Numer 4(382)    Kwiecień 2017Numer 4(382)    Kwiecień 2017
fot.Zmartchwystanie Pańskie - malowidło w cerkwi Świętego Ducha w Białymstoku
Ludzie piszą listy
Anna Radziukiewicz
Cerkiew Ruska – tak Bułgarzy nazywają cerkiew św. Mikołaja Cudotwórcy, która swą ruską, a nie bałkańską architekturą wystrzeliła w niebo wysoką dzwonnicą w świętej dzielnicy Sofii. Świętej, to moje skojarzenie, bo jakże inaczej ją nazwać, skoro przed oczyma masz potężny patriarszy sobór św. Aleksandra Newskiego, czczący świętego ruskiego, przykryty bizantyńską kaskadą kopuł i półsfer. I gdy się obrócisz do soboru plecami, ujrzysz Hagia Sophię, czerwony jej mur, w kwietniu ozdobiony różem kwitnącej wiśni. Ale gdy ten mur przekroczysz, zobaczysz fragmenty budowli z czwartego i z szóstego wieku, powstałych przy słynnym cesarzu Justynianie Wielkim. Poczujesz oddech wieków, ba, tysiącleci. Pójdziesz nieco dalej i zobaczysz wyrzeźbioną pięknie przed wiekami wizją architekta cerkiew świętych braci Cyryla i Metodego i ich pięciu uczniów. Akacja przed cerkwią, lekko o tej porze przyprószona zielenią, jakby chciała rozbudowaną rzeźbą swoich konarów uzupełnić blask świątyni. Nazywano ją czarnym meczetem, bo Turcy, którzy przejmowali w XIV i XV wiekach panowanie nad Bałkanami, zamienili ją na meczet. W 1903 roku wróciła do prawosławia. Wewnątrz urzeka polichromią.
Gdy wejdziesz na dziedziniec między rządowe gmachy, zobaczysz rotundę. To cerkiew św. Jerzego Pobiedonosca. I znów przeniesie cię ona, jak pobliska Hagia Sophia, do początków chrześcijaństwa. Wzniesiono ją w Konstantynowej Dzielnicy, w rezydencji cesarza Konstantyna Wielkiego w czwartym wieku. Też była meczetem podczas panowania Turków. Po wyzwoleniu znów przywrócono ją prawosławnym.
A jeszcze i cerkiew św. Paraskiewy z jedenastego wieku ujrzysz, jakże inną od Ruskiej, kamienną, przycupniętą między stołecznymi gmachami jak cichy świadek minionego, i cerkiew Świętej Niedzieli, też kamienną ale dużo młodszą od cerkwi Paraskiewy i dużą.
Ale my zmierzamy do cerkwi Ruskiej. Jest wielkopostna niedziela, popołudnie. Wszystko wokół jakby już było gotowe na przyjęcie Paschy – różnobarwne tulipany podlane obfitym wiosennym deszczem, glicynia, oplatająca fiołkową chmurą mury, balkony, balustrady, zielone trawniki, przetkane stokrotkami. A w cerkwi nastrój postu, wielkopostne pieśni, jakiś świetlisty smutek, oczekiwanie na najważniejsze. To w górnej świątyni. Ruska cerkiew ma i dolny poziom. Do niego zmierzamy.
Dużo ludzi. Wokół stoliki, ławki. Ludzie piszą. Nie, to nie są zapiski, układające się w równe słupki imion. To jakby listy na kartkach pisane! Pierwszy raz to widzę. Czuję się trochę jak na poczcie. Słusznie. Bo to poczta duchowa. Ludzie piszą listy do świętego – do Serafima Sofijskiego Cudotwórcy. Jego grób znajduje się w dolnej części cerkwi św. Mikołaja Cudotwórcy, będącej patriarszym podworiem patriarchy moskiewskiego i całej Rusi w Sofii. Św. Serafim zmarł w Sofii 13 lutego 1950 roku, jako biskup bułgarskiej Cerkwi, ale urodził się w dalekim Kazaniu w 1881 roku. Współtworzył „białą emigrację”. Łączył oba bratnie narody, ruski i bułgarski, teraz przecięte linią demarkacyjną NATO i Unii Europejskiej. Ale to linia polityczna. Duchowe granice przebiegają inaczej.
Bułgarzy ukochali swego władykę. Nazywają go Dziado. To bułgarskie słowo jest tak samo nieprzekładalne jak ruskie „batiuszka”. Dziado to ludowe zwracanie się do archijereja, nawet do patriarchy. To wyrażenie ciepła rodzinnego, to szacunek do starszego wieku i jego mądrości. To jak wpuszczenie kogoś do swego serca, domu, życia, jak odnalezienie bliskiego człowieka, na ramieniu którego zawsze możesz popłakać, poprosić o pomoc, o wskazanie drogi. To tak jak ruscy ludzie mówią o swoich świętych – Ksieniuszka, Matronuszka – wyrażając i miłość, i szacunek, i jakąś familijną bliskość.
Dziado Serafim, gdy czuł, że zbliża się koniec jego ziemskiego życia, mówił do swoich duchowych dzieci: „Kiedy będzie wam ciężko, piszcie do mnie listy i zostawcie je przy moim grobie. Jeśli otrzymam miłość od Boga, pocieszę was i pomogę”.
I ludzie piszą listy. Janina Aleksiejewa, poetka, prozaik, publicystka, urodzona w 1960 w Leningradzie, od 1991 roku mieszkająca w Sofii, kierująca prawosławnym centrum oświatowym „Łucz” (promień), obserwuje od szesnastu lat, czyli od kiedy stała się parafianką Ruskiej cerkwi, skrzynkę z listami. Przez te lata, stwierdza, powiększyła się kilka razy. Stała się dowodem na to, że św. Serafim otrzymał od Boga dar pocieszania ludzi i pomagania im. I widziała Janina w cerkwi różne obrazy – ludzi mimochodem zabiegających, by zostawić list, klęczących u grobu władyków, ciężko chorych, których przyprowadzili bliscy, modlących się w kącie mnichów, młode matki objaśniające swym małym dzieciom, jak przeżegnać się i pokłonić świętemu. Widziała całe klasy uczniów. Widziała morze łez i morze radości, worki listów i naręcza kwiatów, długie kolejki przed grobem, zwłaszcza w święta.
Słyszała od ludzi, jak opowiadali o pewnym Arabie, który z dziecięcym uśmiechem na twarzy przez kilka dni prawie że zamieszkał w cerkwi przy grobie św. Serafima, błagając sprzątających, by tu dali mu jakąkolwiek pracę, przy czyszczeniu podświeczników, zmywaniu podłóg. I opowiadali ludzie o Włochu, który pracował we włoskiej ambasadzie w Sofii. Życie jego syna, po ciężkim wypadku samochodowym, wisiało na włosku. A on przychodził do Dziado, wtedy jeszcze niekanonizowanego i błagał o pomoc. Syn przeżył.
Do Janiny podeszła pewnego razu i pewna Polka, mówiąc: – Wasz Dziadek Władyka pomaga też katolikom. Mój tata stanął przed niezbędnością operacji, niosącej wielkie ryzyko. Jego serce było bardzo słabe. I Dziadek nam pomógł. Po modlitwach do niego, w ciągu kilku dni, operacja okazała się zbędna.
Do Dziado Serafima ludzie piszą listy nie tylko w sprawie zdrowia. Oni nawet do niego sms-y posyłają. Tak było z Janiną Aleksiejewą. Poleciała do Petersburga. Tam dowiedziała się, że w niedalekim Nowogrodzie Wielkim odbędzie się za kilka dni konferencja naukowa, na którą ją zaproszono i w której bardzo chciała uczestniczyć. Ale to wymagało przesunięcia czasu wylotu z Petersburga do Sofii, czyli zmiany biletu. Było lato, a Rosjanie lgną wtedy do ciepłych mórz, takich jak bułgarskie złote brzegi Morza Czarnego. Absolutnie wszystkie miejsca były sprzedane. Janina poruszyła petersburskie znajomości, by bilet zamienić. Na nic. I wtedy wysłała esemesa do koleżanki w Sofii, by ta napisała list w jej sprawie do św. Serafima. Koleżanka esemesa nie otrzymała, po prawdzie i nie do niej był adresowany, ale Janina pomoc otrzymała – jasną, oczywistą. Gdy zwracała bilet lotniczy, by potem jakoś pociągiem przez Moskwę dostać się do Sofii, usłyszała: – Mamy jedno wolne miejsce. To było miejsce w najdogodniejszym dla niej terminie. Janina komentuje: – To był najjaśniejszy dowód obecności Boga, który jest Miłością. To ciepło życiodajnej Bożej miłości, która jest gotowa przebić się przez głuchotę i ślepotę i dotknąć zatwardziałych serc. I cytuje Siergieja Fudziela, rosyjskiego pisarza duchowego XX wieku: „Obok ciepła świętej duszy topi się lód serca”.
Janina pracowała w komisji do spraw kanonizacji św. Serafima Sofijskiego. Analizowała świadectwa, potwierdzające cuda dokonane za wstawiennictwem świętego. – Nad pewnymi świadectwami nie dało się pracować bez łez – stwierdza. Były to cuda ocalenia z beznadziejnych chorób, ocalenia zabłąkanych w lesie dzieci i młodości zagubionej w sekcie, znalezienia pracy, męża albo urodzenia długo oczekiwanego dziecka, pomocy w skrajnej biedzie albo uzyskania pieniędzy na leki. A razem z tymi świadectwami tony roztopionego lodu ludzkich serc, umocnienie w wierze, a nawet odnalezienie wiary przez niewierzących, to natchnienie do tworzenia dobrych dzieł. To oświecenie miłością Bożą mnóstwa ludzkich dusz.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)


Anna Radziukiewicz
fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token