Numer 4(382)    Kwiecień 2017Numer 4(382)    Kwiecień 2017
fot.Zmartchwystanie Pańskie - malowidło w cerkwi Świętego Ducha w Białymstoku
Nie jest tak źle jak myślicie – ale może być gorzej!
Grzegorz Jacek Pelica
Przeczytałem (PP 3/2017), że „młodzi nie chcą być liderami”, ale czy to znaczy tylko, że nie chcą się do niczego zobowiązywać? To oznacza, że nie są nauczeni odpowiedzialności. Skutkiem jest potem brak wierności we wszystkich sferach życia i w powołaniach – w małżeństwie, pracy, kapłaństwie, we wszelkich powołaniach służebnych, w przyjaźni… Elementarz odpowiedzialności? To np. rozliczanie w dzieciństwie z zadań, obowiązków, wydanych poleceń: Położyłaś nożyce na swoje miejsce? Odrobiłeś lekcje?
Tak, młodzi z natury (jeśli nie są zdeprawowani) nie są obojętni. Ale co to znaczy? Uważnie patrzą na nas, dorosłych – na byle gdzie rzucone brudne skarpetki, na niepójście na wybory, a potem narzekanie na rządzących, na brak zaangażowania w sprawy parafialne i własnego zdania o sytuacji społecznej. Patrzą na nas, kopiują, mimochodem naśladują – i to czasami ci najbardziej zbuntowani.
Nie zgadzam się, że „pobożności nie należy mierzyć obecnością w cerkwi”. Zwłaszcza, gdy należy się do Kościoła mniejszościowego, obecność w cerkwi definiuje twoją pobożność, brak obecności – rozmywa ją i doprowadza do atrofii. Obecność to jeden z mierników religijności. Należy ostrzegać przed religijnością sprywatyzowaną.
Dlaczego posyłają dzieci do szkół i przedszkoli katolickich / wyznaniowych? Motywacji i przesłanek jest kilka. Z mojej obserwacji (trzydzieści lat w zawodzie, dwadzieścia lat w katechezie szkolnej, wychowywanie sześciorga dzieci własnych) przeważają następujące:
Dla wielu rodziców placówka taka jest protezą nieudolności wychowawczej, niezborności lub strachu przed popełnieniem błędów, zwłaszcza w dziedzinie życia religijnego. Niektórzy zakładają, że nie będą mieć czasu na wychowanie, a na dziadków nie ma co liczyć, bo kontakt z nimi jest incydentalny i nie ma rodzin wielopokoleniowych, mieszkających w jednej izbie.
Nawet dla nieźle sytuowanych młodych rodziców nie do pogardzenia jest też sponsoring. Bogobojni dziadek i babcia chętniej wspierają finansowo, gdy widzą, że wnuki przedłużają ich tradycję i tożsamość. Tę samą, której nie do końca (lub wcale) nie zachowują ich dzieci, tłumacząc się koniecznością dorobienia, przygotowaniem materialnych podstaw bytowania potomstwa. („Tak, aby naszym dzieciom niczego nie brakowało i aby nasze dzieci nie musiały tak ciężko pracować jak my” – częsty i jakże błędny, samobójczy pogląd).
Pada więc pytanie: Czy szkolno-katechetyczna religijna formacja będzie kontynuowana w domu rodzinnym, gdy dziecko ukończy szkołę lub po maturze?
Raczej nie. Ale będzie wtedy wymówka i padnie wyrzut: No przecież posłaliśmy cię do najlepszej, wychowującej po chrześcijańsku, szkoły, a ty mi mówisz, że żyjecie ze sobą pod jednym dachem bez ślubu? …a wy nie chodzicie do kościoła? etc.etc.
Względy bezpieczeństwa: dziecko będzie „zabezpieczone” od przymykania oczu przez nauczycieli (niestety, w większości gimnazjów i publicznych szkół średnich) na narkomanię, używki i inne patologie. Trzeba więc zadać pytanie: A czy dziecko z domu, gdzie nie było kultywowania religijnych/pobożnościowych praktyk, nie wniesie do wychowawczego „kołchozu”, pt. chrześcijańskie liceum czy szkoła podstawowa, areligijnych zachowań, nawyków i …zaczątków swoich uzależnień, które już zaakceptowało lub zainicjowało w przysłowiowej bramie jako „dziecko-blokers”, gdy w niedzielne popołudnia i urlopowe kanikuły rodzice „odpoczywali od dzieci” (czyt. rodzicielskiej troski i wychowania)?
Lucja Niemierowicz słusznie zauważa, że potrzebni są rodzice, bo „inne instytucje mają oddziaływanie okazjonalne”. Nie mogą spotkania młodzieżowych stowarzyszeń katolickich czy bractw prawosławnych odbywać się zastępczo wobec uroczystości rodzinnych, być jakimś „ersatzem” tradycji. Co innego, gdy młodzież pochodzi z domu dziecka, ośrodka opiekuńczego czy wręcz z zakładu poprawczego.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Grzegorz Jacek Pelica

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token