Numer 6(384)    Czerwiec 2017Numer 6(384)    Czerwiec 2017
fot.Anna Radziukiewicz
Dramat świątyń
Anna Radziukiewicz
Do konwersji świątyń dochodziło zawsze. Dziś jednak obserwujemy je w zmasowanej skali, z tendencją rosnącą. Wrogiem świątyń okazały się nie tylko wojny i konflikty, ale i odchodzenie kultury od kultu – jak czytamy w przesłaniu konferencji – czyli sekularyzacja życia i deprecjacja religii. Dziś świątynie nie tylko przechodzą od jednej konfesji do drugiej, czasem od jednej religii do drugiej, ale są i profanowane, bo jakiegoż określenia można użyć, gdy kościół zamienia się na hotel, sklep, warsztat, garaż, dom mieszkalny, a czasem publiczny, publiczne toalety.
Czy dopuszczalne są konwersje? Czy można je traktować jako mniejsze zło? Jaka jest ich skala? Jakie są tendencje w tej sferze, głównie europejskie? Jaka jest rola architekta w tym procesie? – na tego typu pytania usiłowano odpowiedzieć podczas trzeciej międzynarodowej konferencji naukowej (Warszawa-Supraśl, 21-23 kwietnia) „Sacrum – profanum – sacrum”, zorganizowanej przez Program Roboczy „Miejsca duchowe” Międzynarodowej Unii Architektów (UIA) i Zakład Architektury Kultur Lokalnych Wydziału Architektury Politechniki Białostockiej, przy patronacie Stowarzyszenia Architektów Polskich i Komitetu Architektury i Urbanistyki Polskiej Akademii Nauk. Współorganizatorem forum była między innymi Akademia Supraska. – To dla nas radość – mówił archimandryta supraskiej ławry o. Andrzej (Borkowski) – że tak ważna konferencja odbywa się i w naszych murach. Archimandryta przekazał uczestnikom forum błogosławieństwo biskupa supraskiego Grzegorza. – Człowiek powinien czynić dobro i piękno, które tu na ziemi odbija świątynia – mówił, witając zgromadzonych architektów kanclerz Akademii Supraskiej o. Jarosław Jóźwik.
Finansowo wsparła konferencję białostocka firma KAN.
– Mamy pełną jasność w przypadku chrześcijaństwa. Dom Boży musi nim pozostać do końca świata. Tak stanowią zapisy soborowych postanowień, między innymi siódmego powszechnego w Nicei – mówił główny organizator forum, prof. Jerzy Uścinowicz, szef Programu Roboczego UIA „Miejsca duchowe”, baczny obserwator tego, co się dzieje z sacrum w sztuce. A dzieje się nieciekawie. Uważam, że temat konferencji został wybrany jako bardzo nabrzmiały, wymagający refleksji ludzi nauki, sztuki, polityków także i tak zwanych zwykłych. I działań.
W POLSCE

– W Polsce nie byliśmy ani lepsi, ani gorsi od innych narodów – dowodził Jerzy Uścinowicz. – Mamy wiele grzechów na sumieniu. Burzyliśmy i przekształcaliśmy synagogi, kościoły, cerkwie, kirchy. Wiele z tych świątyń do dziś pozostaje w ruinie. I wyliczał: po odzyskaniu niepodległości po 1918 roku z istniejących 94 cerkwi garnizonowych, wznoszonych od połowy XIX wieku do pierwszej wojny, 63 zburzyliśmy. Ten sam los spotkał 127 świątyń w 1938 roku. Nie minęło dziesięć lat, gdy Akcja Wisła wygnała w 1947 roku około 150 tysięcy ludzi z ziem południowo-wschodniej Polski, prawosławnych i grekokatolików, na „ziemie odzyskane”. Cerkwi zabrać nie mogli. Spośród trzystu, ponad sto przekształcono głównie na kościoły rzymskokatolickie, a dwa razy tyle utracono bezpowrotnie.
Podsumujmy liczby, podane przez profesora. Wychodzi około 500 utraconych cerkwi! I to jedynie w ciągu trzydziestu lat XX wieku. Jakiż musiał to być straszny czas nienawiści, wielkiej duchowej porażki, upadku kultury.
Nad tym samym tematem pochyliła się dr architekt Agnieszka Januszkiewicz, uczennica Uścinowicza. Analizowała los wybranych wojskowych cerkwi z dawnego Królestwa Polskiego. Żadna z zachowanych do dziś nie pełni już swojej pierwotnej funkcji kultowej – stwierdziła. – Uległy one znacznym przekształceniom, między innymi dwie dawne cerkwie pułkowe, dziś kościoły w Białymstoku, przy ulicy Pułkowej i Zambrowskiej (przy jednostce wojskowej), także cerkwie w Zamościu, Suwałkach, Augustowie, Modlinie, Łodzi, Dęblinie, Kielcach, Skierniewicach, Chełmie, Ostrołęce, Kozienicach, Koninie, Mławie, Warszawie, Lublinie. Najbardziej ucierpiały kopuły, a tym samym przestrzeń podkopułowa. Usuwano je w pierwszym rzędzie. Taka świątynia traciła swoje proporcje i piękno, ale nie przypominała w oczywisty sposób cerkwi. Usuwano ikonostasy.
Konwersje cerkwi na kościoły chroniły je jednak przed rozbiórką.
Prof. Jan Kurek z Politechniki Krakowskiej zetknął się z prof. Jerzym Nowosielskim. Obaj odczuwali ból po gwałtownym ubożeniu krajobrazu Podkarpacia, po wyrwaniu z jego horyzontu mnóstwa cerkwi unickich i prawosławnych, w większości drewnianych. Prof. Kurek od ćwierć wieku bada i inwentaryzuje, razem ze studentami, to co ocalało z tamtych cerkwi. Bada, jak określa, niepolską architekturę sakralną. Nie boi się mówić o ich pięknie i niepowtarzalności. – W pracy – jak powiedział dla PP – nie zajmuje się nawarstwiającymi się konfliktami między narodem polskim i ukraińskim, co czyni wielu profesorów, a co jedynie budzi jakieś plemienne upiory, tylko usiłuje ocalić to co najważniejsze, bada piękno form, sposób konstrukcji drewnianych elementów cerkwi. Wiedzę przekazuje studentom, z nadzieją, że w kimś zasieje dobre ziarno.
– W czasie konferencji pokazałem pozytywne przykłady dbania o stare cerkwie – mówi. – Negatywnych mógłbym pokazać pięć razy tyle. Ale uważam, ze dobro jest zaraźliwe, nie tylko zło.
Pokazał zabytkową cerkiew w Chotyńcu z początku XVII wieku, zamkniętą po 1947 roku, później przekazaną Kościołowi rzymskokatolickiemu, znów zamkniętą w latach 90. ze względu na jej zły stan, po czym przekazaną pierwotnemu właścicielowi, Kościołowi greckokatolickiemu. Po gruntownym remoncie ta piękna trójkopułowa budowla została wpisana w 2013 roku na listę UNESCO. Niestety, mnóstwo cerkwi nie miało tego szczęścia co chotyniecka. Tracąc swoich dawnych właścicieli, tracą cerkwie także zainteresowanie nimi lokalnych społeczności. Takim smutnym przykładem jest choćby ruina cerkwi w Miękiszu Starym.
W Polsce dramat spotkał synagogi. Nikt z uczestników konferencji nie potrafił ogarnąć w całości procesu konwersji lub niszczenia synagog w Rzeczypospolitej. To ogromny i bolesny temat. Ale „wycinkowe” spojrzenie było, choćby na przykładzie Białegostoku. Dr architekt Piotr Trojniel z Politechniki Białostockiej określił, że Żydzi stanowili przed pierwszą wojną 66 proc. społeczności Białegostoku i mieli 47 synagog i domów modlitwy. Tuż przed drugą wojną było już około stu synagog, bożnic i domów studiów religijnych. Do dziś przetrwały jedynie trzy obiekty i to o zmienionej funkcji i przebudowane tak, że nie przypominają pierwotnego przeznaczenia. W budynku synagogi Piaskowej przy ul. Pięknej mieści się dziś firma deweloperska, synagoga Samuela Mohilewera przy Branickiego długo była siedzibą klubu sportowego, a w domu modlitwy Cytronów przy Waryńskiego ulokowała się Galeria Slendzińskich oraz pomieszczenia biurowe i usługowe.
– Żydzi stali się ofiarami drugiej wojny, holocaustu – mówiła dr arch. Joanna Kabrońska z Politechniki Gdańskiej. – Potem wyjeżdżali w kolejnych falach emigracji. Pozostały po nich bożnice i cmentarze, którymi nie miał kto się opiekować. Joanna Kabrońska analizowała przykłady zmiany funkcji niektórych z ocalałych bożnic – w Sejnach, Krynkach, Krasnopolu, Poznaniu oraz Lublinie.

W ROSJI
Rosjanie policzyli swoje straty, poniesione w koszmarnym dla sacrum tego kraju wieku dwudziestym. Michaił Kesler z Moskwy, reprezentujący Związek Architektów Rosji, mówił, że od razu po rewolucji 1917 roku Cerkiew poddano okrutnym prześladowaniom. Natychmiast przeprowadzono nacjonalizację parafialnej i monasterskiej własności, oddzielono Cerkiew od państwa i pozwolono na nieznany w historii Kościoła eksperyment – totalnego niszczenia Cerkwi, jej duchownych, mnichów i świątyń. Niszczono systematycznie, były jednak i fale szczególnego okrucieństwa, kiedy jakby piekło wyskoczyło na ziemię, wydając bój Świętej Rusi. W 1914 roku na terenie Imperium Rosyjskiego doliczono się 51 174 prawosławnych świątyń, bez wojskowych, do tego ponad 25,5 tys. czasowni, czyli razem z cerkwiami wojskowymi mogło ich być nawet blisko 100 tysięcy. Istniało też 1025 monasterów.
W 1987 roku zostało w ZRRR niespełna siedem tysięcy cerkwi i piętnaście monasterów. W Moskwie do rewolucji było prawie 850 świątyń, (niemal wszystkie prawosławne), po rządach komunistów modlono się jedynie w 51. Dokładnie połowę z nich zburzono, w tym tak znaczące dla duchowości i historii jak cerkiew Chrystusa Zbawiciela, wznoszona przez około 40 lat w drugiej połowie XIX wieku jako pomnik zwycięstwa nad Napoleonem. Cerkwie burzono i w Piotrogradzie, i nawet na dalekiej Syberii. Najostrzejsze fale nienawiści do tego co Boże przyszły podczas „bezbożnej pięciolatki” (1932-1937) i tzw. „chruszczowowskich gonienij” w latach 60.
Zrzucano krzyże, burzono kopuły, znikały z krajobrazu dzwonnice – na co zwracał uwagę doc. arch. Aleksandr Klimienko z Tiumieńskiego Industrialnego Uniwersytetu, z Syberii. Miasta traciły swoje oblicze i piękno, w publiczną przestrzeń wdarł się chaos, bo nie było już punktów orientacyjnych, dominant. Płaskość, szarość i nijakość zawładnęły miastami w sposób dosłowny. To czego nie zburzono wcześniej, popadało w ruinę w latach 70. i 80. jako mienie opuszczone. Dopiero lata 90. przyniosły państwowe środki na restaurację najbardziej znaczących cerkwi.
Kirył Postiernak z Muzeum Architektury w Moskwie zwrócił uwagę na proces tak daleko posuniętej przebudowy cerkwi od lat dwudziestych do pięćdziesiątych dwudziestego wieku, że zrywano zupełnie z sakralną przeszłością obiektu, tworząc jego świeckie oblicze, usuwając wszelkie religijne symbole. Dobudowywano nowe fasady w stylu konstruktywizmu, potem stalinowskiego neoklasycyzmu, tak by pamięć o byłej cerkwi wymazać z ludzkiej świadomości. I tak cerkwie zamieniano na domy kultury, kluby, teatry, planetaria, lodowiska, krematoria czy piekarnie. Najlepsi architekci brali udział w konkursach na przebudowę cerkwi.
Proces demolowania świątyń, choć ominął kościoły katolickie w Polsce w czasach sowieckich, to już nie oszczędził choćby kościołów węgierskich, o czym mówił architekt z Budapesztu Gábor Csanády. W latach 50. zburzono w Budapeszcie XIII-wieczną gotycką katedrę Marii Magdaleny. Burzono i inne kościoły, a mnichów pozbawiano dachu nad głową. Ich klasztorne budynki zamieniano najchętniej na szkoły i domy mieszkalne. W nielicznych wypadkach mnisi mogli wrócić po zmianach ustrojowych na stare miejsce. Państwo wolało wypłacić im odszkodowanie za wysiedlenie.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz, fot. autorka

W następnym numerze do tematu powrócimy. Zamieścimy przyjętą podczas konferencji deklarację.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token