Numer 6(384)    Czerwiec 2017Numer 6(384)    Czerwiec 2017
fot.Anna Radziukiewicz
Przyjaciele
Anna Radziukiewicz
Amy jako dziennikarze Przeglądu Prawosławnego, potem i jako członkowie Fundacji Ostrogskiego, znamy się z Mikołą Matruńczykiem i innymi członkami bractwa, jak ojcami Gieorgijem Łatuszką, Siarhiejem Hardunom, Siarhiejem Kuzmiankowym, prof. Iwanem Czarotą, Taccianą Matruńczyk, Lidią Kułażanką czy Kastusiom Antonowiczam niemal przez całe nasze dorosłe życie. Znamy się, to za mało powiedziane. Przyjaźnimy się. A taka przyjaźń – oddana, ufna, pełna wzajemnego szacunku – może wyrastać tylko na żyznej cerkiewnej glebie.
A ileż z tej przyjaźni korzystał Przegląd Prawosławny, czyli i Wy, Drodzy Czytelnicy! Ileż ciekawych ludzi, spotkań i miejsc zostało odkrytych dla naszych opowieści z Białorusi, dzięki przyjaźni z bractwem, które dla nas stało się jak placówka dyplomatyczna, otwierająca drzwi do hierarchów, parafii, ludzi Cerkwi na Białorusi. Bo zaufanie do bractwa przekładało się natychmiast na zaufanie do jego przyjaciół. Gdyby nie bractwo, tak bliskie nam białoruskie prawosławie pozostawałoby dla nas niemal terra incognita. A my, zapraszani przez bratczyków na Białoruś, prowadzeni tam nieraz za rękę, korzystaliśmy obficie z ich wiedzy i oddania.
Weźmy chociaż jako przykład jedną podróż. Jest lipiec 2013 roku. Mikoła w swym zapracowanym życiu poświęca mi pięć dni, choć część „biura” zabiera ze sobą do samochodu – telefon nieustannie dzwoni, bo trzeba prowadzić wszelkie projekty. Odwiedzamy arcybiskupa witebskiego Dimitrija, człowieka wielkiego formatu i misji prawosławia na wschodzie Białorusi. Rok później zaprasza władyka mnie i Eugeniusza Czykwina do swego białoruskiego podworija w Moskwie (byliśmy wtedy akurat na zgromadzeniu MAP w Moskwie). Ale to nie wszystko. Organizuje dwudniową wyprawę do swojego brata – metropolity Niżniego Nowgorodu i Arzamasu Gieorgija. To czterysta kilometrów na wschód od Moskwy. Jak wiele zobaczyliśmy, jak wiele usłyszeliśmy! Dotarliśmy do ziemi św. Serafima Sarowskiego, byliśmy w Monasterze Diwiejewskim, chodziliśmy po ziemi Piotra i Fewronii Muromskich, opiekunów małżeństw, i Ilji Muromskiego, postaci świętej i bohatera ruskich bylin, odwiedziliśmy jeden z najstarszych ruskich grodów, Włodzimierz nad Klaźmą, z przepięknymi cerkwiami, na przełomie XIII i XIV wieków metropolitalnej stolicy ruskiej Cerkwi. Władyka tak bardzo chciał nasycić nas ruskimi treściami, że spotkanie z metropolitą mieliśmy w jego siedzibie w Arzamasie głęboką nocą, gdzieś po pierwszej godzinie.
Potem ta podróż, bez przyjaźni z bractwem niemożliwa, znalazła odbicie na łamach PP. Po pierwsze byłaby na tyle kosztowna, że naszej redakcji nie byłoby na nią stać, po drugie – przed zwykłym dziennikarzem czy pielgrzymem nikt by nie otworzył takich tematów, nie umożliwiłby kontaktu z takimi cerkiewnymi osobistościami. Wracając do podróży z lipca 2013 – odwiedziłam wtedy z Mikołą Matruńczykiem Mohylew z monasterem św. Mikołaja, w czasach unickich główną ostoję prawosławia na ziemiach byłej Rzeczypospolitej, Orszę i słynny Kuteiński Monaster, Druck z udokumentowaną obecnością prawosławia z samego początku XI wieku. A na północy Białorusi, gdzieś w Parafianowie i okolicach, chodziłam ścieżkami o. Witalija Borowoja, tam urodzonego, jednego z najwybitniejszych duchownych, intelektualistów i dyplomatów ruskiej Cerkwi XX wieku. Obecność Mikoły powodowała, że topniał wobec mnie wszelki dystans. Mikoła otwierał na rozmowy ludzi prostych i cerkiewnych hierarchów. Jakież to ważne dla dziennikarza i pisma, dla którego pracuję!
A ileż było takich podróży w ciągu ćwierć wieku na zaproszenie bractwa albo z powodu naszej prośby o pomoc! Dziesiątki. Nie kończyły się na stolicy. Rozgałęziały się po całej Białorusi – wiodły do Grodna, Połocka, Zasławia, Słucka, Turowa, Mozyrza, Soligorska, Brześcia, Borysowa, Nieświeża, Miru. Podróże współtworzyły nie tylko Przegląd Prawosławny, ale także i wydawany w latach 1995-2000 Samaritan, pismo Światowej Rady Kościołów, oraz ponad dziesięć zredagowanych przeze mnie podręczników dla uczniów Białorusinów w Polsce – do literatury i języka, ale też historii i geografii Białorusi. Zwłaszcza dwa ostanie były „trudne” i bez wspólnego szukania z bractwem ich autorów, ilustratorów, autorów fotografii, dojść do muzealnych i archiwalnych materiałów, byłyby o wiele trudniejsze do zredagowania i uboższe.
Wspólnie z bractwem otwieraliśmy się na takie postacie w naszych dziejach, jak kniaź Konstanty Bazyli Ostrogski, święci Eufrozyna Połocka, Cyryl Turowski, Leoncjusz Karpowicz, Atanazy Brzeski.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz
fot. autorka


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token