Numer 6(384)    Czerwiec 2017Numer 6(384)    Czerwiec 2017
fot.Anna Radziukiewicz
Na świętym miejscu
Natalia Klimuk
Po raz pierwszy byłam tu przed rokiem, 7 maja, dzień po największym tutejszym święcie – dniu świętego Jerzego. Jakże wciąż było tu świątecznie! Większa kaplica była zamknięta, ale mniejsza, okalająca studnię nad świętym źródłem, otwarta, a lekki wiatr rozwiewał bielutkie firanki, ozdabiające wejście. Dwie kobiety przyjechały rowerami, by jeszcze nasycić się świętem, powspominać, cieszyć się: – Dużo ludzi było i pogoda dopisała – opowiadała Walentyna Zyrczuk-Żar. – O tym świętym miejscu, że ludzie tu przychodzili, opowiadał mi dziadek Denis Szymczuk. Las, w którym bije źródło, należał i należy do jej rodziny, ale samo święte miejsce jest otwarte dla wszystkich. A ci przybywają, może nie tak często, ale przez cały rok. – Zdarza się, że i ktoś z samochodu z warszawską rejestracją pyta o krynoczkę – mówi pani Walnetyna.
W książce o. Grzegorza Sosny „Święte miejsca, cudowne ikony” doczytałam, że historia krynoczki na kolonii wsi Gredele sięga okresu międzywojennego. „Jak głosi przekaz, jeden z mieszkańców Gredel, imieniem Hawryił, był ciężko chory. W czasie snu miał usłyszeć głos, by poszedł do pobliskiego lasku, a tam zobaczy źródełko. Uczynił to, umył się tą wodą i poczuł się uzdrowiony. Na znak wdzięczności źródełko obłożył deskami i ustawił krzyż. Szybko wieść o tym rozniosła się po okolicy i wokół studzienki przybywało coraz więcej krzyży na znak wdzięczności od osób tu przychodzących.
W latach 1947-1948 mieszkańcy poszerzyli studzienkę, wstawili cembrowinę, a nad nią pobudowali maleńką kapliczkę. Od 1954 roku rozpoczęto w dniu św. Jerzego (6 maja) odprawiać nabożeństwa.
Miejsce to, jak i odprawiane tu nabożeństwa, gromadziły coraz więcej wiernych, a z biegiem czasu przyciągały pielgrzymów z okolicznych miejscowości”.
– Bywało rożnie. Zdarzało się i tak, że jak padał deszcz, to ktoś trzymał nad batiuszką parasol, ale w 1993 roku udało się kaplicę postawić. Budował ją i mój mąż Michał Zyrczuk-Żar – opowiadała dalej pani Walentyna. – Teraz też ludzie starają się, by było tu ładnie. To kaplice pomalowane, to ogrodzenie wymienione, to kostka ułożona i tak co raz jest coś nowego.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Natalia Klimuk, fot. autorka


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token