Numer 11(389)    Listopad 2017Numer 11(389)    Listopad 2017
fot.Anna Radziukiewicz
Nic się nie stanie bez pokajanija
tłum. Ałla Matreńczyk
O trudnej sytuacji prawosławnej Cerkwi na Ukrainie informowaliśmy naszych czytelników niejednokrotnie. W lipcowym numerze Przeglądu pisaliśmy o nowych zagrożeniach, związanych z inicjatywą uchwalenia ustaw, których przyjęcie umożliwiałoby antyprawosławnym siłom nieograniczone możliwości ingerencji w wewnętrzne sprawy Cerkwi, z jej prawną likwidacją włącznie. Zgodnie z przewidzianymi w projektach nr 4128 i 4511 rozwiązaniami stanowiska biskupów, przełożonych monasterów i duchownych zajmować mogłyby jedynie osoby, których kandydatury zostały wcześniej „uzgodnione” z organami władzy. Jeszcze większe zagrożenie dla pokoju religijnego w Ukrainie niosą postanowienia, przewidujące możliwość zmiany przynależności świątyń poprzez procedurę zmiany „samoidentyfikacji religijnej wspólnoty”. W praktyce oznaczałoby to, że dostatecznie duża grupa mieszkańców Kijowa czy innego miasta mogłaby udać się do dowolnej miejscowości na Ukrainie, tam zadeklarować swoją przynależność do danej parafii i w „demokratyczny” sposób przegłosować przejście do innego Kościoła. Stanowiłoby to podstawę do odebrania dotychczasowej wspólnocie prawa własności świątyni, z której niezgadzający się z tą decyzją duchowni i wierni zostaliby usunięci.
Ta, w sposób oczywisty nawiązująca do bolszewickich czasów, praktyka umożliwiałaby zalegalizowanie bandyckich napadów radykalnych bojówek na cerkwie kanonicznej ukraińskiej Cerkwi i przekazywanie ich nieuznawanemu przez żadną z autokefalicznych Cerkwi tzw. kijowskiemu patriarchatowi.
Jednak podobne praktyki – na co zwrócili uwagę przedstawiciele innych związków religijnych – mogłoby być zastosowane także wobec ich wspólnot. Zdecydowany protest przeciwko uchwalaniu ustaw oprócz Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi i zwierzchników innych, m.in. patriarchatów Jerozolimy, Bułgarii, Serbii, prawosławnych Cerkwi zgłosili hierarchowie Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie i zwierzchnicy innych, prócz tzw. kijowskiego patriarchatu, zrzeszonych we Wszechukraińskiej Radzie Kościołów i Związków Wyznaniowych. Zaniepokojenie perspektywą przyjęcia ustaw wyrazil Watykan. Zdecydowanie negatywne stanowisko zajęła Światowa Rada Kościołów i szereg organizacji społecznych, w tym pełnomocnik ds. praw człowieka na Ukrainie Waleria Łutkowska. Wyczulone na kwestie praw człowieka u naszych wschodnich sąsiadów polskie media i organizacje pozarządowe sprawę przemilczały.
Jednoznaczne stanowiska i opinie, a także zorganizowane przez UPC modlitewne stojania przed Werchowną Radą, w czasie których wierni modlili się o wrazumlenie posiadających władzę, skłoniły rządzących do zdjęcia (w maju tego roku) z obrad „antycerkiewnych” projektów. Również w kolejnym, przewidywanym na październik, terminie projektów nie rozpatrywano. Nie oznacza to jednak, że władze zrezygnowały z ich przyjęcia.
Mimo że obowiązujące na Ukrainie prawo nie pozwala na odbieranie świątyń, to nadal ma to miejsce. Kanoniczna Cerkiew jest stale szkalowana w należących do oligarchów mediach, a władze, choć w konstytucji Ukrainy zapisana jest zasada rozdziału państwa od Kościoła, podejmują próby utworzenia „jednej ukraińskiej Cerkwi”. Ich zdaniem mogłoby to nastąpić poprzez uznanie tzw. kijowskiego patriarchatu przez patriarchę Konstantynopola za kanoniczną strukturę. O tym, że jest to – z uwagi na obowiązujące kanony Cerkwi – niemożliwe, mówili zwierzchnicy Cerkwi. Do tej kwestii odniósł się także arcybiskup wrocławski i szczeciński Jerzy, odpowiadając na pytania dziennikarza Organizacji Ukraińskich Dziennikarzy.

***

– W maju nieuznawany w prawosławnym świecie tzw. kijowski patriarchat podjął decyzję o powołaniu swego europejskiego egzarchatu, sieci własnych parafii na terytorium prawosławnych Cerkwi w Europie. Czy Cerkiew w Polsce zetknęła się z podobnymi działaniami?
– To bardzo smutne, że tzw. kijowski patriarchat stara się tworzyć w Europie wspólnoty pod własną pseudojurysdykcją. Nie jest on bowiem uznawany przez żadną lokalną Cerkiew prawosławną, co jest warunkiem kanoniczności. Ukraińska Cerkiew Prawosławna Moskiewskiego Patriarchatu ze swoim zwierzchnikiem, metropolitą Onufrym, jest uznawana przez wszystkie lokalne Cerkwie jako Cerkiew autonomiczna.
W Polsce doszło do kilku wizyt hierachów tzw. kijowskiego patriarchatu. Spotykali się oni z grekokatolikami, odwiedzali miejsca, które odłączyły się od kanonicznej Cerkwi w Polsce, m.in. monaster w Ujkowicach. Jest to dla nas, a także dla pozostałych lokalnych Cerkwi, bardzo smutne.
– Ukraiński parlament zwrócił się do patriarchy Bartłomieja z prośbą o przyznanie autokefalii Ukraińskiej Prawosławnej Cerkwi. Faktycznie oznacza to nakłanianie Fanaru do uznania tzw. Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej „kijowskiego patriarchatu”. Na ile realny jest ten scenariusz?
– Nigdy – rozmawiając z przedstawicielami patriarchatu konstantynpolitańskiego – nie słyszałem takich zapowiedzi. Uczestniczyłem w pracach przygotowujących sobór na Krecie, a także w wielu konferencjach, komisjach, gdzie poruszany był ten problem, w rozmowach prywatnych i wszyscy rozmówcy byli przekonani, że przyznanie autokefalii tzw. kijowskiemu patriarchatowi jest dla Cerkwi prawosławnej nie do przyjęcia, mamy tutaj bowiem do czynienia z bardzo poważnym raskołem, z grzechem odłączenia od Cerkwi, nie tylko z naruszeniem kanoniczności, ale i podeptaniem świętych kanonów.
– Teraz w ukraińskim parlamencie omawianych jest kilka projektów ustaw, które mogą mocno uderzyć w kanoniczną Cerkiew. Jeśli zostaną przyjęte, Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej zostaną odebrane nazwa i parafie, zostanie też poddana maksymalnej kontroli ze strony państwa. Przewiduje się m.in., że wybranie zwierzchnika Cerkwi trzeba będzie uzgadniać z ministerstwem nadzorującym życie religijne. Jak władyka mógłby to skomentować?
– To oczywiście nie jest prawidłowe. Dla nas wzorem współpracy państwa i Cerkwi było i pozostaje Bizancjum. Wytworzył się tam pewien harmonijny model, nazywany synergią. Ta współpraca oznacza wzajemny szacunek, ale także to, że państwo nie miesza się w sprawy Cerkwi, a Cerkiew w sprawy państwa.
W Polskiej Autokefalicznej Cerkwi Prawosławnej przeżyliśmy taki okres i w czasach komunistycznych. Żeby wybrać biskupa i powierzyć mu diecezję, potrzebna była zgoda państwa. Ale, dzięki Bogu, to już przeszłość.
 
(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

tłum. Ałla Matreńczyk

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token