Numer 9(387)    Wrzesień 2017Numer 9(387)    Wrzesień 2017
fot.Anna Radziukiewicz
Światło
Anna Radziukiewicz
Światło jest głównym bohaterem wystawy Leona Tarasewicza, otwartej 4 sierpnia w murach Akademii Supraskiej, organizatora wystawy, finisaż której nastąpi 15 września. Jest to światło przefiltrowane przez kolor – czysty, intensywny – żółty, zielony, czerwony, pomarańczowy, jakby skupiając w sobie esencję barwy i światła.
Leon Tarasewicz, jeden z najbardziej intrygujących malarzy współczesnych, urodzony w 1957 roku w Waliłach, nieustannie przekracza granice sztuki, burzy konwencje, otwiera drzwi do innych światów, wiodąc nas za sobą. A my pytamy: – Można tam? – Można – odpowiada artysta, to także sztuka.
Od figuratywnego malarstwa, które było w jego życiu tylko krótkim epizodem, odszedł dawno. Odrzucił wszelką iluzyjność dzieła. A swoim obrazom nawet nie nadawał tytułów. Jego wcześniejsze prace odczytuję głównie jako rejestrację na płótnie rytmów przyrody – lasu, zaoranego pola, ptaków. W tym chwytaniu rytmów jakby chciał wypowiadać się symbolem, skrótem, tak powszechnym w tradycji wschodniego chrześcijaństwa. Jakby dążył do używania najprostszego języka malarskiego.
Przedstawiał fragmenty rzeczywistości, kadr większej całości, a w niej nie ma dominanty, wokół której organizuje się iluzję tego świata.
Potem coraz chętniej zanurza się artysta w grę czystych intensywnych kolorów, zestawiając je tak kontrastowo, że aż sprawiają wrażenie „świecenia”. Kolory układa w pasy, plamy, kropki. Swoim malarstwem zachłannie zagarnia coraz więcej przestrzeni. Nie wystarczają mu już ramy tradycyjnego obrazu. Wychodzi z malarstwem bezpośrednio na ściany sal wystawowych, zamalowując je od góry do dołu, na filary galerii, multiplikując efekt wszechogarniania malarstwa w lustrach, odbijających w nieskończoność filary. Zastyga jego malarstwo w betonie, grającym intensywnością błękitów, czerwieni, żółci, zalewającym kilka sal wystawowych w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej (2003). Po czym wychodzi na zewnątrz – na elewacje budynków, zajmując choćby na centrum handlowo-rozrywkowym Gemini Park w Białej Podlaskiej 450 metrów kwadratowych powierzchni, wychodzi na plac w Barcelonie i Kielcach, na chodniki. Anektuje dla swoich malarskich działań coraz więcej przestrzeni, jakby chciał zamalować świat. Jakby chciał mu powiedzieć – malarstwo wciąż żyje. W 2003 roku pisał: „Malarstwo było i jest papierkiem lakmusowym kondycji społeczeństwa (...) ...gdy gasło malarstwo, bardzo szybko upadała cywilizacja”. Malarstwem broni nas przed upadkiem?
Śle nam przesłanie artysta: po malarstwie można chodzić („obraz-dywan”, „obraz-do-deptania”), o malarstwo można się opierać, do malarstwa można „wchodzić”, otoczonym zewsząd konstrukcjami, zamalowanymi przez artystę. Bo malarz „konsekwentnie rzuca wyzwanie zarówno tradycyjnemu rozumieniu malarstwa, jak i wszelkim konwencjom rozumienia sztuki”, tak określono jego twórczość, nadając artyście w 2006 roku Nagrodę Wielką Fundacji Kultura. A i obsypując go innymi znaczącymi nagrodami, podkreślano owe przekraczanie granic i konwencji w sztuce (Paszport Polityki, Nagroda Jana Cybisa, Nagroda Fundacji Zofii i Jerzego Nowosielskich, Srebrny Medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis).

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz
fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token