Numer 11(389)    Listopad 2017Numer 11(389)    Listopad 2017
fot.Anna Radziukiewicz
Chrzest cerkwi
Anna Radziukiewicz
O. Grzegorz przedtem nie budował, ale przecież i nie był dziennikarzem radiowym, a redakcję audycji „Pierad wychadam u carkwu” czy „Duchounyja sustreczy”" w Polskim Radiu Białystok potrafił zorganizować i audycję napełniać treścią. I tak przez dwanaście lat. I nie był dziennikarzem telewizyjnym, a przyszło mu się współtworzyć program „U źródeł wiary”. Ale przyszedł rok 1998. Wtedy patriarcha konstantynopolitański Bartłomiej, wraz z metropolitą Sawą, poświęcił kamień węgielny na piaszczystej ziemi, wzniesieniu górującym nad całym Białymstokiem, na osiedlu Nowe Miasto, które tylko co obrosło nowymi blokami i ulicami. I proboszcz wszystkie siły oddał budowie nowej cerkwi.
Najpierw stanęła drewniana cerkiew tymczasowa. Stała się ona świątynią „objazdową”. Bo służyła na samym początku wspólnocie hajnowskiej, która modląc się w niej, zrodziła wspaniały sobór Świętej Trójcy, potem czyżowskiej, dotkniętej dramatem pożaru swojej zabytkowej drewnianej cerkwi i też skupiając się w „objazdowej”, wybudowała nową świątynię. Następnie z Nowego Miasta przewieziono ją na białostockie Bacieczki.
Cerkiew św. Jerzego rosła jako dwupoziomowa. Dolną poświęcono Opiece Matki Bożej. Wchodzi się do niej długim korytarzem – schodami i pochylnią – by znaleźć się we wnętrzu nietypowym. To jej dół, a nie góra, proponuje tektonikę. Ludzie stoją na różnych poziomach, niskim centralnym i wyższym, zewsząd go otaczającym, niczym krużganki. Tu jakby nikt nikomu nie zasłaniał spojrzenia na to co dzieje się w części ołtarzowej. Autorem tego rozwiązania, jak i projektu całej świątyni, jest architekt prof. Jerzy Uścinowicz. Ludzie szybko polubili tę, zwaną dolną, cerkiew. Skupiali się w niej na modlitwie, kiedy ściany świeciły jeszcze surowym tynkiem, z kilkoma ikonami, kiedy nie było barierek ani płytek na podłodze. Ona autentycznie skupiała ludzi, koncentrowała ich wokół liturgii, świętości, wokół proboszcza i duchownych.
– Tu lekko się modlić – mówili wierni. I do dziś wielu tak twierdzi. I chociaż cerkiew „górna”, poświęcona św. Jerzemu Pobiedonoscy, cała oddycha sakralnością – polichromią autorstwa Jarosława Wiszenki, która wypełniła jej wnętrze, ikonostasem, ikonami, to i tak mnóstwo wiernych wybiera modlitwę w dolnej cerkwi, mającej w sobie coś z czasów chrześcijaństwa pierwszych wieków, chroniącego się po katakumbach. Ta cerkiew jest jakby stworzona szczególnie na wielkopostne dni świetlistego smutku.
Ale najbardziej radosne jest to, że w jednej z najmniejszych liczebnie białostockich parafii, jaką jest św. Jerzego, obie cerkwie – i dolna i górna – gęsto zapełniają się wiernymi podczas niedzielnych i świątecznych Liturgii. Także wsienoszcznoje bdienije skupia sporo wiernych. To oznacza, że cerkiew rosła nie tylko na piaszczystej górce, ale i w duszach wiernych. Rosła w duszach najmłodszych, tu z miłością nazywanych przez proboszcza „grzybkami”. Proboszcz uczył dorosłych: – Dzieci szukają jeszcze swego miejsca w cerkwi. Nie denerwujcie się, że czasem za głośno, za ruchliwie. Bo dzieci gdy polubią cerkiew, to potem i swoich rodziców do niej będą przyprowadzać. I tak bywa. Wiele dzieci znajduje potem swoje miejsce w chórze dziecięcym, młodzieżowym, wrasta na koniec w chór dorosłych, znajdując opiekę dyrygentów Anny Cyrkun, Michała Warszyckiego, Romana Sacharczuka, wiele od nich i od siebie wymagających. Stają się prisłużnikami.
Chrzest cerkwi św. Jerzego – tak uroczystość jej wyświęcenia nazwał metropolita Sawa. Miała ona miejsce 14 października w święto Opieki Matki Bożej.
 
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz
fot. autorka


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token