Numer 11(389)    Listopad 2017Numer 11(389)    Listopad 2017
fot.Anna Radziukiewicz
Pożegnanie bratczycy
Anna Radziukiewicz
Odeszła Walentyna Wierzbicka, starsza bratczyca Bractwa Trzech Wileńskich Męczenników, działającego przy parafii św. Jerzego w Białymstoku. Nie dożyła 70 lat. Żyła skromnie i pracowicie. Zawsze w cerkwi, na wszystkich nabożeństwach – tak ją zapamiętali parafianie. I widzieli ją w cerkwi niemal do ostatnich dni, bo cóż to wobec całego życia te dwa miesiące, kiedy po święcie Spasa niemoc złożyła ją do szpitala.
Była cicha, wsłuchana w drugiego człowieka, w jego potrzeby. Często pytała proboszcza swojej parafii, o. Grzegorza Misijuka: – Batiuszka, co zrobić, czego potrzebujecie? A ponieważ cerkiew pozostawała przez dziewiętnaście lat w budowie, potrzeby były duże.
Gromadziła grupę, by z nią kolędować każdego roku, zbierając pieniądze na budowę cerkwi, na jej ikony, polichromie, anałoje, chorągwie. Zadziwiająco dużo kolędnicy przynosili. Skupiała wokół cerkwi ludzi, prosząc: – Batiuszka ogłoście, bo chcemy pojechać autobusem do Sak, na Grabarkę, do Zwierek, Turkowic.
Jechali z modlitwą, ale i z rękoma. Bo takie były potrzebne, by z grupą kobiet pomóc siostrom na Grabarce przy gotowaniu na święto Spasa, mnichom w Supraślu przy urządzaniu i utrzymaniu ogrodu, w swojej cerkwi przy sprzątaniu, zwłaszcza przed wielkimi świętami, ozdabianiu jej kwiatami.
Jechała do Wilna, by tam otrzymać, razem z innymi pielgrzymami, relikwie świętych Trzech Wileńskich Męczenników Jana, Antoniego i Eustachego, które zostały wstawione do jego ikony, znajdującej się w cerkwi na Nowym Mieście w Białymstoku. Pielgrzymowała do Troice-Siergiejewskiej Ławry pod Moskwę. Tam kupiła do cerkwi naprestolną Ewangelię.
W niedzielę 22 października po Liturgii, na odpiewanii wokół trumny pokojnej Walentyny zgromadziła się rodzina i mnóstwo parafian. Parafianie żegnali ją jak najbliższą osobę, bratczycy jak siostrę. Człowiek, który dużo dobra zostawia na ziemi, unosi miłość ludzi na tamten świat – takie miałam wrażenie, patrząc na żegnających zmarłą.
– Szkoda, że tacy ludzie tak szybko odchodzą – mówił o. Grzegorz Misijuk. – Ale jednocześnie można powiedzieć: Boże dziękujemy Ci, że dałeś możliwość pracy z nimi. Ona pracowała z radością, z radością pomagała, a taki trud jest jak modlitwa, współpraca z Panem Bogiem. Bo gdy ktoś odmawia pomocy najbliższym, by w tym czasie skupić się na modlitwie, to taka modlitwa może stać się zgorszeniem dla bliskich. Pokojna Walentyna łączyła modlitwę z pracą.
Walentyna pozostawiła troje dorosłych dzieci i męża Aleksandra, dziennikarza Niwy. Aleksander, człowiek pracowity i skrupulatny, obdarzony sztuką słowa, dokonał dla nas, Fundacji Ostrogskiego, wielu przekładów z białoruskiego na polski lub odwrotnie, zwłaszcza przy pracach redakcyjnych nad podręcznikami do nauki białoruskiego.
Wiecznaja pamiat’, raba Bożyja Walentina!

Anna Radziukiewicz

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token