Numer 9(387)    Wrzesień 2017Numer 9(387)    Wrzesień 2017
fot.Anna Radziukiewicz
A w Bielicznej trawa po pas
Paweł Krysa
Dotarłem do niej wiele lat temu, zupełnie przypadkowo. Podobnie jak Andrzej Stasiuk, bardzo lubię mapy i lubię je studiować. Dlatego kiedyś, patrząc na miejsce, w którym rzeka Biała wpada do Dunajca – a wszystko to w moim Tarnowie – zadałem sobie pytanie: no dobrze, ale gdzie się zaczyna? I pojechałem palcem po mapie w górę jej biegu, aż do momentu, gdy zatrzymał się na samej granicy słowackiej, na stoku Lackowej, a w nawiasie (czyli, że już nie istnieje), było napisane BIELICZNA. W najbliższy weekend już tam byłem, a to co zobaczyłem, śmiało mogę nazwać miłością od pierwszego wejrzenia. I musi coś w tym być, bo chyba wszyscy, których tam potem zawiozłem, czuli to samo.
A z początku niewiele wskazuje na to, jakie widoki i doznania czekają nas na końcu trzykilometrowego spaceru, wzdłuż teraz już tylko potoku, a nie rzeki Białej, z Izb w kierunku jej źródeł. Droga jak droga, urokliwa wprawdzie, ale takich na Łemkowynie mnóstwo. Potok wije się i czerczyt, górki z prawej, górki z lewej strony. Aż wreszcie, tuż za kapliczką św. Mikołaja, dolina nagle się rozszerza, a my, chcąc tego czy nie, wpływamy w morze falujących łąk. A gdy jest to maj lub początek czerwca, wysoka trawa faluje niczym ocean, oszałamiając feerią różnobarwnych ziół, ale przede wszystkim ich zapachem – zapachem nieludzką ręką stworzonej perfumerii.
Nad Bielczną trawa aż po pas,
Nad Bieliczną Lackowa stoi w chmurach,
Nad Bielczną rosną lasy pełne malin i borówek,
Nad Bieliczną płacze dobry Bóg.
Tak śpiewa Krzysztof Kleszcz w swej piosence, a dobry Bóg płacze w istocie, bo od Akcji Wisła Bielcznej (łem. Билычна), którą stworzył, już nie ma. Bo pozostały po niej tylko nieliczne resztki, które odnajdują ci, którym na tym naprawdę zależy. I pozostało tylko to wyjątkowe piękno i pamięć ludzka, której wykorzenić się nie dało. I rzeka Biała jeszcze, która wsi nazwę nadała, a skąd ją sama wzięła nie do końca wiadomo, choć, że od koloru bieli, to rzecz pewna.
Oj, nie miała wieś szczęścia do historii, nie miała. Choć gdy ją Iwan Izbiański – właściciel sąsiednich Izb – z końcem szesnastego wieku fundował, nic na to nie wskazywało. Ale potem to już się samo tak jakoś potoczyło. Tuż po lokacji nastała unia brzeska i rusińska Bieliczna, podobnie jak cała okolica, trafiła w ręce arcykatolickiego państwa biskupów muszyńskich, w którym odstąpienie od Rzymu karano śmiercią. A dwieście lat później, na stokach Lackowej, tak mniej więcej na granicy obu wspomnianych wsi, swój obóz założyli konfederaci barscy i jak na arcykatolików przystało, postanowili schizmatykom pokazać, kto tu teraz rządzi. Nie bez powodu więc jedno z okolicznych wzgórz nazwano Szubenicznym Werchem, co tak obrazowo w swej książce przestawił ks. Wołodymyr Chylak – proboszcz izbiański i bieliczański.
I tylko ta trawa do pasa sięgająca wciąż falowała tak samo, a zimą śnieg nie tylko po pas, ale i wyżej chłopa, smutki mieszkańców okrywał. Choć były przecież i chwile wspaniałe, jak choćby budowa istniejącej do dziś cerkwi, którą co prawda unici jako swoją postawili, ale która cieszyła oczy i dusze Rusinów. I jak choćby duma z Nykyfora Leszczyszaka, który się przecie tutaj, nad źródłami Białej, urodził, a który później wieś rozsławił jako znakomity duchowny oraz autor zbioru 250 łemkowskich pieśni.
A potem przyszedł rok 1918 i wybuchła Polska swoją polskością, co dla mieszkańców wsi – jak szybko się okazało – niczego dobrego nie znaczyło. No bo w kwietniu roku 1921, podczas nabożeństwa, wojsko cerkiew otoczyło i siłą rekruta wzięło. A kto się opierał, tego pobito. Pewnie dlatego bieliczańscy Łemkowie się wściekli i w 1928 gromadnie przeszli na prawosławie. Unickiej cerkwi oczywiście nie dostali, pomimo że na 205 mieszkańców wsi tylko pięciu nie powróciło do swych korzeni. Musieli więc pobudować swoją, a że środków za wiele nie było, wystarczyło tylko na czasownię. Śladu dziś po niej w zasadzie już nie ma i tylko najwytrwalsi są w stanie odnaleźć cerkwisko.
 
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Paweł Krysa, fot. autor

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token