Numer 9(387)    Wrzesień 2017Numer 9(387)    Wrzesień 2017
fot.Anna Radziukiewicz
O starej cerkiewnosłowiańskiej literaturze
Anna Radziukiewicz
Jan Stradomski uczynił rzecz bezcenną dla kultury prawosławnych w Polsce, choć sam na pewno broniłby się przed tym adresem, twierdząc słusznie, że uczynił ją dla kultury całej Rzeczypospolitej. Jan Stradomski, dr hab. Uniwersytetu Jagiellońskiego, poczynił głębokie studia nad cerkiewnosłowiańską kulturą literacką Wielkiego Księstwa Litewskiego i Korony Polskiej do końca XVI wieku. Pochylił się nad cerkiewnosłowiańskimi rękopisami, które dotychczas bardziej niż slawistów interesowały historyków. I tych ostatnich w zasadzie tylko to, co zapisano na ich marginesach, bo te zapiski pozwalały na rekonstrukcję historii kraju. Stradomski pochylił się nad rękopisami z ogromną kompetencją, szerokim spojrzeniem i głęboką refleksją. Efekty badań zawarł w 10 tomie serii krakowsko-wileńskich studiów slawistycznych. O tej pracy jego mistrz i nauczyciel prof. Aleksander Naumow napisał: „(…) studia Jana Stradomskiego stawiają paleoslawistykę polską na europejskim poziomie, odpowiadając najwyższym standardom. Rzecz określa jako „ważki wkład w dyskusję nad całościowym dziedzictwem I Rzeczypospolitej, nad miejscem w niej kultury wschodniochrześcijańskiej, nad jej powiązaniami z tradycją piśmienniczą Rusi Kijowskiej, Mołdawii, Wołoszczyzny, Bałkanów i Góry Atos, ale również innych ziem ruskich, jak Nowogród czy Moskwa. Pozycję uznał prof. Naumow za jedną z najważniejszych książek w slawistycznym świecie ostatnich czasów.
Jan Stradomski bierze na swój badawczy warsztat okres, kiedy w państwie polsko-litewskim obszar funkcjonowania kultury prawosławnej był ogromny. I kiedy prawosławny z Rusi koronnej czy litewskiej nie mógł jeszcze przypuszczać, że za jakiś czas kultura cerkiewna nie będzie odbierana jako istotna część kultury najpotężniejszego państwa tej części Europy.
Dla nas jako czytelników omówienia tej książki ważniejsze będą nie wyniki badań nad poszczególnymi tekstami cerkiewnosłowiańskim, a wnioski, jakie autor na podstawie swych wieloletnich i skrupulatnych studiów poczynił na temat staroruskiej kultury piśmienniczej, czyli naszego dziedzictwa, o którym nie przeczytamy w żadnym podręczniku, nawet akademickim, jeśli nie dotyczy slawistyki. Nie przeczytamy, bo ruska kultura została wrzucona w Polsce w obszar zapomnienia. Oczywiście Stradomski jest świadom tego, że dziś jeszcze za wcześnie na wysuwanie kategorycznych sądów, albowiem studia nad dziedzictwem grecko-słowiańskim są o wiele mniej zaawansowane w porównaniu z badaniami nad tradycją łacińską.
Przed tym – można rzec – fałszowaniem nauki poprzez wybiórcze mówienie o kulturowych bytach Jan Stradomski broni się siłą efektów swych badań. Przekonanie o łacińskich korzeniach kultury polskiej – pisze – jest dzisiaj najmocniej utrwalonym składnikiem poczucia narodowej tożsamości Polaków. I takiej stereotypowej wizji naszej przeszłości nie burzy nawet skądinąd powszechna pamięć o Polsce Jagiellonów, jej mocarstwowym znaczeniu w XV-XVI wieku i rozległych granicach, sięgających daleko na wschód. Przypomina, że przecież pod koniec XVI wieku praktycznie połowa terytorium Rzeczypospolitej stanowiła obszar określany mianem Slavia Orthodoxa lub Bizantine Commonwealth. Rzeczpospolita była więc różnorodna etniczno-religijnie i językowo-obyczajowo. A prawosławna kultura ruska stworzyła własny model kultury, której fundamentem było utrzymanie więzi kanonicznej z patriarchatem konstantynopolitańskim, a także sięganie do spuścizny dawnej metropolii kijowskiej oraz prawosławia na Bałkanach. W państwie więc polsko-litewskim prawosławny, grecko-słowiański pierwiastek był stale obecny. Jego marginalizacja w XVII wieku nie była spowodowana słabością tej kultury, jej dysfunkcją, tylko czynnikami natury politycznej, a zwłaszcza konfesyjnej. Wtedy rzymski katolicyzm, a nie prawosławie, miał tworzyć kulturowe oblicze I Rzeczypospolitej. Już od końca XVI wieku w polskiej myśli religijno-politycznej wyraźnie bierze górę opcja łacińska, z czasem starannie eliminując ruskie składniki i spychając je do swoistego dziejowego skansenu osobliwości.

Odrzucone dziedzictwo

Gdyby była prawosławna kultura ułomna, to nie mogłaby się rozwijać w państwie moskiewskim. A tam przecież stanowiła trzon bogatej późnośredniowiecznej tradycji oraz zrąb kultury nowożytnej, którą tak zachwycała się Europa w XIX czy XX wieku – to też myśl autora książki.
Na takiej wizji kultury, Rzeczpospolita, zdaniem Stradomskiego, tylko straciła. Odrzucona przez luminarzy polskiej kultury narodowej dawna tradycja ruska została skwapliwie zagospodarowana przez Moskwę, która śmiało sięgnęła nie tylko do spuścizny Bizancjum, Rusi Kijowskiej, Wielkiego Nowogrodu czy Rusi Halicko-Wołyńskiej, ale też prawosławia litewskiego, nazywając je zachodnioruskim, uznając je za swe dziedzictwo.
Ale ponieważ to dziedzictwo, zdaniem Stradomskiego wielkie, zostało porzucone przez Rzeczypospolitą jak niechciane dziecko, sięgnęła po nie Moskwa i uznała za własne. Rosja zbudowała swoją własną wizję historii i taką przekazała światu. Rzeczpospolita, wypychając dorobek intelektualny i duchowy Cerkwi ruskiej, znacznie w tym procesie Rosji pomogła. Założyła niesłusznie, że prawosławia, zbudowanego na fundamencie bizantyńsko-słowiańskiego średniowiecza, nie da się pogodzić z myślą zachodnią. Jakże niesłusznie! Kultura Rzeczypospolitej pokazywała wszakże, że było to na swój sposób możliwe, na co wskazują krakowskie cerkiewnosłowiańskie druki Szwajpolta Fiola, wydawnicza działalność Franciszka Skoryny, środowisko Akademii Ostrogskiej, potem Kijowskiej, ruch wydawniczy.
Na historię nie należy się obrażać. Ją trzeba badać. Tak stwierdza Stradomski. I bada cerkiewnosłowiańską kulturę piśmienniczą państwa polskiego, potem polsko-litewskiego do końca XVI wieku. Bo przecież daleko nie wszyscy obywatele – stwierdza – narodu politycznego I Rzeczypospolitej używali łaciny i polskiego. Niemałą część tego państwa stanowiła ludność ruskojęzyczna, jednoznacznie identyfikującą się z prawosławiem i pielęgnująca własną wielowiekową, cyrylicką kulturę słowa. I o ile wiemy jeszcze o politycznych dziejach narodu ruskiego w ramach Rzeczypospolitej, to jego literatura, zwłaszcza cerkiewna, wychodzi poza obszar badań niemal wszystkich historyków czy filologów.
Zwolennicy monolitycznej wizji kultury polskiej, jako łacińskiej, nie mogą dopuścić do siebie myśli, że pewne obszary wczesnośredniowiecznej Polski mogły być schrystianizowane w innym, niż łaciński obrządku – pisze badacz. Pisze o zasięgu misji cyrylometodyjskiej, o wyprawach wojennych Bolesława Chrobrego, Bolesława Śmiałego czy Kazimierza Sprawiedliwego w wyniku których ludność ruska z ziem ruskich, przyłączonych do Korony, stawała się poddanymi królów polskich, pisze o przesunięciu się granicy Polski i Litwy w XIV wieku na wschód i południe, czyli na ziemie stanowiące część terytorium dawnej Rusi Kijowskiej, co oznaczało włączenie kultury ruskiej w obszar Polski.

Rękopisy

W Polsce zachowało się nieco ponad tysiąc rękopisów cyrylickich, odwołujących się do średniowiecznej tradycji liturgiczno-obrzędowej i literackiej Cerkwi. To pokaźna kolekcja, jak na kraj o burzliwych dziejach, choć też do końca nie zinwentaryzowana a tym bardziej nie zbadana. Ale – zastrzega badacz – jest to jedynie ułamek procenta księgozbiorów, jakie posiadały prawosławne i unickie biblioteki monasterskie, biskupie, czy parafie. Dziś większość z nich, jeśli ocalały z zawieruchy dziejów, znajdują się w bibliotekach Litwy, Ukrainy, Białorusi, Rosji ale także Słowacji, Węgier, Rumunii a nawet Kanady i Stanów Zjednoczonych.
Krakowski slawista stwierdza, że literatura cerkiewnosłowiańska stanowiła do końca XVI wieku, czyli badanego przez niego okresu, kompletny i w pełni działający, zbudowany na stabilnych fundamentach, system. A jego fundamenty, to tradycja późnoantyczna i wczesnośredniowieczna grecko-chrześcijańska. I te rękopisy, które się zachowały, świadczą o wysokiej kulturze literackiej dawnych kopistów, redaktorów, pisarzy i czytelników.
Cerkiewnosłowiańskie rękopisy świadczą, zdaniem badacza, o wysokiej miejscowej kulturze literackiej, nie wykazującej oznak kryzysu, nie ustępując w niczym innym prawosławnym słowiańskim kulturom, włącznie z moskiewską. Najstarsze rękopisy, znajdujące się w Polsce, pochodzą z XI wieku. Jest to między innymi słynny Kodeks Supraski, który przywieziony został do nas z Bułgarii. W ogóle ruska literatura państwa polsko-litewskiego wskazuje na wyraźne związki z Bałkanami, z Bułgarią, Serbią, ze Świętą Górą Atos.
Jan Stradomski analizę trudnych tekstów cerkiewnosłowiańskich odziewa w przystępny język, starając się wyłowić z tych rękopisów najbardziej ważkie problemy, o czym świadczą już choćby same tytuły rozdziałów, jak: „Między pszenicą czasem i kąkol dobrze się miewa” – indeksy ksiąg „prawdziwych” i „kłamliwych”, albo: „Do was to słowo, o podstępni rzymianie!” – grecko-słowiańska polemika z Kościołem łacińskim.

Polemika

Autor szczególnie zdaje się dobrze czuć w kwestii religijnej polemiki grecko-łacińskiej, z jej wielowiekową historią, zamkniętą w listach, pouczeniach, dziełach historiozoficznych i historycznych, traktatach i pamfletach. Po tym, jak Rzym i Konstantynopol skłóciły się ze sobą – na dobre w połowie XI wieku – sformułowano listę wzajemnych zarzutów i oskarżeń, w wiekach późniejszych tylko ją zwiększając zamiast zmniejszać, zwłaszcza w drugiej połowie XVI wieku i w XVII, gdy Kościół zachodni parł do unii religijnej z prawosławnym, proponując unie – brzeską (1596) w granicach Rzeczypospolitej Obojga Narodów, mukaczewską (1642) i użhorodzką (1646) dla Rusi Zakarpackiej i wschodniej części Królestwa Węgier. Piśmiennictwo prawosławnych Rusinów rozwijało się więc w atmosferze narastającego konfliktu chrześcijaństwa wschodniego z zachodnim. Już od połowy XI wieku przekładano na słowiański greckie pisma, skierowane przeciw łacinnikom. Tak było też w okresie sporów hezychastycznych w XIV wieku, kiedy pisma Grzegorza Palamasa i Nila Kabasilasa niemal natychmiast były przekładane na słowiański ale dopiero unia florencka (1439) i brzeska zmusi ruskich pisarzy do wypowiedzi własnym głosem we własnej sprawie, coraz śmielszych.
Jan Stradomski jest autorem książki, dotyczącej myśli polemicznej grecko-łacińskiej „Spory o wiarę grecką Rzeczypospolitej”, Kraków 2003.

Język

Autor snuje ciekawe rozważania na temat języka cerkiewnosłowiańskiego i ruskiego. Nasi przodkowie byli więc dwujęzyczni? Chyba tak powiedzieć się nie da. Cerkiewnosłowiański był ściśle związany z prawosławną liturgią i obrzędem. Manifestował przynależność do prawosławia i Słowiańszczyzny, był znakiem przynależności tekstu do najwyższego rejestru bizantyńsko-słowiańskiego systemu literackiego. Natomiast cała sfera świecka – kancelaryjna, prawna posługiwała się językiem ruskim, zwanym dziś staroruskim. Ruski był oficjalnym językiem kancelarii wielkoksiążęcej, elit i literatury świeckiej, porozumienia się obywateli Wielkiego Księstwa Litewskiego i częściowo Korony Polskiej. Obecność obu wariantów języka stanowiła charakterystyczną cechę prawosławia polsko-litewskiego Te oba warianty językowe były zrozumiałe na dużym obszarze Słowiańszczyzny.
Aż język ruski został wyparty, na rzecz polskiego, z oficjalnego użytku w Rzeczypospolitej, ale to już wiek XVII. Cerkiewnosłowiański schronił się w Cerkwi. I stamtąd nikt go dotychczas wyprowadzić nie zdołał, chyba że w pewnych kręgach, na żądanie samych prawosławnych.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz
Zdjęcia starodruków ze zbiorów Alesia Suszy

Jan Stradomski, Rękopisy i teksty. Studia nad cerkiewnosłowiańską kulturą literacką Wielkiego Księstwa Litewskiego i Korony Polskiej do końca XVI w., Kraków 2014.


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token