Numer 10(388)    Październik 2017Numer 10(388)    Październik 2017
fot.Anna Radziukiewicz
Metropolita Józef Siemaszko
Aleksy Kordiukiewicz
Cerkiew unicka od końca XVIII wieku znajdowała się w specyficznej sytuacji. Ujawniły się rozdźwięki między białym i czarnym (bazyliańskim) duchowieństwem i spory o indyferentyzm religijny nie tylko wśród unickich wiernych, lecz i duchownych. Powrót unitów do „wiary przodków” przez prawosławnych oceniany jest jako „ponowne zjednoczenie” z Cerkwią prawosławną. W ocenie strony katolickiej była to oczywiście „likwidacja”.
Nie można jednak przypisywać całego procesu naciskom władz rosyjskich. Bezsporne jest bowiem, że zarówno wśród unitów świeckich, jak i wśród duchownych i biskupów byli zwolennicy powrotu do Cerkwi prawosławnej. Był wśród nich i Józef Siemaszko, główny inicjator i wykonawca zjednoczenia ponad półtoramilionowej, związanej z Rzymem, wspólnoty z Cerkwią prawosławną. Ocena jego działań i postaci jako takiej w historiografii rzymskokatolickiej jest jednoznacznie negatywna. Narzucono obraz metropolity jako renegata, apostaty, człowieka kierującego się niskimi pobudkami, karierowicza.

SYTUACJA RELIGIJNA
Analizując tamte wydarzenia nie można pominąć tła historycznego. Korespondencja, wspomnienia i relacje z I połowy XIX wieku świadczą o niskim poziomie świadomości i słabym rozeznaniu w sferze życia religijnego ludności unickiej. Pańszczyźniane chłopstwo było niewykształcone, podobnie jak nieliczna, uboga unicka szlachta i mieszczaństwo, a i kontakt duchownych z parafianami, z różnych względów, był utrudniony. Wiązało się to również z niewielką liczbą świątyń. Małżeństwa mieszane i konwersje unitów, zwłaszcza na rzymski katolicyzm, były powszechnym zjawiskiem.
Trzeba też pamiętać, że unicka Cerkiew pozostała dla chłopskich wiernych jedyną w istocie siłą kulturotwórczą. Szlachta szybko się spolonizowała, a proces ten nie ominął i Cerkwi. Nasi chłopscy przodkowie – stwierdza prof. Irena Matus, autorka książki „Schyłek unii i proces restytucji prawosławia” – modlili się po polsku, śpiewali tylko po polsku. Czytali, choć tacy byli nieliczni, tylko po polsku. Kazań słuchali po polsku.
Z drugiej strony na początku XIX wieku prawosławni odnosili się do unitów z niechęcią i nie prowadzili wśród nich żadnej zorganizowanej misji. Ta niechęć wynikała z niezrozumienia historii ziem, które przed zaborami znajdowały się w Rzeczypospolitej.
W 1827 roku Józef Siemaszko, na prośbę rządu rosyjskiego, przedstawił memoriał o położeniu Cerkwi unickiej. W rzeczowym opracowaniu określił też środki, za pomocą których unici mogliby powrócić na łono Cerkwi prawosławnej. To opracowanie zostało dobrze ocenione przez rząd i cara. Władykę poproszono o wykonanie szczegółowego planu doprowadzenia do realizacji wskazanego przez niego celu. 17 stycznia 1828 roku Józef Siemaszko przedstawił taki dokument. 22 kwietnia 1828 roku imperator Mikołaj I wydał dekret, który stał się podstawą późniejszych działań rządu w stosunku do ludności unickiej.
W pierwszej kolejności zwrócono uwagę na poprawę wykształcenia duchowieństwa unickiego. W 1828 roku założono dla unitów drugie seminarium (litewskie) w Żyrowicach. Otrzymało ono, podobnie jak starsze w Połocku, statut na wzór obowiązujących w seminariach prawosławnych. Uniccy kapłani i diakoni byli przygotowywani i sprawdzani ze znajomości porządku nabożeństw Cerkwi prawosławnej. Z drugiego departamentu Rzymskokatolickiego Kolegium Duchownego utworzono odrębne i samodzielne Unickie Kolegium Duchowne. Na jego czele stanął unicki metropolita Jozafat Bułhak. Skomasowano diecezje unickie z czterech do dwóch, litewskiej i białoruskiej. Zmieniono też skład konsystorzy unickich. Oprócz tego władzy diecezjalnej przekazano kontrolę nad bazyliańskimi mnichami. Mnichom, ochrzczonym w Kościele rzymskokatolickim, pozwolono, jeśli tego chcą, przejść do katolickich klasztorów. Część bazyliańskich monasterów zamknięto. Duchownym unickim zabroniono pełnienia funkcji wikarych przy kościołach katolickich, a unitom pobytu w klasztorach katolickich. Z jednej strony działania te oddalały unitów od katolickich wpływów, z drugiej przygotowywały zjednoczenie z prawosławiem.
Wszystkie przygotowania dotyczące likwidacji unii Józef Siemaszko realizował poprzez najwyższy organ kościelnego kierownictwa. Te działania obejmowały nie tylko najbliższych współpracowników władyki, także dziekanów, kierownictwa diecezji i nauczycieli seminariów, a zatem krąg najbardziej wykształconych duchownych. Można wręcz stwierdzić, że w tym procesie uczestniczyło całe duchowieństwo. Ono doskonale rozumiało, do czego te reformy zmierzają. W każdym razie władyka był przekonany, że są w pełni świadomi celu zachodzących przemian. W 1832 roku pisał, że unickie duchowieństwo z obojętnością patrzyło „na przyszłe, zupełnie widoczne dla unii skutki”.

SOBÓR POŁOCKI
Gdy po latach pracy większość duchowieństwa podpisała zgodę na zjednoczenie, odbył się Sobór Połocki. 12 lutego 1839 roku, w Niedzielę Triumfu Prawosławia, w Połocku zebrali się biskupi Józef Siemaszko, Bazyli Łużyński, Antoni Zubko i duchowni z kierownictwa obu diecezji unickich. Byli przedstawiciele niższego duchowieństwa i świeckiej społeczności unickiej. Przyjęto akt ponownego zjednoczenia Cerkwi unickiej z Cerkwią prawosławną. W tym dniu władyka Józef podczas Liturgii w połockim soborze Hagia Sophia zamiast papieża wspominał wszystkich prawosławnych patriarchów, metropolitów, arcybiskupów i biskupów.
W akcie soborowym zebrani wyrazili żal, że ich przodkowie zostali oderwani od prawdziwej jedności i „siła obcej przemocy podporządkowała ich władzy Kościoła rzymskiego, pod nazwą Unitów”. Dalej mówiło się w tym akcie: „Postanowiliśmy twardo i niezmiennie uznać ponownie jedność naszej Cerkwi z Prawosławno-Katolicką Cerkwią Wschodnią i wobec tego przebywać od teraz, razem z powierzonymi nam stadami, w jedności ze świętobliwymi wschodnimi prawosławnymi patriarchami i w jurysdykcji Świętobliwego Zarządzającego Wszechrosyjskiego Synodu”. Do aktu dołączono wykazy duchownych, wyrażających zgodę na zjednoczenie, w liczbie 1305 osób (938 w diecezji litewskiej i 367 w diecezji białoruskiej). Dołączono również dwie prośby do imperatora – jedna o zgodę na przyłączenie się do Cerkwi prawosławnej, druga o wyrażenie zgody na zachowanie przez byłych unitów niektórych obyczajów, zakorzenionych wśród nich, a nie będących niezgodnymi z kanonami Cerkwi.
23 marca 1839 roku Świętobliwy Synod rozpatrzył „Akt Ponownego Zjednoczenia” i wydał oświadczenie o przyłączeniu Cerkwi unickiej do Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. 25 marca 1839 roku, w dzień Zwiastowania Bogarodzicy, zaaprobował je car. Na pamiątkę zjednoczenia, jak kiedyś na pamiątkę zawarcia unii, został wybity medal, na którym napisano: „Oderwani siłą (1596) ponownie złączeni miłością (1839)”.
W ślad za ogłaszającymi wcześniej swoje życzenia dotyczące zjednoczenia z Cerkwią prawosławną pośpieszyły uczynić to samo i inne unickie parafie. Wkrótce liczba zjednoczonych parafii doszła do 1607 z ponad 1 milionem 600 tysiącami wiernych.
Jednym z zarzutów katolickich historyków i teologów jest twierdzenie, że władyka, będąc biskupem unickim, nie miał kanonicznego prawa przeprowadzić soboru w Połocku bez błogosławieństwa papieża. Chociażby dlatego, że w porządku obrad soboru stało rozerwanie związku z Rzymem. Krytykowano również zasadę zjednoczenia duchowieństwa przez zebranie od nich podpisów oraz świeckich przez komunię u prawosławnych duchownych bez wyrażonej ustnie lub pisemnie zgody.
W rezultacie reform z lat 1828-1830 odbudowano pierwotną, objętą porozumieniem z 1596 roku, kanoniczną samodzielność unickiej wspólnoty cerkiewnej. Dlatego nie była potrzebna formalna zgoda głowy Kościoła rzymskokatolickiego do zwołania soboru duchowieństwa unickiego. Trzeba pamiętać również, że podczas chirotonii władyki Józefa z tekstu przysięgi biskupiej i kapłańskiej usunięto słowa o wierności i posłuszeństwie papieżowi. Zatem uczestnicy soboru połockiego – wszyscy biskupi i kapłani wyświęceni po 1829 roku – nie potrzebowali błogosławieństwa papieża rzymskiego.
Z drugiej strony należy też pamiętać, że prawosławni biskupi, podpisując unijne porozumienie z Rzymem, nie prosili patriarchy konstantynopolitańskiego o błogosławieństwo na wspólny z katolikami sobór w Brześciu w 1596 roku. Zatem mamy do czynienia ze swego rodzaju równowagą. Z tym jednak zastrzeżeniem, że twórcy unii brzeskiej oszukiwali wiernych i duchowieństwo oraz zajmowali się wprowadzaniem rzeczy nowych, zaś władyka Józef Siemaszko i jego współpracownicy – przekonując kapłanów o prawdziwości prawosławia i zbierając podpisy o gotowości przyłączenia się do niego – postępowali jawnie i odbudowywali starą tradycję.
Co zaś się tyczy samej kanonicznej zasady przyłączenia duchowieństwa i świeckich, to odpowiadało ono całkowicie i we wszystkich szczegółach prawosławnym kanonom, opisującym przyjęcie katolików do Cerkwi prawosławnej. Z tym tylko, że wszystko rozciągnęło się na kilka miesięcy z powodu zbyt dużej liczby wiernych.
Tak odbył się powrót ponad półtoramilionowej ludności białoruskiej na łono Cerkwi prawosławnej. To wydarzenie, nierozerwalnie związane z władyką Józefem Siemaszką, ochroniło białoruską ludność od prób zmierzających do zniszczenia wszystkiego, co ruskie i całkowitego podporządkowania wpływom katolicyzmu. Ochroniło również przed idącą w ślad za tym całkowitą polonizacją. Dlatego też Józef Siemaszko zyskał sobie wielu wrogów wśród katolików.

PROCES UNIFIKACJI
Józef Siemaszko uważał Cerkiew unicką za oderwaną z powodu politycznych i religijnych intryg byłych władz polskich i zakonu jezuitów – część Cerkwi ruskiej. Wychodząc z takiego założenia uznawał zjednoczenie za sprawiedliwy powrót narodu do jedności, duchowych źródeł i do historycznej drogi. Po zjednoczeniu unia na terenie Rosji przestała istnieć. Wszyscy kapłani uniccy, jeżeli tylko chcieli, pozostać duchownymi, byli uznawani za przyłączonych do prawosławia.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Aleksy Kordiukiewicz

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token