Numer 10(388)    Październik 2017Numer 10(388)    Październik 2017
fot.Anna Radziukiewicz
Monaster Trójcy Świętej
Paweł Krysa
Wioska, w której stoimy, położona jest w samym sercu Wysokiego Kaukazu, w miejscu przez całe wieki po prostu niedostępnym. Od zawsze nazywała się Stepancminda (gruz. Święty Stefan) i od czasu upadku komunizmu znów tak się nazywa. Ale przez kilkadziesiąt totalitarnych lat nosiła nazwę Kazbegi i w zasadzie do dziś wszyscy ją tak nazywają. Chodziło bowiem o to, że w czasach dyktatury proletariatu upamiętnianie pierwszego chrześcijańskiego męczennika nie wchodziło oczywiście w grę. Nazwano ją więc na cześć najsławniejszego obywatela tej miejscowości, Aleksandra Kazbegi, wielkiego gruzińskiego pisarza i poety, którego pomnik dumnie króluje na centralnym placu.
Wsiadamy więc w terenówki i po pół godzinie szalonej jazdy lądujemy u stóp monasteru. Widok, jaki stąd się rozciąga, jest wprost nie do opisania. Znajdujemy się bowiem na wysokogórskiej polanie, na wysokości 2200 metrów.
Przed nami monaster, 500 metrów niżej wioska – a w zasadzie dwie, bo dopiero stąd widać, że do Stepancmindy przylepiona jest jeszcze Gergetis – wyglądają stąd jak ilustracja z babcinej skazki. Z przodu czterotysięczniki, a za plecami pięciotysięczny Kazbek – no, oczywiście jeśli raczy się pokazać, bo generalnie stwór to bardzo kapryśny, w pełnej krasie ukazujący się rzadko, najczęściej tylko „do kolan”.
Po kilkunastu minutach zachwytów i obowiązkowej sesji zdjęciowej czas wreszcie na monaster. Doprawdy niezwykły i niesamowity, nawet w kraju takim jak Gruzja, w której świętych miejsc i świętych monasterów jest mnóstwo. Pomimo tego tutejsza Cminda Sameba jest miejscem naprawdę wyjątkowym. Nieraz przecież było mi dane być świadkiem niecodziennych doznań i ogromnych wzruszeń pielgrzymów, tudzież ludzi mało religijnych, a nawet będących od wiary naprawdę daleko, którzy doświadczali tutaj błagodati niezwykłej, często trudnej do ubrania w słowa. W sumie jednak dziwić to nie powinno, bo przecież sama Bogarodzica wskazała to miejsce mnichom przed tysiącem lat i do dziś króluje tutaj, w swej cudotwórczej ikonie.
Kiedy dokładnie powstał monaster nie wiadomo, ale uczeni najczęściej mówią o X wieku. Jeszcze starszy jest wczesnochrześcijański ikonostas z przełomu VI i VII wieku. Niedostępność tego miejsca powodowała, że w czasie perskich najazdów tu właśnie przechowywano największe gruzińskie świętości, czyli oryginał Krzyża św. Nino, cząsteczkę Drzewa Krzyża Świętego i Gwóźdź, którym przybito do niego Zbawiciela.
Mroczne wnętrze monasterskiej cerkwi emanuje prostotą i ascetyzmem, a jednocześnie niezwykłym ciepłem i duchem modlitwy. Gdy oczy przywykną już do panujących tutaj warunków, same podążają ku średniowiecznym freskom z XIII-XIV stulecia oraz ku świętym ikonom. Przede wszystkim jednak ku lewemu kiotowi, w którym widnieje cudowna i łaskami słynąca Gergetska Ikona Bogarodzicy. Jej postać, podobnie jak i Dzieciątka, w całości zasłania srebrna ryza. Widoczne są jedynie ciemne, niemalże czarne Oblicza oraz ręka Bogarodzicy.
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Paweł Krysa
fot. autor


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token