Numer 7(385)    Lipiec 2017Numer 7(385)    Lipiec 2017
fot.Łukasz Troc
Po 75 latach
Natalia Klimuk
Przypomnijmy rok 1942. Wojna. Trwa okupacja niemiecka, a wlasach kryją się partyzanci, którzy co i raz nachodzą wsie.
Niedziela, 14 czerwca. O świcie w Rajsku byli partyzanci mówiący po rosyjsku. Potem przez wieś, w kierunku Strabli, przejechał samochód osobowy. Po paru godzinach wracał. Zatrzymał się koło sołtysa. Siedzieli w nim Niemcy, a z nimi kobieta z dzieckiem, handlująca sacharyną. Potem samochód odjechał w stronę Chraboł. Gdy przejeżdżał koło cmentarza, padły strzały. Dwie osoby w samochodzie zginęły, kobieta została ranna. Kobietą i dzieckiem zajęła się matuszka tutejszego proboszcza, o. Stefana Iwankiewicza.
Wtorek, 16 czerwca. O świcie wieś otoczyły oddziały gestapo i żandarmerii. Wszystkich mieszkańców spędzono na wzgórze koło cerkwi. Tam przeprowadzono selekcję. W pierwszej kolejności wybierano mężczyzn. Jeśli mężczyzna uciekł przed tym dniem z domu, do grupy dołączano żonę, matkę, ojca, syna czy córkę. 149 osób zaprowadzono za wieś i tam rozstrzelano. Trafiły do zbiorowej mogiły, którą była jama po ziemniakach. Wieś spalono, wyrwano bruk, zasypano studnie. Rajska miało nie być. Pozostałe przy życiu kobiety i młodzież do lat 16 wywieziono do Bielska Podlaskiego, a potem na roboty do Rzeszy. Resztę wysiedlono do wsi w gminach Brańsk i Boćki.
Po 75 latach w cerkwi w Rajsku zebrali się duchowni, przedstawiciele władz samorządowych, wojewódzkich, powiatowych, gminnych. Modlitwie przewodniczył biskup supraski Grzegorz. Witając hierarchę proboszcz, o. Jarosław Godun, przypomniał, że świadków wydarzeń sprzed 75 lat jest już mało. Zwrócił uwagę, że pod określeniem „pacyfikacja Rajska” tak naprawdę kryją się tragiczne historie poszczególnych rodzin.
Batiuszka mówił też o o. Stefanie Iwankiewiczu, wieloletnim tutejszym proboszczu, który wraz ze swoimi parafianami przecierpiał rajską golgotę, znosił ciężkie przesłuchania. Teraz wzniesiono krzyż upamiętniający duchownego, który tego dnia poświęcono. Ten duchowny, w czasach, gdy nie można było mówić o Bogu, udał się pod Tomaszów Lubelski, do Poturzyna, i stamtąd, nie bez problemów, przywiózł drewnianą cerkiew, która po przesiedleniach w ramach Akcji Wisła stała pusta. Dzięki niemu w 1947 roku w Rajsku znów zaczęto odprawiać Liturgie.
– Dzisiaj musimy spojrzeć na jeden z momentów w historii – mówił biskup Grzegorz – kiedy człowiek pozbawia życia drugiego człowieka, który umiera niewinnie. Podobną historię mamy też w Biblii, tam brat zabija brata. Abel, człowiek prawy, któremu obiecano szczęście, ginie z ręki Kaina, czyli przyjmując nasze ludzkie miary, zostaje unieszczęśliwiony. Ale my wierzymy, że na wszystko jest wola Boża. Dla każdego człowieka najważniejsze jest życie, ale dla ludzi wiary najważniejsze jest to życie z Bogiem.
Po Liturgii z cerkwi wyszedł krestny chod. Uczestnicy uroczystości, szutrową drogą wśród pól, dotarli na zbiorową mogiłę za wsią. Złożono wieńce.
Po modlitwie głos zabrała wójt gminy Bielsk Podlaski Raisa Rajecka. – Przed 75 laty nikt nie wierzył, że Rajsk jeszcze będzie kiedyś istniał – przypomniała i dziękowała wszystkim zgromadzonym i mieszkańcom gminy Bielsk Podlaski.
Wzruszenia nie kryła Barbara Phieler, pastor Kościoła ewangelickiego z Niemiec. W Rajsku była po raz kolejny: – Cieszę się, jako Niemka, że mogę być tu obecna, prowadzić rozmowy, pobyć razem. Czuję tu dzisiaj ogromny smutek i jeszcze większy wstyd za czyn, który popełnili niemieccy zbrodniarze. Takiego okrucieństwa nie da się zapomnieć. Jesteśmy za nie odpowiedzialni jako naród i jego członkowie. Mówi się, że czas leczy rany, ale tu przeszłość nie przemija, jest stale obecna. Pochylam głowę, głęboko współczuję potomkom i krewnym wszystkich ofiar zbrodni hitlerowskich.
– Ktoś kiedyś stwierdził, że wy chrześcijanie w takich momentach zawsze przebaczacie – mówił biskup Grzegorz – to po co rozdrapywać rany, po co do tego wracać? My pamiętamy po to, aby rany nie zabliźniły się podłością – wyjaśnił hierarcha.
Tym, którzy przeżyli i tym dla których czerwcowe wydarzenia są historią rodzinną, emocje nie pozwalają mówić spokojnie. Bo i sama pacyfikacja, i osierocenie, tęsknota za rodzinną ziemią, i ciężka praca, by mieć dom, odcisnęły piętno na pokoleniach.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Natalia Klimuk, fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token