Numer 6(384)    Czerwiec 2017Numer 6(384)    Czerwiec 2017
fot.Anna Radziukiewicz
Z Wilna do Mińska czyli duchowym szlakiem
rozmawia Anna Radziukiewicz
Anna Radziukiewicz: – Jak to jest, że świecki filozof, wychowany w czasach sowieckich, głównie na idei marksistowsko-leninowskiej, przychodzi do Cerkwi i zakłada 25 lat temu cerkiewne bractwo?
Mikoła Matrunczyk: – To chyba jest jakaś tajemnica, kiedy jasno uzmysławiasz sobie, co stanowi główną wartość w życiu, a co jest w nim drugorzędne. Kiedy tchnienie Świętego Ducha, jak powiew odwiecznej prawdy, dotknie duszy, nie masz wątpliwości, co jest główną osią życia. Ale wtedy trzeba być czujnym i próbować coś realizować. Oczywiście jednym z głównych pytań było, jak pomóc naszej ojczyźnie, jak ją wzmocnić. Nasza niezależność była świeżutka.
Wszystko było niepewne. I mogło okazać się tymczasowe. Wtedy dochodzi się do przekonania – człowiek jest mocny, gdy w nim pozostaje odczucie wieczności. Naród i państwo mogą być silne, kiedy mają mocny duchowy kręgosłup. To nie jest abstrakcja. Zaczęliśmy co tydzień we środy służyć akatysty do świętych Trzech Wileńskich Męczenników, relikwie których przenieśliśmy z monasteru Świętego Ducha w Wilnie do naszej cerkwi św. apostołów Piotra i Pawła. Nastąpiła strukturalizacja życia. Zaczęliśmy snuć plany oświatowe i wydawnicze i je realizować. Chciało się pracować dla Cerkwi, społeczności i tak jest do dziś.
– W waszej pracy najważniejszy był przekład na białoruski Ewangelii?
– To ważne dzieło, ale nie wiadomo jeszcze, ile osób zaakceptuje przekład i będzie z niego korzystać. Ale poprzez taką translację uduchawia się język, czyni się go bardziej wzniosłym, dostojnym, wartościowym. To ważne.
– Pracujecie często z inteligencją. Na Białorusi ta grupa różnie odnosi się do Cerkwi, niektórzy uważają choćby, że to unicka Cerkiew jest dla Białorusi narodową, ideę rozpowszechniając w środowisku akademickim czy mediach. Jak do tego podchodzicie?
– Od początku istnienia bractwa naszymi znajomymi byli i ci, którzy wybrali Cerkiew unicką – wszak ojczyznę mamy wspólną, przodków tych samych. Oczywiście jest przykro, kiedy stawia się pytanie, jaka jest główna konfesja Białorusinów. Najważniejsze było jednak dla nas to, że ludzie, z którymi spotykaliśmy się dwadzieścia pięć lat temu w naszych wioskach, wytrwale stali przy Cerkwi prawosławnej. Dla nas, wtedy stojących na progu poszukiwań duchowych korzeni, był to sygnał – i co tu będziesz wymyślać, zmieniać, kiedy oni pielęgnują taką tradycję. Niebawem przyszła świadomość, że ci ludzie z wiosek są spadkobiercami tradycji, sięgającej czasów Cyryla Turowskiego, Eufrozyny Połockiej, Wielkiego Księstwa Litewskiego, prawosławnej. A zajedź do Wilna, przejdź się ulicą Ruską, którą założyli nasi ruscy prawosławni przodkowie.
– I przejdź się głównym traktem Wilna, przy którym znajdziesz monaster Świętego Ducha, po drugiej stronie monaster Świętej Trójcy, najpierw prawosławny, potem unicki, dalej cerkiew św. Mikołaja i Piatnicką, a w niedalekim sąsiedztwie Preczystieński sobór. Współczesny wybitny poeta litewski Tomas Venclova pisze, że pierwsza warstwa Wilna była ruska. A te słowa potwierdzają cerkwie stojące w sercu litewskiej stolicy.
– Nie chciałbym osobiście, byśmy dążyli do likwidacji wspólnot unickich powstałych na Białorusi, a jest ich osiem czy dziesięć. Obserwuję, że ludzie, którzy przyszli do parafii unickich, zagłębiając się w historię, duchową tradycję, szukają, wcześniej czy później, drogi do prawosławia. Niech wspólnoty unickie na Białorusi pozostaną takim przedszkolem dla poszukujących.
– Utrzymywaliście kontakty z Bractwem Młodzieży Prawosławnej w Polsce. Co one wniosły do waszego życia?
– Gdy tworzyło się nasze bractwo, byliśmy młodzi. Bractwo w Polsce zapraszało nas niemal na wszystkie ważne imprezy, które organizowało – konferencje, seminaria, gowienija, pielgrzymki.
W Polsce spotykaliśmy też prawosławnych z Finlandii, Ameryki, Słowacji, Cypru, Grecji, także w ramach Syndesmosu, niegdyś prężnie działającej federacji, skupiającej prawosławne organizacje świata. Widzieliśmy współczesnych młodych, zaangażowanych, inteligentnych, dobrze wykształconych prawosławnych z różnych krajów. To nas fascynowało. Bo u nas Cerkiew kojarzyła się ćwierć wieku temu z babulkami. A tu taka interesująca młodzież! Nadawało to naszym planom dynamiki. Szefowie Syndesmosu, kiedy przyjeżdżali na Białoruś, zauważali, że mnóstwo młodzieży nie ma żadnego związku z Cerkwią. Zauważał to choćby o. John Matusiak z Chicago, przywożąc swoją młodzież. A nam się wtedy wydawało – a co mamy takiego ciekawego w Cerkwi, co by młodzież zainteresowało? Wtedy sami „uczyliśmy się” Cerkwi, najczęściej i bardzo chętnie właśnie na Białostocczyźnie. Ona nas inspirowała.
– Aktywność wydawniczą waszego bractwa uzupełniacie pracą przy tak zwanych projektach pomocowych.
– Trzeba pomagać ludziom, których spotkały różne nieszczęścia, choroby. I tak między innymi skupiliśmy wokół siebie ludzi chorych na stwardnienie rozsiane, załamanych, nie potrafiących poradzić sobie z podstawowymi czynnościami. Zaprosiliśmy ich do naszego brackiego domu Kinonija, znajdującego się w podmińskim Kałodziszczy, i zaczęliśmy z nimi regularnie pracować, organizując wykłady i warsztaty aktywizujące ich, usprawniające mięśnie, przekonując, że nie są ani samotni, ani odrzuceni. Teraz ci ludzie sami zbierają środki na swoją działalność. Są pewniejsi swej przyszłości. Pomagamy też rodzinom osób chorych na stwardnienie rozsiane.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

fot. Anna Radziukiewicz

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token