Numer 10(388)    Październik 2017Numer 10(388)    Październik 2017
fot.Anna Radziukiewicz
Cerkiew wobec asymilacji
Anna Radziukiewicz
O. Jarosław Jóźwik, kanclerz Akademii Supraskiej, otwierając konferencję, mówił: – Cerkwi, poczynając od zawarcia unii brzeskiej w 1596 roku, nieustannie narzucano obcą tradycję. Cierpiała też ona na skutek prozelityzmu Kościoła rzymskokatolickiego. Obecne czasy również wymagają czujności. Migracja jakże często pociąga za sobą relatywizm i ateizację. Rozmywa w nowym środowisku tożsamość prawosławnych. To groźne zjawisko. Na tym spotkaniu zechcemy przyjrzeć się aspektowi swój – obcy, jeśli chodzi o prawosławnych Rzeczypospolitej, mieszkających od wieków na tej samej ziemi, ale i tych, którzy przyjechali na ziemie dla nich obce, choćby wysiedleni podczas akcji Wisła na ziemie zachodnie i północne Polski.
– Temat konferencji jest niezwykle ważny – mówił arcybiskup białostocki i gdański Jakub. – Problem swój-obcy i asymilacji, jeśli chodzi o prawosławnych, istniał w historii zawsze, ale teraz narasta z nową siłą. Chciałbym usłyszeć na konferencji, z jaką siłą procesy te dotykają mniejszości narodowe, a z jaką religijne. Na ile ci, którzy należą do mniejszości, starają ukryć się za fasadą choćby relatywizmu, za którą łatwiej się asymilują. Wybitny prawosławny teolog Aleksander Schmemann, który swe życie związał z USA, mówił, że trzecie pokolenie emigrantów traci swoje korzenie narodowe. Widząc te procesy asymilacyjne, Cerkiew w USA starała się, by to pokolenie nie straciło sił duchowych.
– Dla nas ważna jest odpowiedź na pytanie co robić, by prawosławni nie porzucali swojej wiary, jeśli już odcinają się od korzeni narodowych – kończył hierarcha.
Prof. Antoni Mironowicz rozpatrywał problem swój-obcy oraz asymilacji w aspekcie historycznym, sięgając do czasów piastowskich i poprzez jagiellońskie dochodząc do epoki królów elekcyjnych. Twierdził, że problem ten nie istniał za Piastów, kiedy książęta tamtej dynastii mieli jakże często za żony czy matki ruskie księżniczki. Pojawił się przy ostatnim Piaście, Kazimierzu Wielkim, w połowie czternastego wieku, kiedy Korona utraciła znaczne obszary ziem na zachodzie kraju i ruszyła na wschód, wchłaniając Ruś Halicką. W ramach jednego państwa istniały dwa Kościoły – rzymskokatolicki i prawosławny. Takiej sytuacji Zachód, do czasów reformacji, czyli początku XVI wieku, a więc rozbicia w ramach Kościoła rzymskokatolickiego, nie znał. Korona miała dwie drogi, albo układać godne i pokojowe współżycie obu Kościołów, albo asymilować prawosławnych, latynizując ich i polonizując. Wybrała drugą drogę, konsekwentnie ją realizując w późniejszych wiekach, kiedy podpisywano, poczynając od unii w Krewie w 1385 roku, kolejne pakty, zbliżające Koronę z Wielkim Księstwem Litewskim, w którym prawosławie z dominującego stawało się ledwie tolerowane i w którym prawosławny, nazywany schizmatykiem, mógł się czuć obco, zwłaszcza w wieku XVIII, kiedy unia zdawała się już niepodzielnie panować na ziemiach ruskich Rzeczypospolitej.
Taki szeroki zarys historyczny był bardzo potrzebny do rozważań szczegółowych. A takimi dzielił się archimandryta supraskiej ławry o. dr Andrzej (Borkowski), od 27 września władyka, wracając do czasów unii brzeskiej i jej niekanoniczności.
Dr Urszula Pawluczuk twierdziła, że prawosławni w Wilnie (wiele czasu spędziła w archiwach tego miasta, śledząc relacje świata rzymskokatolickiego i prawosławnego) są tam jak najbardziej u siebie, że nie byli tam obcy i w XIII wieku, tym bardziej w XIV, kiedy w 1387 roku nastąpił w Wilnie chrzest Litwy, nazwany oficjalnym. Prawosławnych było wtedy w Wilnie dużo, mieli wiele cerkwi a nawet swoich świętych.
Prof. Teresa Chynczewska-Hennel z Uniwersytetu w Białymstoku odkryła naukowemu światu i słuchaczom w Supraślu bardzo interesującą korespondencję z pierwszej połowy XVII wieku między nuncjuszem apostolskim i królem Rzeczypospolitej. Mnóstwo listów krążyło wtedy na tej linii, co najmniej jeden na tydzień. Gdy król chciał poluzować gorset zaciśnięty wokół „wiary greckiej”, jak wtedy określano prawosławie, nuncjusz powoływał się na odpowiedzialność przed Bogiem za sprzyjanie „heretykom”. W ten sposób Rzeczypospolita stawała się krajem, którego losy rozgrywał kto inny.
O. dr Artur Ciołka przywołał los wypędzonych spod Karpat i ich traumatyczne przeżycia, kiedy stali się obcymi i na ziemi nowej, na której ich osiedlono, i na ziemi dziadów, jeśli usiłowali na nią wrócić, bo tam ich chyże, pola i lasy zajęli nowi osadnicy. Zajęli także cerkwie. I o nich mówił prof. Jerzy Uścinowicz, architekt. Dobrze, jeśli zajęli i przekształcili na kościoły, bo wtedy dawali szansę przetrwania drewnianym cerkwiom, bardziej lub mniej zachowując oryginalny kształt – zależało to od wrażliwości nowego proboszcza. Ale przecież większość tych świątyń, pozostając bez opiekuna, została zdewastowana lub zrujnowana. Teraz mało kto pochyła się na tym dramatem Rusnaków i ich świątyń, mało kto uświadamia sobie skalę zniszczeń.
O zakonie bazylianów, bogatym i wpływowym, zorganizowanym na początku XVII wieku na wzór zakonu jezuitów, którzy najbardziej chyba przyczynili się do zmiany tożsamości i wyznaniowej, i kulturowej narodu ruskiego w Wielkim Księstwie Litewskim, mówił o. Denis Rusnak.
 
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz
fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token