Numer 10(388)    Październik 2017Numer 10(388)    Październik 2017
fot.Anna Radziukiewicz
Nowi władycy
Ałła Matreńczyk
Nie zaniedbuj daru łaski, który masz, a który został ci udzielony na podstawie prorockiego orzeczenia przez włożenie rąk starszych – przypominał ap. Paweł Tymoteuszowi. Położyć ręce na głowie archimandryty Atanazego przybyło ośmiu władyków, metropolita Sawa, metropolita Astany i Kazachstanu Aleksander, rektor moskiewskich szkół teologicznych arcybiskup werejski Eugeniusz, arcybiskupi: lubelski i chełmski Abel, białostocki i gdański Jakub, wrocławski i szczeciński Jerzy, biskupi: przemyski i gorlicki Paisjusz, supraski Grzegorz.
Już na kanunie, w sobotę, władycy wzięli udział w nareczeniju (mianowaniu), które w obecnej formie zostało ustanowione w XVII wieku. Nareczenije jest pozostałością praktyki czasów starożytnych, kiedy biskupa wybierali zarówno duchowni, jak i wierni. Decyzję ogłaszano następnie wybranemu, a on wyrażał na nią zgodę. Teraz w większości Cerkwi lokalnych kandydata wybiera sobór albo synod biskupów.
W swoim słowie, pełnym odniesień biblijnych, archimandryta Atanazy podkreślał, jak bardzo odpowiedzialna jest posługa biskupa.
– Jeśli wielki Wybraniec Boży, Mojżesz, któremu Pan nakazuje wyprowadzić naród Boży z niewoli egipskiej, mówi: „Kimże jestem, bym miał iść do faraona? (...) Nie jestem wymowny… (...), Panie! Poślij kogo innego” (4,13), jeśli wielu wybrańców Bożych na wieść o swoim wybraniu ogarnęła trwoga, jeśli tak silni duchem swiatitieli, jak Bazyli Wielki, Grzegorz Teolog, Jan Złotousty bali się biskupiej posługi i uchylali się od niej – to kim ja jestem? Jestem człowiekiem słabym i grzesznym – przyznawał.
Podkreślał, że nie wierzy w przypadek i jest głęboko przekonany, że sam Chrystus kieruje swoją Cerkwią.
– Już w młodzieńczych latach postanowiłem w swym sercu, na ile starczy sił i wiary, nigdy niczego nie szukać i niczego nie odmawiać, nigdy nie prosić u Boga ani krzyża, ani pocieszenia – mówił. – Nie śmiem nawet pomyśleć, że jestem godny tego stanu, uświadamiając sobie swoją grzeszność, ale boję się odmówić, słysząc słowa Pana do Piotra, który zgrzeszył, ale się kajał: „Jeśli miłujesz Mnie... paś baranki Moje…, paś owce Moje (J 21,15-17).
Archimandryta Atanazy zaznaczył, że biskupstwo to nie władza i zaszczyty, lecz trud i podwig.
– Bo czyż łatwo być „wszystkim dla wszystkich”, czy łatwo być wzorem dla wiernych w mowie, obejściu, miłości, wierze, czystości – pytał. – Czy łatwo jest, kiedy trzeba, wykazać błąd, pouczyć, podnieść na duchu z całą cierpliwością (2 Tym 4,2). Czy łatwo jest nieść odpowiedzialność za siebie, za duszpasterzy, za trzodę? Wybór na biskupa jest Bożą Łaską, ale jednocześnie ciężkim krzyżem – podkreślał. – Ale jak mówi i ap. Paweł „możność nasza jest z Boga” , a „moc w słabości się doskonali”. Modlę się, by Łaska Boga i Jego Opatrzność były niewysychającym źródłem moich sił – przyznał.
Archimandryta Atanazy przypomniał o dwóch ważnych miejscach w swoim życiu: monasterze św. Onufrego, w którym najpierw rozpoczął swoją naukę teologiczną, a potem, już jako mnich, pracował, modlił się i niósł posłuszanije, i Prawosławnym Instytucie Teologicznym św. Tichona Zadońskiego w Pensylwanii, gdzie zdobył wyższe wykształcenie.
Wspomniał wszystkich swoich nauczycieli, wychowawców i wykładowców. Serdecznie dziękował arcybiskupowi Ablowi, arcybiskupowi Jerzemu, swoim rodzicom, a zwłaszcza metropolicie Sawie. Dziękował wspólnocie św. Onufrego i Świątobliwemu Synodowi.
– Dziękuję Bogu, którego w Trójcy wysławiamy i któremu w Trójcy się kłaniamy, za przeszłość, dzień dzisiejszy i przyszłość – powiedział.
Następnego dnia, w niedzielę, tuż przed Liturgią, archimandryta Atanazy czytał Symbol Wiary, obiecał przestrzegać dogmatów i kanonów świętych apostołów, postanowień siedmiu soborów powszechnych i dziewięciu lokalnych, strzec Tradycji, dbać o spokój w Cerkwi, godnie kierować swoją owczarnią. Ten ryt nazywa się czynom ispowiedanija Wiery i obieszczanija archirejskowo (wyznania Wiary i przysięgi biskupiej). O czynie tym wspomina już w VII wieku św. Sofroniusz Jerozolimski, a obecny kształt zyskał w XVII wieku.
Sama konsekracja nastąpiła podczas Liturgii, po Światyj Boże. Na głowę klęczącego przy prestole archimandryty biskupi położyli otwartą księgę Ewangelii i swoje ręce. Metropolita Sawa trzykrotnie pobłogosławił, odczytał modlitwę. Przy radosnym aksios, powtarzanym przez duchownych i chór, na nowego biskupa zostały nałożone biskupie szaty.
– Od tej pory jesteś spadkobiercą świętych apostołów i kontynuatorem ich misji – zwrócił się już po Liturgii do nowego biskupa metropolita Sawa. Dlatego też nie zaniedbuj w sobie daru, który został ci dany.
Metropolita zaapelował, by nowy władyka wszystkie swoje zdolności wykorzystywał dla dobra prawosławia. – Jakkolwiek wielkie byłyby trudności, nigdy nie trać nadziei. W swych arcypasterskich trudach staraj się zawsze być stały i zrównoważony. Hojną dłonią zasiewaj Słowo Boże, dbaj o dobre wschodzące ziarno – mówił.
Hierarcha zwrócił też uwagę na specyfikę diecezji łódzko-poznańskiej, która obejmuje parafie diaspory, podkreślił, że biskup przyjmuje łaskę Ducha Świętego, aby służyć wszystkim, a jeśli trzeba, to i życie swoje dać jako okup za wielu (Mt 20,28).
Metropolita przypomniał dużą rolę monasteru w Jabłecznej w dotychczasowym życiu władyki Atanazego.
– Staraj się pamiętać o swym mniszym powołaniu, a głównym działaniem mnicha jest modlitwa – zaznaczył. Przypomniał, że biskup jest oficjalną osobą Cerkwi, dlatego powinien uważać, by „nie stworzyć okazji dla tych, którzy jej szukają”, tak by mógł powiedzieć za apostołem Pawłem: „Stoczyłem piękną walkę, bieg ukończyłem, wiary dochowałem. Teraz już czeka mnie wieniec sprawiedliwości. W owym dniu poda mi go Pan, sprawiedliwy Sędzia”.
Metropolita pozdrowił władykę Atanazego w imieniu Świętego Soboru Biskupów oraz własnym. Podziękował rodzicom za wychowanie syna.
– Niech twoja posługa biskupia będzie przez Boga błogosławiona – powiedział, wręczając arcypasterski pastorał.
Po pierwsze błogosławieństwo nowego władyki ustawiło się wielu wiernych. Wśród nich parafianie z Jabłecznej. – Mamy rozdarte serca – przyznaje Jolanta Żukowska. – Kochaliśmy archimandrytę, żal, że nas opuszcza. W monasterze był od dwudziestu lat, przez dziesięć ostatnich jako jego namiestnik. Bardzo dbał o nasz chór, zaprosił do nas dyrygentkę, matuszkę Elżbietę z Białej Podlaskiej. Przeprowadził remont dzwonnicy, z pomocą funduszy europejskich wyremontował kaplicę nad Bugiem, zbudowaną nieopodal miejsca, do którego przypłynęła ikona św. Onufrego Wielkiego. Był prawdziwym gospodarzem. Ale z drugiej strony rozumiemy, że taka jest wola Boża i cieszymy się że został władyką. Chcieliśmy być z nim w dniu jego chirotonii, 33 osoby przyjechały autokarem, pozostali samochodami prywatnymi.
Wyświęcenie archimandryty Atanazego na biskupa łódzkiego i poznańskiego oznacza także zmiany w życiu jabłeczyńskiej wspólnoty.
– O wyborze naszego namiestnika dowiedzieliśmy się zaraz po decyzji Synodu – wspomina obecny namiestnik Makary. – Przyjęliśmy tę decyzję z pewnym zaskoczeniem, także ze smutkiem. Zrozumieliśmy, że w życiu każdego z dziewięciu braci wspólnoty kończy się pewien etap. Władyka Atanazy był już w monasterze, gdy my, jako mnisi, przekraczaliśmy próg obitieli po raz pierwszy. Spowiadał nas wszystkich, był więc nie tylko namiestnikiem, ale prawdziwym abbą, ojcem. On nas w życiu mniszym wychował, z Bożą pomocą trudził się, żeby wszystkich ubrać, wykarmić. To jak monaster w Jabłecznej teraz wygląda, jest w dużym stopniu jego zasługą.
Namiestnik w monasterze pełni także funkcje reprezentacyjne i z tej roli archimandryta Atanazy wywiązywał się znakomicie.
– Nasz monaster, muszę przyznać, jest znany i szanowany w świecie. Zewsząd przyjeżdżali do nas ludzie, także po duchowe wsparcie. Kierowali się do najstarszego mnicha, właśnie ojca archimandryty – dodał.
Na chirotonię przyjechała z parafii w Jałówce Maria Nos, mama władyki (w swej mowie syn dziękował „za matczyne łzy i modlitewne ciepło, które ogrzewało, pocieszało i omywało jego niedostatki i słabości”).
Jak przeżyła chirotonię? Nie zanadto dobrze.
– Cały czas myślę, czy on na to służenie zasłużył, czy da radę – mówi. – Urodziłam go w wieku czterdziestu lat, był najmłodszy z czterech synów. Trudno mi było go chować, ale dzięki Bogu wyrósł. Skończył się uczyć w Michałowie. „Pójdę na duchową szkołę” – mówi. Idź, my na to, ale nie myśleliśmy, że tam zostanie, był zawsze ciekaw świata, ruchliwy. Ale został. Jak uczył się za granicą, w Stanach Zjednoczonych, też przeżywałam. Czekam, czekam na list, jak przyjdzie, zaczynam odpisywać. Piszę jeden, nie, niedobrze, myślę, zaczynam drugi. I tak całą noc pisałam… Mąż na chirotionię nie przyjechał, jest już słaby. Czy byłam w Łodzi? Nie.
Diecezja łódzko-poznańska ma dosyć krótką historię. Powstała w 1951 roku, jej pierwszym władyką był arcybiskup Jerzy (Korenistow), urodzony w Carskim Siole rosyjski arystokrata. Jako locum tenens metropolii warszawskiej niepokoił się o los prawosławia w Polsce. – Na szczęście są dwaj obiecujący chłopcy, Misza i Wania – przyznawał w prywatnych rozmowach. Wania to Jan Anchimiuk, późniejszy biskup Jeremiasz. Misza – to Michał Hrycuniak, który jako biskup Sawa objął po władyce Jerzym diecezję łódzko-poznańską. Trzecim biskupem na tej katedrze był władyka Szymon, czwartym będzie właśnie biskup Atanazy.
– Bardzo dobrze przyjęliśmy wiadomość o wyborze naszego nowego władyki – przyznaje Raisa Sapieżyńska-Łoś z Pabianic, przewodnicząca łódzkiej rady parafialnej. – Razem ze swoją rodziną byłam w monasterze w Jabłecznej, ale archimandryty Atanazego nie miałam okazji poznać osobiście. Czekamy na dobrego przewodnika duchowego i dobrego gospodarza. Na nabożeństwa w niedzielę przychodzi u nas około 170 osób, w duże święta cerkiew jest pełna. Bardzo wielu mamy przyjezdnych, głównie z Ukrainy. Oficjalnie daty ingresu jeszcze nie znamy, ale czekamy na nowego biskupa z niecierpliwością.
– Chciałbym wrócić na moment do homilii metropolity Sawy – dodaje Łukasz Kobeszko, łódzki parafianin od półtora roku. – Hierarcha przypomniał, że „tam gdzie jest biskup, tam jest Cerkiew”. Władyka Atanazy wśród tych parafian, którzy są bliżej związani z Cerkwią, jest dość znany jako archimandryta monasteru w Jabłecznej, ale dla naszych napływowych wiernych raczej nie. Nie znają oni też naszej Polskiej Autokefalicznej Cerkwi, nasza parafia jest dla nich, można powiedzieć, jej wizytówką. A na nowego władykę czeka cała bardzo rozległa diecezja z parafiami o zupełnie innej historii niż te na Podlasiu. Ogólnie rzecz biorąc łodzianie bardzo dobrze przyjmują prawosławie, na koncerty muzyki cerkiewnej przychodzi bardzo wielu innowierców, podobnie w parafii, oprócz parafian mamy wielu sympatyków, czyli zainteresowanych prawosławiem, najczęściej rzymskich katolików.
uż po południu, w niedzielę 24 września, odbyło się nareczenije
archimandryty Pawła (Tokajuka) na biskupa hajnowskiego. W obrzędzie mianowania wzięło udział ośmiu władyków, sześciu z Polski i dwóch z zagranicy, metropolita Astany i Kazachstanu Aleksander oraz rektor moskiewskich szkól teologicznych arcybiskup werejski Eugeniusz.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Ałła Matreńczyk
fot. Jarosław Charkiewicz

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token