Numer 7(385)    Lipiec 2017Numer 7(385)    Lipiec 2017
fot.Łukasz Troc
Pod opieką Wszystkich Świętych
Ałła Matreńczyk
Walentyna Leszczyńska na założony w 1887 roku prawosławny cmentarz z górującą cerkiewką Wszystkich Świętych na Wygodzie w Białymstoku chodziła od najmłodszych lat. Lubiła oglądać dziewiętnastowieczne pomniki z marmuru i piaskowca, granitu i innego kamienia, niepowtarzalne i eleganckie. – Gienierał major Jakow Pietrowicz Miłowicz, gienierał lejtienant Nikołaj Wasiljewicz, połkownik Aleksandr Szretter, sowietnik Nikołaj Witte – zapisane cyrylicą nazwiska odczytywała bez trudu, bo przez sześć lat chodziła do rosyjskiej szkoły przy ulicy Kijowskiej.
Do cerkwi pełnej bibułkowych kwiatów, które bez przerwy przynosiła jedna z parafianek, przychodziła garstka wiernych. W 1951 roku spoczął przy jej murze pierwszy biskup wrocławski i szczeciński Michał (Kiedrow). Nabożeństwa odbywały się tak ze dwa razy w miesiącu, odprawiali je duchowni z soboru św. Mikołaja, bo cmentarna cerkiew od początku była jego filią. Tak, filią. To proboszcz cerkwi św. Mikołaja, o. prot. Paweł Zieliński, 31 maja 1892 roku poświęcił kamień węgielny pod jej budowę. Uroczystość poprzedził krestny chod, który przeszedł z soboru Lipową, Sienkiewicza, nazywaną wtedy Mikołajewską, i Wasilkowską, hen za granice miasta, bo cmentarz znajdował się w szczerym polu. Procesja dotarła na miejsce przy dźwiękach Kol Sławien nasz Gospod’ w Sionie, granym przez dwie orkiestry.
Projekt neobarokowej cerkwi i cmentarnej stróżówki, który zachował się do dziś, wykonał architekt Instytutu Panien Szlachetnie Urodzonych w Białymstoku, Lenczewski. Budowa świątyni trwała dwa lata, musieli cieszyć się białostoccy wierni, którzy zebrali na ten cel 4750 rubli. Ale jej wyświęceniu Litowskije jeparchialnyje wiedomosti poświęcają zaledwie dwa zdania. Uroczystość odbyła się 19 kwietnia 1894 roku, wyświęcenia dokonał białostocki dziekan, o. prot. Paweł Zieliński.
Nabożeństwa odbywały się w dni modlitw za zmarłych, w dzień parafialnego święta i na życzenie wiernych.
W latach sześćdziesiątych XX wieku już regularnie. Komunikacja miejska dopiero raczkowała. Duchowni, m.in. dziekan o. Piotr Łopatko, o. Mikołaj Strokowski, dojeżdżali konną dorożką, później już samochodem. Regularnie, w niedużej stróżówce, władyka Nikanor prowadził lekcje religii dla dzieci. Na nie przyprowadzał swych synów Mikołaj Pańkowski, absolwent Akademii Rolniczej w Olsztynie, zatrudniony w urzędzie wojewódzkim geodeta, specjalista od spraw komasacji i wyceny gruntów rolnych.
– Zostańcie tutaj starostą – zaczął przekonywać go w 1968 roku władyka. – Potrzebujemy mądrych, doświadczonych ludzi.
– Władyko, całe dnie jestem poza domem – oponował pan Mikołaj, który rozpoczął dzieło swego zawodowego życia – komasację gruntów w Mielniku i dużo czasu spędzał w delegacjach.
W końcu się zgodził. Urodzony w Kożanach, z cerkwią był związany od najmłodszych lat. I tata, i mama śpiewali w chórze, on jako dziecko przysługiwał. Do partii się nie zapisał, nigdy nie ukrywał, że jest prawosławny. („A Pańkowski to z wierzbą po Lipowej defiluje” – raz na zebraniu partyjnym nawet doniósł na niego kolega, gdy na Wierbnicę, wracając z cerkwi, na moment wziął od żony palmę). Ale starosta, a oficjalnie wicestarosta parafii św. Mikołaja, to dużo bardziej odpowiedzialna funkcja.
Odpowiadał głównie za księgowość, a więc i cerkiewną kasę.
– Co niedziela przeliczałem wszystkie wpływy, pisałem protokoły – a po południu zawoziłem je do soboru na Lipową – wspomina. I pokazuje prowadzone księgi. Staranne, wyraźne pismo, nagłówki w języku rosyjskim, żadnych skreśleń.
Potem nabrał takiej wprawy, że protokoły i pieniądze przekazywał już odjeżdżającym po nabożeństwie duchownym. W ten sposób zaoszczędzał sporo czasu. I tak przez czternaście lat.
– W tym czasie do cerkwi na Wygodzie został zakupiony tylko jeden dzwon, gdy stary pękł – wspomina. – Datki na nowy osobiście zbierał o. Serafin Żeleźniakowicz.
Do cerkwi regularnie przychodziło tak z pięćdziesiąt osób, na święta zbierało się nawet do dwustu. Na cmentarz raz po raz ciągnęły karawany pogrzebowe, za trumną ciągniętą na specjalnej lawecie przez konie szli duchowni i żałobnicy, przemarsz z soboru zajmował około godziny.
Grobów na cmentarzu przybywało. Coraz częściej wierni odwiedzali je nie tylko na Prowody, ale także pierwszego listopada.
– Bardzo lubiłam chodzić z rodzicami na cmentarz już po zmierzchu – wspomina Walentyna Leszczyńska. – I patrzeć na niebo, całe płonęło czerwoną łuną od otwartych zniczy, w charakterystycznych glinianych miseczkach.
Nadeszły lata osiemdziesiąte, przyniosły zmiany w kraju, na świecie i w Cerkwi.
Kto wpadł na pomysł, żeby na Wygodzie utworzyć oddzielną parafię? Podpisy pod petycją na pewno zbierała Zina Korniłowicz, główna księgowa najpierw w Caritasie, potem w PSS-ie, która już jako emerytka prowadziła na cmentarzu kiosk ze zniczami, kwiatami, literaturą i nie szczędząc sił i z prywatnych środków odnawiała zniszczone nagrobki. W końcu z petycją w ręku i Mikołajem Pańkowskim u boku wybrała się do władyki.
Ówczesny biskup białostocki i gdański powołał nową parafię 16 czerwca 1982 roku. Objęła ona wcześniej należące do soboru białostockie osiedla Wygoda, Pietrasze, Bagnówka, Pieczurki do ulicy Towarowej i Białostoczek. Jej pierwszym proboszczem został o. Aleksander Chilimoniuk.
– Jak mała cerkiewka ma pomieścić tylu wiernych? – z tym problemem nastojatiel musiał zmierzyć się w pierwszej kolejności. Drugim, nie mniej palącym, był brak parafialnego domu.
Wkrótce do cerkwi od zachodniej strony został dobudowany szklany pawilon o stalowej konstrukcji, a już w sierpniu, dwa miesiące po utworzeniu nowej parafii, ruszyła budowa plebanii z kancelarią i salą katechetyczną na dole i mieszkaniem dla duchownego na poddaszu.
W 1984 roku nowa rada parafialna z Mikołajem Pańkowskim, nowym starym starostą, mogła zbierać się pod jej dachem. Tematów do zebrań było wiele, roboty jeszcze więcej.
„Cmentarz jest zaniedbany, porośnięty dzikimi krzakami, starymi próchniejącymi drzewami, chwastami, zaśmiecony, źle oświetlony, bez utwardzonej nawierzchni placów i alejek” – napisał podczas wizytacji nowo powstałej wspólnoty biskup Sawa. Powołał zarząd cmentarza, wspólnego dla parafii św. Mikołaja, Wszystkich Świętych i Świętego Ducha, jego przewodniczącym został o. Aleksander Chilimoniuk.
Także tu zaczęły następować zmiany. Uporządkowano alejki, wyznaczono kwatery, doprowadzono wodę i oświetlenie, sporządzono ewidencję nagrobków.
– To dzięki tej ewidencji i pomocy o. Jana Fiedorczuka udało mi się w 2000 roku odszukać grób nauczycielki II Liceum Żeńskiego przy Warszawskiej, germanistki, romanistki i rusycystki Aleksandry Jannau, córki wysokiej rangi carskiego oficera, Pawła Leszkiewicza – podkreśla Walentyna Leszczyńska. – A potem wraz z innymi uczennicami postawić naszej Madame Profesor pomnik.
Na razie mamy lata osiemdziesiąte.
Parafian przybywało, mała cerkiewka trzeszczała w szwach.
Trzeba budować nową, nikt co do tego nie miał wątpliwości. Tylko gdzie? Pierwsza myśl – u siebie, na powiększonym w 1984 roku do blisko siedmiu hektarów cmentarzu.
– A że były to czasy niedoborów na rynku, zawczasu zlasowaliśmy wapno, kupiliśmy pod boazerię kloce dębu i jesionu – wspomina wieloletni wicestarosta Jerzy Połowianiuk. – Uradowani złożyliśmy to wszystko na kładbiszczu.
Ta radość trwała krótko – nieznani sprawcy podpalili drewno.
Nie, cmentarz nie jest dobrą lokalizacją – ten pomysł definitywnie odrzucił władyka Sawa.
Wtedy o. Aleksander Chilimoniuk z Mikołajem Pańkowskim, Janem Panasiukiem, Włodzimierzem Abramowiczem, Eugeniuszem Zielenkiewiczem zaczęli wydeptywać ścieżki po urzędach. Działki szukano przy ulicy Raginisa, przy 27 Lipca obok stawów. W końcu zakupiono plac o powierzchni 8169 metrów przy Trawiastej. Wcześniej, co nie było proste, trzeba było uregulować sprawę własności.
– Cerkiew na takim odludziu? Wielu parafian było zaskoczonych – wspomina Walentyna Leszczyńska, emerytowana główna księgowa w Sądzie, a potem w Domu Poprawczym. – Kto przypuszczał, że dwadzieścia lat później wyrośnie wokół niej takie duże osiedle.
I tak w 1987 roku zaczęła się budowa cerkwi Hagia Sophii, dziś wizytówki Białegostoku, do zamknięcia stanu surowego prowadzona przez o. Aleksandra Chilimoniuka i parafię Wszystkich Świętych. Zaczęła się bardzo uroczyście, bo z udziałem patriarchy ekumenicznego Dymitriosa I, który 20 listopada 1987 roku, poświęcił kamień węgielny,
– Załatwiliśmy pozwolenia, przydziały na materiały, Aleksander Nikitorowicz, Panasiuk i ja zbieraliśmy składki, po 500 złotych od każdej rodziny – dobrze pamięta Mikołaj Pańkowski. – Wykaz ulic i nazwiska parafian dostawaliśmy od proboszcza.
Cała rada pomagała zbudować tymczasową cerkiewkę przy Trawiastej, ogrodzić tamtejszą posesję, a jak blacha miedziana zaczęła znikać z dachu budowanej Hagia Sophii – także pilnować budowy. Nie mówiąc już o środkach finansowych, kierowanych szerokim strumieniem od cerkwi matki do cerkwi córki.
Prowadzona z rozmachem budowa Hagia Sophii oraz domu parafialnego, wszystko według projektu Michała Bałasza, przebiegały dość sprawnie, pozostając oczkiem w głowie parafii na Wygodzie.
A tymczasem także cerkiew Wszystkich Świętych nie dawała o sobie zapomnieć. W 1992 roku, wskutek niefrasobliwości jednego z majstrów, wybuchł w niej pożar. Ogień nadpalił drzwi, dym okopcił ikonostas, wezwana straż pozalewała świątynię wodą. To przyśpieszyło remont.
Trzeba było więc pracować na dwa fronty. A właściwie na trzy. Bo o. Aleksander Chilimoniuk, który nadzorował budowę cerkwi w Jacznie, Dąbrowie Białostockiej i Czarnej Białostockiej, przy załatwianiu niektórych spraw związanych z Czarną prosił o pomoc bardziej doświadczoną radę swojej parafii na Wygodzie.
– Nieraz chodziłem w tej sprawie po urzędach, sprzedawaliśmy też masło w beczkach, olej, kawę z darów, a za zarobione pieniądze kupiliśmy cegłę do Czarnej – wspomina pan Mikołaj.
Tam gdzie buduje się cerkiew, diabeł nie śpi.
Pojawiły się plotki, że pieniądze z parafii wyciekają do prywatnych kieszeni. Burzliwe dyskusje, kto na cerkwi się wzbogacił, prowadzone były nie tylko w na cerkiewnym pogoście czy w domowym zaciszu. Gdy któregoś dnia przeniosły się do autobusu, kierowca nie wytrzymał. Zatrzymał wóz. – Proszę albo przestać, albo wysiadać – nakazał rozemocjonowanym i rozgorączkowanym kobietom.
Wszyscy sądzili, że Hagia Sophia będzie wspólną parafialną cerkwią. Tymczasem 1 sierpnia 1995 roku arcybiskup Sawa podzielił parafię Wszystkich Świętych, liczącą trzy i pół tysiąca wiernych, na dwie odrębne. Do nowo powstałej Hagia Sophii przydzielił większą cześć starej parafii. W parafii Wszystkich Świętych pozostało 645 osób.
Proboszczem nowej został o. Anatol Konach, na Trawiastą przeszli też o. Anatol Hajduczenia i diakon Dymitr Tichoniuk z parafii matki oraz młodzieżowy chór. W starej pozostał chorujący o. Aleksander Chilimoniuk z wikariuszami, o.o. Anatolem Kirykiem i Janem Fiedorczukiem. I starosta Mikołaj Pańkowski.
– Byliśmy bardzo zaskoczeni podziałem parafii – przyznaje Halina Puczyńska, inżynier technologii drewna i nauczycielka matematyki, parafialny skarbnik. – Ze swoimi dziećmi jeździłam już do cerkwi przy Trawiastej. Teraz znowu musieliśmy wrócić do cerkwi na cmentarzu.
 krzyż na kopule.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Ałła Matreńczyk
fot. autorka
i archiwum parafii

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token