Numer 7(385)    Lipiec 2017Numer 7(385)    Lipiec 2017
fot.Łukasz Troc
Nad Księgą
Natalia Klimuk
Poniedziałek. Po pracy, po szkole, z domu, studenci, ci co już odchowali dzieci, emeryci, lekarze i prawnicy, małżeństwa, aktywni członkowie bractwa młodzieży i ci, którzy swej drogi do duchowego życia szukają, spotykają się w Centrum Kultury Prawosławnej w Białymstoku. Zaczynają się zajęcia z języka cerkiewnosłowiańskiego, prowadzone przez protodiakona Wiaczesława Perka. Modlitwa. Uczestnicy wyjmują Pismo Święte po cerkiewnosłowiańsku. Każdy swoje. To księgi szanowane, ale przede wszystkim czytane. Na przekór czasom, bo mam wrażenie, że teraz – tak w skali makro – to Pismo Święte jest owszem pięknie wydawane, opracowywane, łatwo dostępne w różnych językach, ba!, cytowane w mediach, ale już niekoniecznie czytane – uważnie, regularnie, „z czystym sercem”.
Uczestnicy po kolei czytają na głos fragmenty Ewangelii. Jestem w bardziej zaawansowanej grupie, istniejącej od trzech lat. Ci, którzy często dopiero na tych zajęciach poznali alfabet cyrylicki, po nauce czytania na podstawie Czasosłowu, teraz czytają Ewangelie bez wyjątków, tak jak są ułożone. Diakon czasem zwróci uwagę na prawidłowy akcent, literówkę, powie, że dziwnie brzmiąca dla współczesnego ucha konstrukcja to liczba podwójna, wyjaśni znaczenie słowa. Potem jest komentarz, wyjaśnienie nie tylko literalnego znaczenia, ale przede wszystkim sensu całego przekazu. O. Wiaczesław wyjaśnia na przykład, że niewolnicy w czasach Chrystusa mieli inny status niż myślimy obecnie (właściciel był za niego odpowiedzialny, miał mu zapewnić dach i pożywienie), pokaże konteksty czy z innych przypowieści, czy ze współczesnego życia, przypomni, że natura ludzka i kiedyś, i dziś jest właściwie taka sama.
Mówią i uczestnicy zajęć. Robią to chętnie, bo tu panuje dobra atmosfera. Taka, w której nie ma się obaw przed zadaniem pytania, głośnym wypowiedzeniem swoich przemyśleń.
– Przede wszystkim chciałam zrozumieć Ewangelię tak dla samej siebie, bo rozumienie sensu jest najważniejsze – mówi Aneta Turowska. Z czytaniem poszło jej łatwo, bo wcześniej w szkole poznała alfabet cyrylicki.
– Te zajęcia to nie samo czytanie czy nauka słówek – mówi Sławomir Roszczyc, chodzący na zajęcia wraz z żoną Mirosławą – to przede wszystkim nasze spotkania z Ewangelią. Dostajemy od naszego batiuszki naprawdę dużą porcję wiedzy. Wcześniej nieraz człowiek wyłączał się podczas Liturgii, teraz jest inaczej, rozumiem więcej. Im bliżej poznaję język cerkiewnosłowiański, tym bardziej czuję, że tak naprawdę, w głębi nie jest on mi obcy, to po prostu nasz język! Pani Mirosława zauważa, że w cerkiewnosłowiańskim jest pewien mistycyzm, ale osobiście mogłaby chodzić i na nabożeństwa po polsku, to mąż jest w tej kwestii zasadniczy. Dlaczego? – Może to błędne myślenie, ale prawosławie jednoznacznie utożsamiam z cerkiewnosłowiańskim. Z zajęć obydwoje są bardzo zadowoleni. – Na te poniedziałki tak bardzo czekamy! Teraz z każdego nabożeństwa wynosimy znacznie więcej – dodaje pani Mirosława.
Roszczycowie na zajęcia trafili dzięki znajomej, Irenie Myszkiewicz, to ona znalazła ogłoszenie w Internecie: – Zawsze chciałam uczyć się cerkiewnosłowiańskiego, ale nie wiedziałam gdzie. Po znalezieniu na cerkiew.pl informacji o zajęciach, zdecydowałam się szybko i nie żałuję. Tu poznałam alfabet i właściwie tu po raz pierwszy mam lekcje religii. Wcześniej uczyłam się z podręczników moich dzieci. To wspaniałe zajęcia! Na pewno są takie dzięki prowadzącemu. Prosimy naszego batiuszkę, by znalazł czas dla nas i w przyszłym roku.
Protodiakon Wiaczesław Perek wcześniej też uczył. Jeszcze jako lektor w białostockim soborze św. Mikołaja, do którego przychodził od najmłodszych lat, uczył czytania młodszych prisłużników. Takich uczniów ma sporą gromadkę, są wśród nich seminarzyści.
– Zajęcia w Centrum Kultury Prawosławnej prowadzę od pięciu lat. Kiedyś większy nacisk kładłem na poprawność językową, akcenty, teraz skupiam się na sensie czytanych tekstów – mówi o. Wiaczesław.
– W tym roku w trzech grupach zaawansowania język poznaje ponad dwadzieścia osób, w zeszłym roku było prawie czterdzieści – mówi o. Wiaczesław. – Niestety, ograniczony czas, którym dysponuję, nie pozwala mi na prowadzenie dłuższych cykli niż trzyletnie.
Czytanie na głos, wspólne komentowanie. Godzina zajęć mija niepostrzeżenie. Krótkie ustalenia co do następnego spotkania, modlitwa i za każdym razem powtarzana przez o. Wiaczesława „praca domowa”: – Otwierajcie w domu Pismo Święte. Czytajcie.

Natalia Klimuk, fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token