Numer 5(383)    Maj 2017Numer 5(383)    Maj 2017
fot.Anna Radziukiewicz
Nasz Władyka
ks. Michał Czajkowski
Czy to bezczelność ze strony rzymskiego katolika nazywać księdza arcybiskupa Jeremiasza „naszym Władyką”? Być może to uzurpacja. Ale znam wielu katolików (w tym nawet biskupów), którzy bardzo szanują i lubią prawosławnego hierarchę.
Natomiast w naszym małym gronie tłumaczy Nowego Testamentu (Ekumeniczny Przekład Przyjaciół) był rzeczywiście „naszym Władyką”. Nie dlatego, że Jemu ten przekład najwięcej zawdzięcza, bo jest świetnym znawcą języka greckiego, a także biblistyki i teologii (prawosławnej teologii uczyliśmy się od Niego), ale przede wszystkim dlatego, że obdarował nas swoją przyjaźnią.
Jest człowiekiem bezpośrednim, serdecznym, ciepłym, radosnym (mimo kłopotów zdrowotnych).
Żartobliwie odnosiłem czasem do moich pasterzy przekręcone słowa Jezusa. Zdanie: „Nie przyszedłem, aby służyć, lecz aby mi służono” stało się hasłem biskupim.
Nasz Władyka jest zawsze skromny, pokorny i uczynny. Podczas posiłków w bardzo naturalny sposób usługiwał przy stole... Jednak zawsze był dla nas biskupem (wiernym swojej tożsamości prawosławnej, w duchu prawdziwie ekumenicznym). Nie udawało się nam odnieść do Niego złośliwości, stosowanych przez nas w stosunku do biskupów innego Kościoła (nikt się nie domyśli, o jakim Kościele myślę): że nie mówi, lecz przemawia, nie ma twarzy, lecz oblicze, nie idzie, lecz kroczy...

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

ks. Michał Czajkowski
Tekst pochodzi z książki „Nasz Władyka”, wyd. diecezja wrocławsko-szczecińska, rok 2013
fot. Anna Radziukiewicz

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token