Numer 9(387)    Wrzesień 2017Numer 9(387)    Wrzesień 2017
fot.Anna Radziukiewicz
Metropolita Józef Siemaszko
Aleksy Kordiukiewicz
MŁODE LATA

Józef Siemaszko urodził się 25 grudnia 1798 roku we wsi Pawłówka w powiecie lipowieckim w guberni kijowskiej. Jego ojciec był synem unickiego kapłana, lecz sam nie przyjmował święceń i zajmował się rolnictwem.
Chociaż rodzina byla unicka, to w niedziele i święta ojciec posyłał go na nabożeństwa do prawosławnej świątyni. To dało początek rozwojowi tych przekonań, które później doprowadziły Józefa do przyjęcia prawosławia i do powrotu całej rzeszy unitów do Cerkwi prawosławnej.
Podstawowe wykształcenie otrzymał w domu pod kierownictwem miejscowego diaka (psalmisty), który zauważył w młodzieńcu „nietuzinkowe zdolności”, dobrą pamięć i zamiłowanie do pracy. Chłopca mało interesowały dziecięce zabawy. Wolał od nich spacery po lesie i polu. Lubił też czytać książki.
We wrześniu 1809 roku wstąpił do szkoły niemirowskiej, gdzie zaliczał się do najlepszych uczniów. Cały proces edukacyjny był realizowany w języku polskim.
W 1816 roku skończył szkołę w Niemirowie i został wysłany przez ojca do Głównego Seminarium Duchownego przy Uniwersytecie Wileńskim. Zamiłowanie do pracy i wytrwałość przez wszystkie lata nauki w Wilnie zdumiewały nawet jego nauczycieli.
W 1820 roku ukończył to seminarium ze stopniem magistra teologii. Nauka w szkołach, w których królował język polski i wychowywanie w duchu polskiego patriotyzmu, nie spolonizowała Józefa Siemaszki.

KAPŁAN UNICKI

Po ukończeniu seminarium Józef przybył do Łucka, gdzie przyjął godność kapłańską bez wstępowania w związek małżeński. 6 października 1820 roku został wyświęcony na subdiakona, 26 grudnia tegoż roku na diakona, 28 grudnia 1821 roku otrzymał święcenia kapłańskie.
Od 1820 do 1822 roku Józef był członkiem łuckiego konsystorza oraz nauczycielem miejscowego seminarium. Praca w konsystorzu wyraźnie uświadomiła mu lekceważenie okazywane unitom przez łacinników. Widział też brak życzliwości ze strony prawosławnych. 7 stycznia 1822 roku został podniesiony do godności protoprezbitera. 20 czerwca tegoż roku wyznaczono go na asesora w unickim departamencie Kolegium Rzymskokatolickiego w Petersburgu. Był to organ odpowiedzialny za nadzór nad działalnością wszystkich obrządków Kościoła katolickiego w Rosji.
Stolica imperium zachwyciła Józefa widokiem wspaniałych prawosławnych cerkwi i uroczystymi w nich nabożeństwami. Tutaj też bardzo dużo czytał. W pierwszym roku przeczytał ponad czterysta książek z Biblioteki Głazunowa. Podczas pobytu w Petersburgu w duszy Józefa nastąpił zasadniczy przełom. Nabrał pewności, że prawosławie jest prawdziwą wiarą, że Kościół rzymski odstąpił od czystości wiary apostolskiej. Z niezakończonego „Dzieła o Prawosławiu Wschodniej Cerkwi” i z zebranych do tej pracy materiałów można wywnioskować, że przyszły arcypasterz nie godził się z błędami doktrynalnymi, w które wpadł Kościół rzymski. Widział je w instytucji papiestwa. Przyczyniło się to – według opinii prałata Józefa – do dechrystianizacji narodów europejskich i otwartego rozpalania przez duchowieństwo łacińskie nietolerancji wobec do niekatolików.
W Kościele rzymskim młody kapłan widział „lenistwo zamiast zamiłowania do pracy, pychę zamiast pokory, przekorę zamiast posłuszeństwa, które budują zaciętość ludzi przeciw bliźnim, stawiają brata przeciw bratu, obywatela przeciw obywatelowi”. Uważał też, że katolicyzm w krajach niekatolickich nie jest i nie może być podstawą społecznego pokoju i zgody w społeczeństwie. Do takiego wniosku doszedł, obserwując Kościół katolicki w Rosji.
Wbrew polskiemu wychowaniu i łacińskiemu wykształceniu, stopniowo przyjmował prawosławne przekonania, coraz wyraźniej postrzegał siebie jako przedstawiciela narodu ruskiego. Nie widział siebie jako członka kleru Kościoła katolickiego obrządku wschodniego. W 1827 roku podjął zamiar (niezrealizowany) przejścia na prawosławie i wstąpienia jako prosty mnich do Ławry Aleksandro-Newskiej.
Ludzie nieprzychylni wobec Siemaszki podejrzewają go o chęć osiągnięcia korzyści osobistych z przejścia na prawosławie w 1827 roku. Można powiedzieć, że chciał przejść na silniejszą stronę. Należy zwrócić uwagę, że Józef Siemaszko otrzymał doskonałe jak na unickiego kapłana wykształcenie. Dobrze znał język rosyjski, w przeciwieństwie do znakomitej większości kleru unickiego. Otwierała się przed nim perspektywa błyskotliwej kariery. W wieku 28 lat był już prałatem i członkiem najwyższych władz Kościoła katolickiego w Imperium Rosyjskim. Zdobyty tam autorytet, w połączeniu z niedoborem wykształconych i aktywnych ludzi w Kościele unickim, dawał mu pewną perspektywę otrzymania godności biskupiej. W każdym razie, sam w to nie wątpił.
Przyłączenie się do prawosławia poprzez wstąpienie do monasteru nie rokowało prałatowi Józefowi osobistych korzyści. Wręcz przeciwnie! Z gabinetów, gdzie spotykał się z wysoko postawionymi kościelnymi i świeckimi dostojnikami, gdzie decydowały się losy Cerkwi unickiej, był gotów przejść do skromnej prawosławnej celi mniszej. Z tego miejsca trudno byłoby mu zrobić jakąkolwiek karierę w Cerkwi prawosławnej. Poważnie przeszkadzałby mu ciężar katolickiej przeszłości. Dlatego Józefem Siemaszką mogły w tym czasie powodować tylko przesłanki czysto religijne i moralne.
Chociaż w jego duszy następowała przemiana, to z całą starannością wypełniał powierzone mu obowiązki w Kolegium. Swojego stanowiska potrafił zawsze godnie i zdecydowanie bronić. Występował jako prawdziwy obrońca wyznania unickiego. Ciągłe spory z łacinnikami jeszcze bardziej wzmocniły jego twardy z natury charakter. Dały mu duże doświadczenie i nauczyły ostrożności. Poczuł w sobie siłę do otwartej walki z rzymskimi katolikami o prawa marginalizowanej Cerkwi unickiej.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Aleksy Kordiukiewicz

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token