Numer 9(387)    Wrzesień 2017Numer 9(387)    Wrzesień 2017
fot.Anna Radziukiewicz
ZaTopieni w historii
Natalia Klimuk
Jarosław Jóźwik, proboszcz topileckiej parafii i kanclerz Akademii Supraskiej, ma wykształcenie teologiczne i historyczne. – Już przed kilku laty myślałem o tym, jak zachować historię parafii, ale historię żywą. Są już dobre prace, magisterska i licencjacka, powstają różne opracowania. Monografia parafii też pewnie przyjdzie z czasem. Ale szukałem czegoś innego – mówi batiuszka.
Wtedy pojawili się Anna Kołosow-Ostapczuk i jej mąż Tomasz, historycy. Anna uczy historii w VII liceum ogólnokształcącym w Białymstoku i wykłada ruch sceniczny w białostockim Wydziale Sztuki Lalkarskiej Akademii Teatralnej. Może więc teatr? Ale sprawa musiała trochę poczekać, bo choć nowa parafianka podeszła do sprawy z entuzjazmem, bo sama tutejszą historię nosiła w sercu, przyjeżdżała w dzieciństwie, a teraz zamieszkała w domu po dziadkach, Ostapczukom urodził się synek i na nim trzeba było się skupić.
– To promysł Boży – mówi o. Jarosław i jeszcze kilka razy w swojej opowieści używa tego stwierdzenia i zaraz podaje przykłady, że sprawy układają się nieraz dla nas zaskakująco, ale tak jak powinny. – Mieliśmy już wtedy w parafii młodzież, która zaczynała się aktywizować, ale była to młodzież młodsza. Kiedy Ania zajmowała się synkiem, podrośli i to było dobre.
Jaki wiek jest dobry, by opowiadać dzieciom i młodzieży o trudnej historii swojej rodziny? Pewnie dobrze jest coś wspominać od najmłodszych lat, kwestia formy odgrywa dużą rolę – zastanawiam się, chodząc po cmentarzu w Toplicu, który dla moich synów jest cmentarzem rodzinnym, bo stąd pochodziła ich babcia. – Chyba faktycznie topilecka młodzież musiała wydorośleć. Z jednej strony tematyka, ciężka, bieżeństwo, trudny czas wojenny i okołowojenny, wysiedlenia, nachodzenie band i to ciągłe „won”, choć jesteś na swojej ziemi. Z drugiej głośne mówienie o tej historii już nie tylko w rodzinnych ścianach, ale początkowo między sobą, bo to historia moja i mojej babci, ale też mojego kolegi i jego dziadka, to nasza historia, naszej parafii. No i wreszcie powiedzenie o tym wszystkim ze sceny.
Powstał pomysł interdyscyplinarnego projektu dla młodzieży – „ZaTopieni w historii”. Obok teatralnych zaplanowano działania muzyczne i plastyczne, wywiady z najstarszymi mieszkańcami. W odpowiednim momencie wokół projektu pojawili się kolejni ludzie, fachowcy w swoich dziedzinach, niektórzy rodzinnie związani z parafią. Katarzyna Siergiej, aktorka, Aleksandra Czarniawska, malarka, Julita Charytoniuk, która sama pieśni znad Narwi, przebiegającej przez ziemię hajnowską i bielską, zbiera, wykonuje i uczy tego innych. Projekt nie uzyskał dofinansowania z ministerstwa kultury i dziedzictwa narodowego, ale później wsparł go podlaski urząd marszałkowski. O. Jarosław jeździł do swoich młodych parafian: – Chodź zobacz – zachęcał. – Pójdź, jak się nie spodoba, nie ma przymusu – mówili rodzice.
Kto przyszedł, już został. W czasie dziesięciu dni w Akademii Supraskiej trzeba było stworzyć wszystko. Scenariusz, scenografię, uczyli się śpiewać, grać, przygotowywali plakaty. I tak, w 2015 roku, na scenie zagościł spektakl „Czas wspomnieć Topilec”.
– Ten spektakl nie zamknął się w momencie premiery – opowiada Anna Kołosow-Ostapczuk. – Zaczął mieć swoje życie, bo było na niego zapotrzebowanie. Młodzież chciała go grać. Towarzyszył innym wydarzeniom, na przykład konferencji. Zaczęliśmy go pokazywać na przeglądach teatralnych. Z sukcesem! Grand Prix na Konfrontacjach Teatrów Młodzieżowych w Łomży i drugie miejsce na spotkaniach teatralnych „Zwierciadła” w Białymstoku. To spektakl, który uderza w serca, głęboko wzrusza.
Przyszedł kolejny rok i nowy spektakl „I dzwonów nie ma”. Kolejne dziesięć pracowitych dni w Akademii Supraskiej i kolejne osoby zaangażowane w projekt. Eliza Proszczuk, malarka, i Marta Filomoniuk, dyrygentka chóru cerkiewnego. Znów wsparcie urzędu marszałkowskiego. I znów nagrody. Tym razem pierwsze miejsce na podlaskich Zwierciadłach. Jak podało jury, była to nagroda za „Niebanalną dojrzałość całego zespołu, wyjątkową atmosferę teatralnego zdarzenia, podkreśloną precyzyjnie wykonanymi partiami wokalnymi oraz świadomość w doborze i przełożeniu na scenę tematu stojącego na straży kultury i historii regionu”. – Ta młodzież nie chodzi przecież regularnie na jakieś warsztaty teatralne – mówi Katarzyna Siergiej. – Jest przede wszystkim autentyczna. Wierzy w to, co robi. Sprawia im to przyjemność, ale podchodzą też do spektakli odpowiedzialnie, bo wiedzą, że na widowni zasiądą ci, którzy w tych wydarzeniach uczestniczyli.
– Opowieść o nieskutecznym poszukiwaniu cerkiewnych dzwonów, które zaginęły w 1915, kończą słowa „widać, komuś innemu służą”. Właśnie takie jest nasze podejście do historii – mówi o. Jarosław. – Godzimy się z historią i o niej pamiętamy, ale nie chcemy, by się powtórzyła.
Topileccy aktorzy w to co robią wkładają całych siebie. Chcieli, by powstał kolejny spektakl, ale już z lżejszą tematyką. Zmęczenie emocjonalne dało o sobie znać, ale chęć działania znów pchała do przodu i na wakacjach 2017 roku znów pracowali.
– Zaraz, zaraz, przecież mimo tych wszystkich trudnych doświadczeń płynęło tu też normalne życie, rodziły się dzieci, ludzie pewnie z czegoś się śmiali. Bardzo chcieliśmy pokazać coś humorystycznego – mówi Ela Czech. I tym razem aktorzy sami wyruszyli w teren ze swoimi smartfonami i rozmawiali z najstarszymi mieszkańcami. Powstał spektakl „Kto mi to powiedział?”. Rzecz humorystyczna, ale znów autentyczna. Inicjatywę znów wsparł urząd marszałkowski, dołożyła się też gmina Turośń Kościelna. – Dzięki temu, że sami poszliśmy zbierać materiały, poznaliśmy ludzi, których znaliśmy tylko z cerkwi. Czekali na nas i ciepło przyjmowali. W ogóle dzięki projektowi bardzo zżyliśmy się ze sobą – opowiada Dominika Błahuszewska.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Natalia Klimuk
fot. autorka


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token