnością dysponują miejscowi narodowcy – aktywnym organizatorem ubiegłorocznego marszu był rzymskokatolicki katecheta i radny miejski Bogusław Łabędzki.
Hajnowscy radni, przy jednym głosie sprzeciwu wspomnianego radnego, organizację marszu uznali za prowokację. Burmistrz Hajnówki Jerzy Sirak nie wydał zgody, ale sąd uchylił tę decyzję i marsz się odbył. Uczestniczyło w nim około dwustu, w zdecydowanej większości przyjezdnych, osób. W ocenie policji uczestników było mniej niż rok temu. Niesiono transparenty z portretami „Burego”, „Łupaszki”, „Inki”. Skandowano hasła: „Nie czerwona, nie tęczowa, lecz Hajnówka narodowa”, „Bury, Bury nasz bohater”.
Organizatorzy i uczestnicy marszu nie przewidzieli wszystkich skutków swoich działań. Jednym z nich było duże zainteresowanie marszem już nie tylko lokalnych, ale także ogólnopolskich, a nawet zagranicznych, mediów. O marszu i powodach sprzeciwu lokalnej społeczności pisały portale internetowe oraz najpoczytniejsze dzienniki i tygodniki. Mówiono w radiu i telewizji – w popularnym programie TVN 24 „Czarno na białym” zaprezentowano obszerny reportaż, w którym wypowiadali się żyjący świadkowie tragedii z Zaleszanach.
Dzięki marszowi, co z pewnością nie było zamiarem organizatorów, miliony Polaków dowiedziało się o „bohaterskich” czynach „Burego” i ustaleniach przeprowadzonego przez Oddziałową Komisją Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu IPN w Białymstoku śledztwa „w sprawie zbrodni przeciwko ludzkości popełnionych w okresie od 29.01.1946 roku do dnia 02,02,1946 r. na terenie powiatu Bielsk Podlaski w celu wyniszczenia części obywateli polskich z powodu ich przynależności do białoruskiej grupy narodowej o wyznaniu prawosławnym”.
W postanowieniu trwającego trzy lata wnikliwego śledztwa czytamy: „(…) należy stanowczo stwierdzić, iż zabójstwa furmanów i pacyfikacje wsi w styczniu i lutym 1946 roku nie można utożsamiać z walką o niepodległy byt państwa, gdyż nosi znamiona ludobójstwa. W żadnym też wypadku nie można tego co się zdarzyło usprawiedliwiać walką o niepodległy byt Państwa Polskiego. Można powiedzieć, iż wręcz przeciwnie, akcje „Burego”, przeprowadzone wobec mieszkańców podlaskich wsi, wspomagały komunistyczny aparat władzy i to przede wszystkim poprzez obniżenie prestiżu organizacji podziemnych, dostarczenie argumentów propagandowych o bandytyzmie oddziałów partyzanckich. Bez wątpienia też wspomagały realizację umowy rządowej o przesiedleniu z Polski osób pochodzenia białoruskiego. Co prawda można uznawać, że akcja przesiedleńcza realizowała hasło narodowe „Polski dla Polaków”, ale w tym okresie sprzyjała bardziej dążeniom polskich i radzieckich komunistycznych organów państwowych. Działania pacyfikacyjne, przeprowadzone przez „Burego”, w żadnym wypadku nie sprzyjały poprawie stosunków polsko-białoruskich i zrozumieniu walki polskiego podziemia o niepodległość Polski. Przeciwnie, tworzyły często nieprzejednanych wrogów lub też rodziły zwolenników dążeń oderwania Białostocczyzny od Polski. Żadna zatem okoliczność nie pozwala na uznanie tego co się stało za słuszne”.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Eugeniusz Czykwin
fot. Michał Bołtryk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token