Numer 6(384)    Czerwiec 2017Numer 6(384)    Czerwiec 2017
fot.Anna Radziukiewicz
Usprawiedliwić można wszystko
prof. Czesław Portacz
Przesiedleńcza operacja Wisła została zaplanowa i zrealizowana w interesie narodu i państwa polskiego. Przeprowadzono ją na podstawie obowiązującej w tym czasie Ustawy z 30 marca 1939 r. o wycofaniu urzędów, ludności i mienia z zagrożonych obszarów państwa.
Realizująca ją kadra wyższych dowódców składała się z przedwojennych oficerów zawodowych, służących w Wojsku Polskim. Żołnierze ci stopnie oficerskie otrzymali przed wrześniem 1939 r. i w czasie polskiej wojny obronnej. Rząd RP 24 kwietnia 1947 r. podjął w omawianej sprawie uchwałę, głoszącą: „W związku z koniecznością dalszej normalizacji stosunków w Polsce dojrzała całkowicie sprawa zlikwidowania działaności band UPA”. (...)
W PRL akcję przesiedlenia Ukraińców uznawano za słuszną, jednak prac naukowych o niej powstalo niewiele. Dopiero po 1989 r. zaczął się toczyć wokoł niej spór. Szybko się okazało, że nie jest on tylko historyczny, lecz ma aktualne odzwierciedlenie. „Gdyby nie było operacji „Wisła”, to UPA działałaby w tzw. Krainie Zakierzońskiej jeszcze dziesięć lat”, czytamy w 16 tomie „Litopysu UPA”. Ponura perspektywa, która wskazuje na celowość przeprowadzenia Akcji Wisła. Dziesięć lat terroru i zbordni oraz możliwość oderwania od RP 19 powiatów południowo-wschodnich! Jakie państwo mogło tolerować taki stan rzeczy? Należy sobie uświadomić, że gdyby nie zbrodnicza działalność OUN-UPA nie byłoby operacji Wisła i zaprzestać szerzeniu kłamst neobanderowców i reprezentatntów partii zewnętrznych.
Warszawski historyk Jacek E. Wilczur napisał: „Akcja Wisła oznaczała nie tylko koniec gehenny mieszkańców tych ziem, ale również koniec działań wojennych na dużą skalę. Walki poszczególnych grup banderowskich z Wojskiem Polskim trwały aż do września 1949 r., kiedy to oddziały nacjonalistów ukraińskich zostały rozbite, a niedobitki rozwiązane.
Znając charakter, zawziętość i fanatyzm nacjonalistów ukraińskich, gdyby pozostali oni na ziemiach południowo-wschodniej Polski, zgotowaliby nam w sprzyjających warunkach lat 90. nowe Kosowo. Na szczęście władze ówczesnej Polski częściowo zlikwidowały to zagrożenie, a w zasadzie odsunęły je w czasie, ponieważ w Polsce i na Ukrainie neobanderyzm wśród trzeciego-czwartego pokolenia przesiedleńców odradza się”.


(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

prof. Czesław Portacz
kierownik Katedry Bezpieczeństwa i Stosunków Międzynarodowych Politechniki Koszalińskiej
Tygodnik „Przegląd”
(24.04-7.05.2017)

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token