Numer 11(389)    Listopad 2017Numer 11(389)    Listopad 2017
fot.Anna Radziukiewicz
Cerkiew na skraju stolicy
Anna Radziukiewicz
Na Warszawę patrzę z góry, z wysokości prawie dwudziestu metrów. Stoję u podstawy kopuły cerkwi, której adres brzmi: ul. Puławska 568. To Ursynów, w zasadzie koniec tej dzielnicy, sąsiadującej z Mysiadłem. Stąd, jeśli się przyjrzeć w słoneczny dzień, widać zagęszczające się pudełka domów jednorodzinnych, biur, pas łąk i lasu i dalej gęstwinę metropolii, wirującą wokół biurowych drapaczy i Pałacu Kultury.
– Z tego miejsca do Pałacu Kultury dwadzieścia pięć kilometrów – wyjaśnia proboszcz najmłodszej warszawskiej parafii Hagia Sophia, o. Adam Siemieniuk. To w takim promieniu od serca stolicy zaproponowano prawosławnym, po jedenastu latach starań, półhektarowy plac pod budowę świątyni. To tyle trwały zabiegi metropolity Sawy u władz stolicy o wskazanie miejsca pod budowę cerkwi.
I kiedy miejsce wyznaczono, budowa ruszyła natychmiast. 5 grudnia 2015 roku przybył do Polski patriarcha ekumeniczny Bartłomiej i razem z metropolitą Sawą wyświęcił kamień węgielny pod nową świątynię.
Po niepełna dwóch latach oglądam już cerkiew, której nadano z betonu i stalowych konstrukcji kształt. Przykryto ją kopułą o promieniu 17 metrów, przebitą aż 48 oknami, czterema kopułami mniejszymi, dwiema półkopułami nad chórami bocznymi i trzema półkopułami nad częścią ołtarzową. Cała cerkiew jakby pulsowała kopułami, a wewnątrz dodatkowo i łukami, których kilkudziesięciu doliczyć się można, z czterema głównymi, wyznaczającymi pendetywy i zasadniczą przestrzeń dla wiernych.
Imponujące jest to przechodzenie sześciopadłościanu w podstawie, tego symbolu ziemi, w kształty sferyczne i półsferyczne, symbolizujące niebo. Imponująca jest harmonia przenikania, to tak jakby jedna forma z drugiej organicznie wyrastała, jedna drugiej służyła, chcąc powiedzieć – to miejsce sakralne, w niczym do świeckiego niepodobne.
Architekt, Andrzej Markowski, zanim zasiadł do projektowania cerkwi, poleciał do Konstantynopola. Tam spędził dwa tygodnie, codziennie odwiedzając ów cud architektury, jakim jest genialna Hagia Sophia, stojąca blisko półtora tysiąca lat. Nie, nie przerysował pierwowzoru w małej skali. Ale nim się inspirował, tak samo jak kopułowymi cerkwiami Grecji. Własną myśl architektoniczną obficie dołożył, umiejętnie sprzęgając nowoczesność współczesnej formy z tradycją, sięgającą niemal pierwszych wieków chrześcijaństwa. I do tego zaproponował współczesną konstrukcję – zbrojony beton. Powstała konstrukcja – dla domu mieszkalnego niezbyt komfortowa, ale dla świątyni niezwykle solidna.
Proboszcz parafii udał się na Bałkany, by tam, głównie w czarnogórskiej Podgoricy i Barze, przyjrzeć się współczesnym cerkwiom "wylewnym" w betonie tak samo jak warszawska i sposobie ich wykańczania. Wiele się nauczył. Bo w Polsce cóż mógłby podglądać poza kopułowym planetarium w Centrum im. Mikołaja Kopernika i kilkoma cerkwiami na Białostocczyźnie.
Ta cerkiew rośnie pod okiem młodych ludzi. O. Adam musiał szybko uczyć się fachu inwestora.
– Nie wstydziłem się pytać – mówi. W ten sposób poznawał prawo budowlane, załatwiał dziesiątki branżowych pozwoleń na budowę i gromadził tysiące stron dokumentacji, ucząc się jak ją czytać „ze zrozumieniem”, w czym pomagała mu nauka w technikum mechanicznym.
Kierownik budowy, Michał Tymoszewicz, z Białostocczyzny, z parafii Boćki, konfrontował na tej budowie swoją wiedzę inżynierską z praktyką.
– To chrzest dla młodego inżyniera? – pytam.
– Dokładnie tak. Żadna inna budowa nie przebije tego doświadczenia. Wyzwanie bardzo duże.
I wyjaśnia, jak konstrukcje tworzono, jak obliczano ich promień, jakich rusztowań używano, by potem to wszystko zalać ogromną masą betonu.
Chwali fachowców, najlepszych jego zdaniem, specjalizujących się w wylewanych technologiach.
Cerkiew ma 22 metry wysokości, z krzyżem będzie 25. I tylko wysokość nie jest w niej imponująca. A ta musiała być dostosowana do strefy, w jakiej się znalazła. Nad nią przebiega korytarz powietrzny. Co kilka minut przelatują samoloty, lądujące lub startujące na lotnisku Okęcie. Tu nie mogą stanąć zbyt wysokie obiekty.
Zimą planowane jest kładzenie sieci różnych instalacji, na wiosnę, tynkowanie wewnątrz.
Czym zostaną pokryte ściany z zewnątrz – jeszcze nie wiadomo. Może kamiennymi płytami, a może – bardzo popularnym dziś – tak zwanym betonem architektonicznym?
Trzeba też zdecydować, czym pokryć te 900 metrów kwadratowych kopuł. Czy ma być to „złota” blacha, czy szary tytan-cynk?
Ramy okien, a jest ich około stu, mają być stalowe. Te pod kopułą, które jakby pozwalają „wirować” kopule w powietrzu, mają być otwierane automatycznie. Mają same zamykać się, reagując na silniejszy podmuch wiatru czy deszcz.
Jak ogrzać 1300 metrów kwadratowych powierzchni?

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Anna Radziukiewicz
fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token