Numer 9(387)    Wrzesień 2017Numer 9(387)    Wrzesień 2017
fot.Anna Radziukiewicz
Kronika Michała Bołtryka
Michał Bołtryk
- Prof. Witold Zatoński, lekarz internista, epidemiolog, inicjator kampanii antynikotynowych: „Od 150 lat palenie jest jedną z największych plag ludzkości. (...) Wiemy, że najlepszym okresem do rzucenia palenia jest czas między 20 a 30 rokiem życia. (...) Uzależnienie staje się naprawdę głębokie, gdy się pali ciągle przez 20-25 lat. Potem to już może trwać do końca. Gdy palacz obchodzi 35 urodziny, nałóg zaczyna dopiero korelować z biologicznymi następstwami i człowiek zaczyna powoli to odczuwać. Jeśli nadal pali, nałóg się rozpędza i po osiągnięciu przez palacza 54 roku życia staje przed nim kilka scenariuszy. Albo umiera i już nie zdąży rzucić palenia, albo zaczyna walczyć, ograniczać, leczyć się, różnymi sposobami stara się przedłużyć życie. U regularnych palaczy okres między 35 a 54 rokiem życia to zwykle czas najintensywniejszego palenia. Od tego, jak ten okres spędzimy, zależy, czy umrzemy w 60 roku życia czy około osiemdziesiątki lub później”.

- Dr hab. Bartłomiej Dobroczyński, kierownik Zakładu Psychologii Ogólnej Instytutu Psychologii UJ: „Osoby niewykształcone nie dowiedzą się, że najtańsze, ale najczęściej reklamowane jedzenie szkodzi. Zostaną ofiarami systemu, w jakim żyją. Inaczej będzie, gdy od małego wykształci się obywateli w zakresie zdrowego żywienia małym kosztem, by nie sięgali do neolitycznego uwarunkowania: słodko, tłusto, pikantnie. Analogicznie osoby nieuformowane odwołają się do najprostszych, ewolucyjnych popędów, a są to przemoc, konkurencja i seks. Dane nam, aby przetrwać i dążąc do wysokiej pozycji w hierarchii społecznej, zapewnić sobie najlepszych partnerów seksualnych. Tylko edukacja daje nam szansę spojrzenia na wszystko to z zewnątrz i zastanowienia się, czy tego właśnie chcemy. Tylko ludzie, jedyni w przyrodzie, mają szansę na taką refleksję”.

- Wojciech Antczak, były pracownik Nadleśnictwa Białowieża, Andrzej Antczak (Przegląd, 24-30.07.2017): „Obecny kataklizm zapoczątkowała administracyjna decyzja generalnego dyrektora ochrony środowiska w 2008 roku. Sytuacja pogorszyła się w roku 2011, gdy huragan powalił w puszczy ponad 6 tys. świerków. Większości z nich nie pozwolono leśnikom uprzątnąć. Zakaz usuwania drzew zaatakowanych przez kornika drukarza dał początek masowemu rozmnożeniu się korników, czyli gradacji. (...) Kolejny cios administracja państwowa puszczy zadała w 2012 r. (...) Radość aktywistów z arbitralnego zmniejszenia od tego roku o 60 proc. rozmiaru zadań gospodarczych była przedwczesna. W efekcie bowiem doprowadziło to do zamierania puszczy. (...) Spór toczy się nie tyle o stan puszczy, ile o władztwo nad nią, także polityczne. Jednocześnie jest to łączone z poniżeniem leśników – urzędników państwowych i znacznej części mieszkańców regionu. Media nazywają leśników dewastatorami lasu i ludźmi żądnymi zysku, nie zuważając, że kierują się oni obowiązujacym prawem i najlepszą wiedzą zawodową”.

- Bóbr zdobywa Warszawę. A w 1919 roku bobry zachowały się w Polsce jedynie w dorzeczu Prypeci i Niemna. Ich populacja szacowana była na 235 osobników. Dzięki aktom prawnym z lat 1919 i 1934 (bobry pod ścisłą ochroną) ich liczebność wzrosła do 400. Po II wojnie światowej Polska kupiła w ZSRR 26 bobrów. W 1974 roku w Popielnie na Mazurach rozpoczęto Program Aktywnej Ochrony Bobra Europejskiego. Do 1992 roku corocznie kilkadziesiat bobrów wyhodowanych w Popielnie przesiedlano na nowe tereny, dzięki czemu populacja tych zwierząt zwiększyła się do około 2,3 tys. sztuk. W następnych latach sprawy pozostawiono w rękach natury. Dziś w Polsce mamy ponad 100 tysięcy bobrów. Za cztery lata może ich być 140 tysięcy. Dorosły bóbr w ciągu roku może ściąć nawet około 200 dużych drzew. Bóbr żyje przeciętnie do 30 lat.

- Prof. Mirosław Karwat, kierownik Zakładu Filozofii i Teorii Polityki w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego: „Dekomunizacja nie zaczęła się ani dziś, ani wczoraj. Jarosław Kaczyński jej nie wymyślił, choć faktycznie jego środowisko polityczne od czasów Porozumienia Centrum po dzisiejsze PiS cierpi na obsesję dekomunizacji. Elity postsolidarnościowe od początku transformacji miały wielki kompleks „komuny”, w Polsce Ludowej chcą widzieć tylko dyktaturę, dominację radziecką, przerwę w historii – i nic więcej. (...) Pierwszą „dezubekizację”, polegającą na pozbawieniu uprawnień kombatanckich funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa, a wśród nich było wielu partyzantów, przeprowadził rząd liberała Jana Krzysztofa Bieleckiego, znanego z opinii, że rak komunizmu zniszczył Polskę bardziej niż II wojna światowa. Antagonistów z obozów Adama Michnika i Jarosława Kaczyńskiego do dziś łączy przekonanie, że PRL nie była państwem polskim, lecz jakimś protektoratem, z totalitarnym reżimem, który zniewolił naród i walczył przeciw własnemu społeczeństwu. (...) Wspólny wysiłek elit solidarnościowych doprowadził do wejścia w życie blankietowego, gumowego pojęcia zbrodni komunistycznych, zrównanych ze zbrodniami nazistowskimi. Spadkobiercy tylko niuansami różnią się w rozliczaniu PRL”.

- Z rozmowy z o. Gieorgijem Maksimowem (Myśl Polska, 21-28.05.2017): „Są rosyjscy i sowieccy ludzie, którzy myślą, że Cerkiew jest zależna od władzy. Dlaczego? Przypuśćmy, że widzą, jak premier czy prezydent przyszedł do cerkwi, potrzymał świecę, spotkał się z jakimś patriarchą. Jednak to nie oznacza tego, co im się wydaje. Cerkiew w Rosji nie otrzymuje żadnego dofinansowania od państwa, wydatki duchownych też nie są opłacane przez państwo. Cerkiew musi płacić za wszystkie komunalne usługi – prąd, ogrzewanie, wodę. Prawnie Cerkiew jest oddzielona od państwa. W takim razie, w czym ta zależność od państwa miałaby się wyrażać? Czy tylko w tym, że raz do roku patriarcha spotyka się z prezydentem? W każdym państwie odbywają się takie spotkania...”.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token