Numer 7(385)    Lipiec 2017Numer 7(385)    Lipiec 2017
fot.Łukasz Troc
W Krakowie i Jaworznie
Anna Rydzanicz
Dr hab. Andrzej Zięba z Instytutu Etnologii i Antropologii Kultu-
rowej Uniwersytetu Jagiellońskiego na wstępie wystąpienia
AKCJA WISŁA, PRZYCZYNY SPRAWCY, OFIARY

zaznaczył, że pełnej wiedzy na temat operacji Wisła mieć nie będziemy, dopóki nie poznamy sowieckich zasobów archiwalnych. Autorzy publikacji na jej temat zadowalają się polskimi lub ukraińskimi dokumentami i świadectwami przesiedlanych. On uważa, że wiele napisano, opierając się na propagandzie OUN, dążącej do zaciemnienia sytuacji. Sporo z tej narracji przejęli specjaliści polscy i zachodni. Według nich Akcja Wisła była częścią planu uczynienia z Polski po II wojnie światowej państwa jednolitego etnicznie, czemu miały służyć pozornie dobrowolne a faktycznie przymusowe przesiedlenia na wschód, następnie przymusowe przesiedlenia na zachód, rozproszenie i ostatecznie asymilacja. Wydarzenia związane z wymianą ludności pomiędzy Polską i Związkiem Radzieckim w latach 1944-1946 oraz operacją „Wisła” w 1947 roku nazywane są pierwszym i drugim etapem wysiedleń, co badaczy i ludność utwierdza w przeświadczeniu, że Akcja Wisła rozpoczęła się już w 1944 roku. – Teoria dwóch etapów jest nieuzasadniona – podkreślił dr Zięba – sztucznie wyizolowuje z szerszego kontekstu wydarzenia sprzed roku 1947. Oba zjawiska miały odmienne przyczyny. Wysiedlenia 1944-1946 objęły wszystkie bez wyjątku mniejszości mieszkające wzdłuż nowej wschodniej granicy. Polaków, Litwinów, Białorusinów, Ukraińców, Rusinów i Rosjan objęto tzw. ewakuacjami dwustronnymi. Ich genezy nie należy upatrywać w nastawieniu komunistów do mniejszości narodowych, lecz powszechnym w ówczesnej Europie, także wśród zachodnich sojuszników Stalina, przekonaniu, że bezpieczne są tylko państwa jednorodne etnicznie, skupiska mniejszości zaś mogą być wykorzystywane w sporach państwowych do dywersji i do rewizji granic.
W Polsce doszło do przesunięcia granicy państwa daleko na zachód kosztem utraty ponad czterdziestu ośmiu procent przedwojennego terytorium, zamieszkałego w 1939 roku przez pięć i pół miliona etnicznych Polaków. W następstwie przeprowadzono obustronne przesiedlenia, w istocie ekspatriacje. Ze wschodu wyjechało ponad milion dwieście tysięcy Polaków, większość, blisko osiemset tysięcy, z zachodniej Ukrainy, zaś Ukraińców i Rusinów wyjechało z Polski około czterystu osiemdziesięciu tysięcy. Tak miały powstać nie tylko jednorodna Polska, ale Ukraina, Litwa, Białoruś. O zmianach granicy i przesiedleniach zdecydował Stalin, wcześniej uzyskując zgodę zachodnich sojuszników. Po 1946 roku zaprzestano działań przesiedleńczych wobec Litwinów i Białorusinów.
Geneza wymierzonej przeciwko Ukraińcom i Łemkom Akcji Wisła była odmienna i wiązała się z działalnością Ukraińskiej Powstańczej Armii. – Trzeba podkreślić, że toczyła się ona po obu stronach granicy – mówił dr Zięba. OUN zakładała, że żołnierzem UPA jest każdy Ukrainiec i Ukrainka i w tym przekonaniu utwierdzała walczących z nimi wojskowych.W świetle takiej propagandy żołnierzami UPA mieli być także Łemkowie i członkowie mieszanych, polsko-ukraińskich, rodzin.
Komuniści najpierw liczyli na szybką pacyfikację pogranicza po wysiedleniu większości ludności cywilnej na wschód. Kiedy jednak ona nie nastąpiła, uznali twierdzenia przeciwnika za prawdziwe.
Operacje UPA na terenie Ukrainy przedłużały się, więc sowietom potrzebna była pacyfikacja na sąsiednim froncie. Plan taki polskim komunistom przekazał generał Ostap Steca, oddelegowany przez Stalina do wojska w Polsce.
Steca pochodził z Komańczy, karierę wojskową rozpoczął w latach 1918-1919 w Ukraińskiej Armii Galicyjskiej. To on, a nie – jak niektórzy uważają – generał Stefan Mossor był głównym pomysłodawcą operacji „Wisła”. Generał Steca w listopadzie 1946 roku przekazał polskim władzom, że skoro nie można liczyć na lojalność ludności ukraińskiej, problem należy rozwiązać „przede wszystkim na drodze przymusowego przesiedlenia na tereny Ziem Odzyskanych do jednej ściśle określonej miejscowości, znajdującej się pod ścisłą kontrolą organów bezpieczeństwa”. – Steca mówił w imieniu swych moskiewskich rozkazodawców – stwierdził dr Zięba. Władze radzieckie, przekonane, że ludność ukraińska w Polsce to wierna gwardia OUN, nie chciały przyjmować kolejnych przesiedleńców.
Plan Stecy nie wzbudził entuzjazmu w Warszawie. W grudniu 1946 i lutym 1947 roku Ministerstwo Administracji Publicznej usiłowało kontynuować wysiedlenia ludności ukraińskiej na wschód, ale Moskwa się na nie nie godziła. Pojawiła się wtedy i wśród polskich wojskowych myśl, by skierować Ukraińców na zachód. Postulat wysiedlenia także Łemków wysunęli jako pierwsi generałowie Prus-Więckowski, dowódca Krakowskiego Okręgu Wojskowego i Michaił Chiliński, późniejszy szef sztabu grupy operacyjnej „Wisła”, przeprowadzającej akcję przesiedleńczą, skierowany podobnie jak Steca do Wojska Polskiego. „Łemkowie stanowią bazę zaopatrzeniową pod każdym względem dla band ukraińskich grasujących w tym powiecie. Byłoby pożądane, aby wystąpić z wnioskiem do rządu o spowodowanie przesiedlenia pozostałych jeszcze w powiecie Nowy Sącz Łemków na teren Ziem Odzyskanych” – pisali wbrew faktom. W Warszawie nadal nie podejmowano w tej sprawie decyzji, jedynie w lutym 1947 roku generał Mossor wnosił o przesiedlenie w rozproszeniu, a nie w jednym miejscu, jak chciał tego Steca.
Ostatecznie sprawę przesądziła śmierć generała Świerczewskiego w zasadzce UPA 28 marca 1947 roku. Nagle zniknęły wszelkie wahania i opory. Decyzje i zalecenia generała Stecy były podejmowane bezzwłocznie przez Biuro Polityczne KC PPR, rząd, ministerstwa, dowództwo armii. Nakazano przeprowadzenie wysiedleń, choć nic nie było przygotowane.
– Śmierć Świerczewskiego była iskrą, która podpaliła lont, choć nie była przyczyną główną – podsumował dr. hab Zięba. – Były nią OUN-owska prowokacja, która wykreowała wizerunek ludności ukraińskiej i łemkowskiej jako cywilnej armii OUN, oraz decyzja Stalina, podjęta dla uniknięcia przesiedlenia tej cywilnej armii na sowiecką Ukrainę.
Następnie z wykładem
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)
AKCJA WISŁA W NARRACJACH CZŁONKÓW ŁEMKOWSKIEJ WSPÓLNOTY PAMIĘCI
wystąpiła dr hab. Ewa Michna z Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych UJ. Przedstawiła obraz Akcji Wisła, wyłaniający się z relacji, zebranych w trakcie wieloletnich badań, przedstawicieli wspólnoty łemkowskiej.
– We wszystkich narracjach Akcja Wisła pojawia się jako istotne wydarzenie w historii grupy – mówiła.
Podstawowym dla niej pojęciem jest wspólnota pamięci, łącząca badanych Łemków. O powstaniu tej więzi decyduje przekonanie grupy o wyjątkowości własnych doświadczeń w odniesieniu do innych grup. Wspólnoty pamięci tworzą zarówno uczestnicy wydarzeń, jak i wszyscy, którzy czują się z nimi związani, nawet jeśli nie mają w rodzinie ich świadków.
We wspomnieniach powtarza się kilka wątków. Przyczyny wysiedlenia określano: „wysiedlili nas, żeby zniszczyć ten naród”, „za karę, za bandy UPA”, „za zabicie generała Świerczewskiego”. Tu pojawiają się wypowiedzi polemiczne, że zrobiło to UPA, a Łemkowie nie mieli z tym nic wspólnego. Najczęściej powtarzało się w badaniach stwierdzenie, że Łemków wysiedlono z powodu niesprawiedliwego, krzywdzącego utożsamienia ich z Ukraińcami. „Wysiedlono Łemków, bo ich podczepiono pod Ukraińców” lub „wysiedlono ich przy okazji”.
Emocjami nasycony jest pierwszy okres pobytu wysiedlonych na Ziemiach Zachodnich. – Wielu z moich rozmówców z trudem powstrzymywało łzy – mówiła Ewa Michna. – Rozmówcy mówili o strachu, niepewności, żalu. Jak przyznaje, w początkowym okresie badań czuła się wobec ogromu emocji nieco bezradna. Dziś wie, że niektóre reakcje można określić jako próby radzenia sobie rozmówców z nieprzepracowaną traumą.
Pamięć o deportacji była żywa także wśród młodszych rozmówców, znających opowieści swoich dziadków i rodziców. Oni też niekiedy mówili o tym z ogromnymi emocjami Dr Michna na początku lat 90. nie wiedziała jeszcze, że narracje młodszych rozmówców są przykładem działania postpamięci, czyli pamięci osób znających wydarzenie z rodzinnych opowieści. To szczególny rodzaj pamięci, żywej, ale nie pochodzącej z własnego doświadczenia.
Istotnym wątkiem badań było osadzenie Łemków w Jaworznie. Aresztowania w Jaworznie pojawiają się w większości narracji zarówno ze strony więźniów, jak i osób z ich otoczenia. Badaczka korzystała z relacji bliskich, krewnych, sąsiadów więźniów i tych, których więziono. „Mnie aresztowali przed wysiedleniem. Powód aresztowania był taki, że nie wiadomo za co. Kazali się zgłosić na UB i zamknęli. Do dziś dnia nie wiem za co. Bardzo dużo było aresztowanych, podejrzewanych, że należeli do bandy UPA. Cuda. Gdzie tam kto należał, Pani? Ani jednego człowieka tam nie sądzili, ani nic. Tylko trzymali nas jak barany”.
Pojawiają się refleksje dotyczące mienia pozostawionego na Łemkowszczyźnie. „Lepsze budynki zajęli repatrianci. My dostali najgorsze, zdewastowane, zapuszczone, a przecież ja tutaj zostawił prawie nowy dom”. Ważny wątek w opowieściach to powroty po 1956 roku, kiedy większość Łemków nie mogła odzyskać swoich domów. „Jak wróciłem do Smerekowca, to musiałem kupić swoje od nowa. Najpierw musiałem osadnikowi odstępne dać, żeby się wyniósł, a potem kupić od „państwa”. Mówię, że moja ziemia jest drogocenna, bo trzy razy kupiona. Najpierw ojciec kupił raz, bo w Ameryce robił. Kupił pole, potem ja kupił od osadnika, a potem jeszcze raz „państwu” zapłacił”.
W latach dziewięćdziesiątych Ewa Michna pisała, że deportacja i osiedlenia Łemków to ich osobisty dramat. Dziś dodałaby jeszcze słowo trauma, która uderzyła w podstawy życia społecznego, zniszczyła więzi i naruszyła poczucie wspólnoty. Trauma w ujęciu kulturowym i społecznym sprawia, że członkowie dotkniętej nią zbiorowości czują, że brali udział w straszliwym wydarzeniu, które odcisnęło mocne piętno na ich zbiorowej świadomości, na zawsze naznaczyło ich wspomnienia i w sposób nieodwracalny zmieniło ich tożsamość.
Dr hab. Helena Duć-Fajfer z Instytutu Filologii Wschodniosłowiańskich UJ, wiceprzewodnicząca Stowarzyszenia Łemków, inicjatorka i organizatorka trzydniowych obchodów, wystąpiła z wykładem

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)


Anna Rydzanicz, fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token