Numer 7(385)    Lipiec 2017Numer 7(385)    Lipiec 2017
fot.Łukasz Troc
Nieważne są ściany, lecz ludzie
Eugeniusz Czykwin
Targana wojną, kryzysem ekonomicznym i polityczno-społecznym zamętem bliska nam Ukraina rozdzierana jest także konfliktem religijnym. Rozdzielony, po sześciuset latach przynależności do prawosławia, unią brzeską naród ukraiński dziś dzielony jest tragicznym wewnątrzprawosławnym rozłamem (raskołem). Powstałe z naruszeniem kanonów Cerkwi, a przez to nieuznawane przez światowe prawosławie struktury – Ukraińska Prawosławna Cerkiew Kijowskiego Patriarchatu (UPC KP) i Ukraińska Autokefaliczna Cerkiew Prawosławna (UAPC) oraz ukraińscy grekokatolicy – realizując swoje cele odgrywania roli „kościołów narodowych”, zaciekle atakują pozostającą w jurysdykcji ruskiej Cerkwi, a przez to w jedności ze wszystkimi lokalnymi Cerkwiami, Ukraińską Cerkiew Prawosławną (UPC). Choć UPC, którą tworzy ponad 12 tysięcy parafii i blisko 200 monasterów, w których przebywa około 4,5 tysięcy mnichów i mniszek, posiada pełną autonomię i niezależność od moskiewskiego patriarchatu w finansowej i administracyjnej, z wyborem biskupów włącznie, sferach życia cerkiewnego, to w należących do ukraińskich oligarchów mediach i przez organizacje ukraińskich nacjonalistów, mających ogromny wpływ na polityczne życie, oskarżana jest o „brak patriotyzmu” i „wysługiwanie się agresorowi”.
Walka z prawosławiem, z Cerkwią św. Włodzimierza, która – jak stwierdza członek Akademii Nauk Ukrainy prof. Piotr Tołoczko – przyniosła naszym przodkom nie tylko wiarę, ale także pismo, prawo, architekturę, sztukę, całą kulturę, ukształtowała nowy sposób życia, przybiera coraz to nowe formy. Po serii mających miejsce w obwodach Zachodniej Ukrainy siłowych, z zaangażowaniem bojówek Prawego Sektora, przejęć świątyń, w zwalczanie UPC w sposób otwarty zaangażowali się politycy. Grupa deputowanych z bloku Petra Poroszenki i Ludowego Frontu złożyła w Werchownej Radzie Ukrainy dwa projekty ustaw o numerach 4128 i 4511, których przyjęcie dałoby antyprawosławnym radykałom i popierających ich władzom wręcz nieograniczone możliwości ingerencji w wewnętrzne sprawy Cerkwi, z jej prawną likwidacją włącznie.
Przeciwko przyjęciu ustaw, naruszających ukraińską konstytucję – gwarantującą wolność religijną – i normy międzynarodowego prawa zaprotestowali nie tylko hierarchowie, duchowni i wierni UPC. Sprzeciw zgłosiły wszystkie, prócz tzw. kijowskiego patriarchatu, zrzeszone we Wszechukraińskiej Radzie Kościoły i religijne związki. Zdecydowane stanowisko zajęli rzymskokatoliccy biskupi, a także Stolica Apostolska, Światowa Rada Kościołów i – co zrozumiałe – zwierzchnicy autokefalicznych Cerkwi prawosławnych. W przeddzień wyznaczonego na 18 maja głosowania, przed Werchowną Radą i w wielu ukraińskich miastach odbyły się modlitewne stojanja, w czasie których wierzący modlili się o wrozumlennie sprawujących władzę. Przewodniczący Rady, bez podania kolejnego terminu, zdjął z porządku obrad „antycerkiewne” – tak określa się w cerkiewnej publicystyce – projekty. Niestety, nie oznacza to zaprzestania prześladowań kanonicznej Cerkwi. „Płacze Chrystus, śmieje się szatan, cierpi Ukraina” – tak sytuację na Ukrainie opisują ludzie wierzący.
Uwzględniająca normy zachodniej demokracji konstytucja Ukrainy stanowi o rozdziale między państwem a religijnymi związkami, co wyklucza możliwości ingerowania urzędników państwowych w wewnętrzne sprawy Cerkwi. Tymczasem wspomniane projekty ustaw, które ~ gdyby nie zdecydowany sprzeciw w samej Ukrainie i w świecie – z pewnością zostałyby uchwalone, postawiłyby UPC, jedyną kanoniczną Cerkiew na Ukrainie (żadna z autokefalicznych Cerkwi za taką rozłamowych struktur nie uznaje) poza prawem. Po uchwaleniu projektu 4511 „o szczególnym statucie religijnych organizacji, których kierownicze centra znajdują się w państwach uznanych przez Werchowną Radę Ukrainy za państwa – agresora”, stanowiska biskupów, proboszczów, archimandrytów monasterów mogłyby zajmować jedynie osoby, których kandydatury zostały wcześniej „uzgodnione” z organami władzy. Naruszenie tej zasady dawałoby organom państwa prawo „inicjować...” postępowanie, zmierzające do „zaprzestania działalności takiej religijnej organizacji na terytorium Ukrainy”. Oznaczałoby to prawną likwidację Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi.
Zasadę „uzgadniania” kandydatur prawosławnego duchowieństwa stosowały polskie władze w okresie międzywojennym. Wówczas tak stanowił dekret Prezydenta RP z 18 listopada 1938 roku. Prawosławny biskup bez zgody wojewody mógł obsadzać jedynie stanowiska stróża cerkiewnego.
Władze II Rzeczypospolitej prowadziły z prawosławiem bardziej lub mniej skrywaną wojnę. Jej apogeum nastąpiło w 1938 roku, kiedy to w barbarzyńskiej akcji na Chełmszczyźnie i Południowym Podlasiu zburzono blisko 150 świątyń. W całym dwudziestoleciu międzywojennym Cerkiew stracila około 500 świątyń. To cerkwie zburzone, zamienione na kościoły albo opuszczone (deportacje prawoslawnych 1944-1947) popadały w ruinę.
W okresie PRL-u władze w różnoraki sposób ingerowały w wewnętrzne sprawy wszystkich Kościołów i związków wyznaniowych, także, choć w ograniczony sposób, Kościoła rzymskokatolickiego. Dotyczyło to m.in. kandydatów do sakry biskupiej. Władze – tak było w przypadku późniejszego papieża Jana Pawła II – „wskazywały” jednego z trzech przedstawionych przez Kościół kandydatów. I dopiero po przełomie 1989 roku zasada rozdziału państwa i Kościoła oraz związków religijnych – co znalazło potwierdzenie w ustawach – została zrealizowana.
Z przyjętych w Polsce, także w innych państwach byłego bloku socjalistycznego, rozwiązań mogłaby skorzystać i aspirująca do Unii Europejskiej Ukraina. Tymczasem jej obecne władze nie tylko tolerują akty przemocy wobec UPC, ale skłonne są do przyjęcia aktów prawnych, „nie mających analogii w cywilizowanym świecie” – tak projekty nr 4511 i 4128 w posłaniu do prezydenta Petra Poroszenki określił patriarcha bułgarski Neofit.
Równie jak w ustawie „o szczególnym statusie…” skandaliczne postanowienia zawarto w projekcie nr 4128. Przewidziano w nim procedurę przejmowania, czytaj zabierania, świątyń poprzez zmianę „samoidentyfikacji religijnej wspólnoty”. W praktyce scenariusz „przejmowania” cerkwi, kościoła czy synagogi wyglądałby następująco: dostatecznie duża grupa obywateli, niezależnie czy i jak uczestnicząca dotychczas w życiu konkretnej wspólnoty, będzie mogła oświadczyć, że „identyfikuje się” jako członkowie właśnie tej wspólnoty i „oświadczyć”, że chce przynależeć do dowolnie wybranej, innej niż dotychczas, kościelnej struktury – w przypadku świątyń UPC najczęściej „wybieraną” nową strukturą, na co liczą autorzy projektu, byłby tzw. kijowski patriarchat. Na mocy ustawy świątynia zostałaby przekazana innemu Kościołowi, a pozostający „w mniejszości”, nie zgadzający się ze zmianą duchowni i wierni z niej usunięci. Jak w praktyce wyglądałoby to „przekazanie”, pokazały wydarzenia na Zachodniej Ukrainie, gdzie bojówki Prawego Sektora, używając pałek, gazu i koktajli Mołotowa, bijąc broniących swoich świątyń ludzi, odbierały cerkwie „moskiewskim popom” i „przekazywały” je „patriotom” z kijowskiego patriarchatu. Mimo zaangażowania nacjonalistycznych bojówek, poparcia lokalnych władz i bierności policji, raskolnikom udało się dotychczas przejąć zaledwie 40 z ogólnej liczby 12 tysięcy należących do kanonicznej Cerkwi świątyń. Wiara i świadomość często prostych wiejskich kobiet, że raskoł jest grzechem, którego bez pokojanija nie zmywa nawet męczeńska krew, okazują się być silniejsze od siły i propagandy tych, którzy „dla sławy” Ukrainy walczą z wiarą swego narodu.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Eugeniusz Czykwin
fot. ze strony uoj.org.ua


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token