Numer 7(385)    Lipiec 2017Numer 7(385)    Lipiec 2017
fot.Łukasz Troc
Kronika Michała Bołtryka
Michał Bołtryk
- Aleksander Kwaśniewski, były prezydent RP, o Konstytucji obecnej i wcześniejszych: „Dwadzieścia lat temu dobrze odczytaliśmy sytuację i uznaliśmy, że tylko w tamtej kadencji, 1993-1997, była możliwość zbudowania większości konstytucyjnej. I to się udało, Konstytucja jest rzeczywiście demokratyczna, z szerokim zakresem praw i wolności obywatelskich. W dodatku przetrwała dwadzieścia lat, co w polskich warunkach nie jest normą. Konstytucja 3 Maja, którą czcimy, w ogóle nie weszła w życie i przyspieszyła rozbiór Polski, Konstytucja marcowa z 1921 roku została obalona zamachem majowym, a kwietniowa z 1935 roku była antydemokratyczna. Następną już pisano z uwagami Józefa Stalina. Historia polskich konstytucji jest mało szczęśliwa. I oto mamy ustawę zasadniczą, która działa przez dwadzieścia lat, moim zdaniem – dobrze. Jest ona też pierwszą i jedyną przyjętą przez ogólnonarodowe referendum”.

- Z rozmowy (Przegląd, 5-11.06. 2017) z prof. Aleksandrem Krawczukiem (nestorem polskich historyków, wybitnym znawcą starożytnosci, byłym ministrem kultury, autorem wielu książek, 7 czerwca skończył 95 lat): „– Pod patronatem prezydenta Andrzeja Dudy grupa polskich historyków przygotowuje „strategię polskiej polityki historycznej”. Sam prezydent stwierdził, że „prowadzenie polityki historycznej to jedno z najważniejszych działań prezydenta. – Dla mnie nie istnieje pojęcie polityka historyczna i nigdy nie posługiwałem się tym terminem. Historię należy badać i wyciągać poprawne wnioski z dostępnych źródeł i przekazów, a nie naginać do aktualnych potrzeb politycznych. Nie jest ona w żadnym wypadku materiałem do tworzenia strategii polityki historycznej. (...) Łączenie profesji polityka i historyka prowadzi do wypaczeń i legitymizowania przez naukowców rządzącej elity. W czasach PRL nazywano to po prostu propagandą. Każdy wiedział, że zatwierdzanie patronów szkół i nazw ulic należy do partyjnych wydziałów propagandy. Nikt tego nie nazywał polityką historyczną”.

- Andrzej Mencwel, profesor, historyk literatury, w miesięczniku „Zdanie”: „Zadaniem kultu „żołnierzy wyklętych” jest symboliczne unieważnienie powojennych reform społecznych oraz zmuszenie do milczenia wszystkich ich zwolenników. Wmawia się dziś dzieciom i młodzieży, że ich dziadkowie i ojcowie byli kolaborantami, bo powinni byli kryć się w lesie i wysadzać pociągi wożące cegłę na odbudowę Warszawy, i co ważniejsze, unieważnia prawdziwe zdobycze społeczne, a taką zdobyczą była reforma rolna, na którą w Polsce czekano od pokoleń. Nieprzypadkowo też znani dziś politycy nazywają się Duda, Szydło, Rydzyk, Szyszko, itp. To państwo opiera się na ludziach z awansu społecznego, o rodowodach plebejskich, pławi się zaś w symbolice martwej szlachetczyzny”.

- Jarosław Dobrzański, filozof i historyk idei, o tak zwanej reprywatyzacji: „To, że w czasach rewolucji i kontrrewolucji część establishmentu obalonej władzy przechodzi na drugą stronę, stając się podporą i beneficjentem nowych porządków, jest powszechnym zjawiskiem, jeśli nie prawem historycznym. To nie agenci i ekskomuniści rozkradli własność, choć wśród złodziei znaleźli się jedni i drudzy, tylko członkowie nowej oligarchii, którym warunki do kradzieży stworzyło państwo postsolidarnościowe, a szczególnie dwie jego władze – trzecia i czwarta. Władza sądownicza, która sankcjonowała bezprawie, i usłużna żurnalia, która przez 30 lat prała mózgi Polaków za pomocą prymitywnych sloganów, że własność prywatna jest święta i że zagrabione trzeba oddać. Te propagandowe hasła były wszystkim, co w tej kwestii miała do powiedzenia wpływowa w czasie rządu PiS Zyta Gilowska. Jak na profesora ekonomii to prawdziwy popis erudycji. Ludzie z koterii Tuska, do której ona sama wcześniej należała, nie musieli i nie chcieli niczego w tej materii zmieniać. Dzięki temu 10 lat rządów PO-PiS stało się okresem żniw dla reprywatyzacyjnej gangsterki zalegalizowanej na podstawie ideologii nienawiści do PRL”.

- Tak o „czwartej władzy” mówi Andrzej Sworz, naczelny miesięcznika „Press”: „Daliśmy się politykom podzielić. Pracowaliśmy na to przez lata. Podziały w środowisku były zawsze, ale po 2010 roku dziennikarze sami się wprzęgli do rydwanów politycznych. Bardzo politykom pomogliśmy w rozgrywaniu dziennikarzy przeciwko sobie. (...) Nastawienie polskich polityków do dziennikarzy – niezależnie czy Millera, czy Tuska, czy Kaczyńskiego – było zawsze takie samo. Ja rządzę, a wy mnie tu dobrze opisujcie. Jeśli dziennikarze źle pisali, to była wina ich, a nie moja. A władcy zawsze przecież można zasugerować, gdzie należy dawać reklamy, czy porozmawiać z właścicielami mediów o zmianie naczelnego. Przez lata tak było. Niestety, sami dziennikarze, nie wykazując śladów zawodowej solidarności, pluli sobie do zupy”.

- Z rozmowy z Dmitrijem Babiczem, rosyjskim publicystą, w „Myśli Polskiej”: „Ukraina przechodzi teraz czas marzycielstwa i to prowadzi do tragicznych skutków. Wychodzi na to, że wszyscy marzą. Rosja marzy, by Ukraina wróciła i żyli obok siebie tak jak wiele lat temu w przyjaźni. Ukraina marzy, by pójść w stronę Europy, gdzie będą żyli zupełnie inaczej niż żyją teraz. Polska marzy, aby Ukraina nagle była cywilizowanym, również europejskim krajem, przeprosiła za rzeź wołyńską, itd. Wszyscy marzą, a gdy marzą wszyscy to rzeczywistość staje się okropna. Podobnie było w Rosji przed rewolucją 1917 roku. Wtedy też wszystkie siły polityczne mówiły, że rozpocznie się nowe fantastyczne życie. Bolszewicy myśleli, że będzie komunizm. Liberałowie myśleli, że pozbędą się cara i będzie demokracja. Nawet monarchiści myśleli, że będzie rozkwit monarchii z carem Mikołajem. Wszyscy marzyli, a na rzeczywistość nikt nie patrzył i zamiast do raju trafiliśmy do piekła. Dlatego jeżeli mówimy o tym, jakich relacji chciałbym między Polską, Ukrainą i Rosją, to chciałbym realizmu – żebyśmy spojrzeli kim jesteśmy. I zamiast iść gdzieś daleko w świat, powinniśmy się starać zbudować to życie, które możemy”.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token